W chwili, kiedy siadałem do napisania tego tekstu, oficjalne wyniki wyborów prezydenckich nie były jeszcze znane. Przewaga kandydata Prawa i Sprawiedliwości nad urzędującym prezydentem była jednak na tyle duża, że sam Grzegorz Schetyna zauważył, iż „trudno będzie to odwrócić, nawet licząc w nocy”.
No więc Bronisław Komorowski poległ… Ale, czy obserwując nastroje społeczne w Polsce, można było w ogóle wierzyć w zwycięstwo tego kandydata? Wydaje mi się, że na reelekcję liczył jedynie sam prezydent, no i może jeszcze panowie Stefan Niesiołowski i Adam Michnik, bo obaj na wieść o klęsce dostali niemal histerii - pierwszy postulował bojkot demokratycznie wybranej głowy państwa, drugi uznał wybory za aksamitną drogę do dyktatury i - ponoć - zapowiedział wyjazd do Izraela. Naczelny „GW” nazwał ponad to „gówniarzami” 3 miliony młodych wyborców Pawła Kukiza.
Luzak, czli „looser”
Wynik Bronisława Komorowskiego, pomimo że niewiele gorszy od Andrzeja Dudy, okazał się kompromitacją dla obozu władzy. I tak sromotną klęską, że niektórzy działacze Platformy zaparli się publicznie związku partii ze swoim kandydatem. Przegraną obarczyli Komorowskiego i jego sztab. Dopiero kilka dni później, gdy emocje opadły, minister Schetyna przyznał, że wynik prezydenta, to przegrana całej Platformy.
Honor Komorowskiego próbowała ratować również premier Ewa Kopacz, czym wzbudziła salwy śmiechu wśród młodych Polaków… Mnie jednak wystąpienie pani premier przypomniało scenariusz powyborczych przemówień sprzed dwóch dekad, kiedy to w wyborach prezydenckich Polacy pokazali czerwona kartkę obozowi sierpniowemu i samemu Lechowi Wałęsie. Wówczas w roli obrońcy „legendy Solidarności” występował prof. Lech Falandysz - sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy.
Falandysz mówił mniej więcej tak: „Panie prezydencie, pan i tak jest największym Polakiem XX wieku; po papieżu i Piłsudskim”. I widać było, że człowiek się stara, a może nawet w to wierzy – a jednak jego wyznanie brzmiało mało wiarygodnie i nie ocaliło Wielkiego Elektryka przed ostatecznym upadkiem. Na miejscu starego prezydenta zasiadł młody, obciążony komunistyczną przeszłością Aleksander Kwaśniewski - Olek-żartowniś, Olek-spryciarz, Olek-swój gość, facio lubiący wypić, nie próbujący udawać ani intelektualisty, ani opatrznościowego męża, słowem średniak, z którym utożsamić może się każdy. Dwie dekady później Bronisław Komorowski, kreujący się na takiego samego luzaka, okazał się jednak „looserem” - wraz z nim przegrał cały „układ postmagdalenkowy”.
Zmiana pokolenia
Paweł Kukiz - który w ostatnich tygodniach wyrósł na lidera rankingów zaufania społecznego - uważa , że polska scena polityczna od 30 lat jest zabetonowana. Że potrzebne są JOW-y i zmiana Konstytucji. Jako dowód przywołuje program „Solidarności” z 1980 roku.
Porównanie III RP ze schyłkową PRL wywołało kolejną histerię mainstreamu. W odpowiedzi Kukiz napisał na jednym z portali społecznościowych: „Naiwnie liczyłem na przebłyski intelektu u niektórych i znalezienie ANALOGII do naszej dzisiejszej sytuacji. Że zauważą, iż od ponad 30 lat w tym „cudnym, demokratycznym i niezabetonowanym” systemie partiokratycznym mamy prawie IDENTYCZNE problemy. Czyli: m.in. podawanie w mainstreamie nieprawdziwego obrazu sytuacji społeczno-gospodarczej, brak dostępu do mieszkań dla młodych ludzi, niskie płace, wysoki wiek emerytalny, PARTYJNIAKÓW bez kwalifikacji i BEZKARNYCH w spółkach Skarbu Państwa za kolosalne pieniądze, dramatyczny stan Służby Zdrowia i opieki medycznej, itd... Chciałem tym postem uświadomić tym wszystkim bojącym sie „zabetonowania” sceny politycznej, że juz BARDZIEJ SIĘ NIE DA jej zabetonować. Oni wszyscy już byli! Od 1989 - ba, od 1945 - wybierają się sami spomiędzy siebie, a problemy jakie były - takie zostały.”
Wybory prezydenckie anno domini 2015 przegrała ponoć Polska racjonalna, a wygrała Polska tradycyjna. Wsłuchując się w głos, rosnącej z każdym tygodniem „Armii Kukiza”, można jednak odnieść wrażenie, że prawdziwym zwycięzcą tegorocznych wyborów prezydenckich jest „Duch Polskości” - obojętnie jak patetycznie to brzmi. I jest ten sam „Duch”, który „odmienił oblicze ziemi”, który - jak zapowiadają zwolennicy Pawła Kukiza - zmiecie już za kilka miesięcy arogancję i chamstwo partyjniaków, który obecne elity władzy odeśle raz na zawsze na śmietnik historii…
Brzmi to może buńczucznie, a jednak całkiem prawdopodobnie. I obawiam się, że ci, którzy tego nie zrozumieją, również mogą podzielić los obecnej władzy.
