Gdy w niedzielę wieczorem PKW przedłużyło ciszę wyborczą o półtorej godziny TVP postanowiła uraczyć widzów kolejnym odcinkiem popularnego serialu komediowego „Ranczo”. Oczom zdumionej publiczności na ekranie ukazały się hasła: „Głosuj na Dudę” i „Duda najlepszym kandydatem”.
Wprawdzie nie chodziło o PEAD czyli Prezydenta Elekta Andrzej Dudę tylko o Fabiana Dudę kandydata na wójta w serialowych Wilkowyjach, ale pewna wrocławianka wzięła za telefon i zgłosiła policji przypadek złamania ciszy wyborczej. Nie bez kozery zaznaczam, że telewidzka była wrocławianką i zadzwoniła na wrocławski komisariat. Otóż telefon odebrała, jak się potem okazało pracownica cywilna, która usiłowała dzwoniącej zasugerować, że właściwy byłby komisariat warszawski. Pewnie ze względu na siedzibę TVP. Coś w tym było, bo wrocławscy policjanci, którzy badają sprawę powszechnych naruszeń ciszy wyborczej na Twitterze po odkryciu, że większość twitów podających przed czasem wyniki exit poll pochodziła ze stolicy właśnie tam postanowili przekazać sprawę.
No właśnie sprawy są poważne, bo dotyczą łamania prawa, tyle że owo prawo nakazujące ciszę wyborczą jest w dobie Internetu coraz bardziej niepoważne. Egzemplifikację tego być może wkrótce zobaczymy na sali sądowej i to z udziałem zarządu TVP oraz naszych kolegów dziennikarzy, bo to w dużym stopniu ich dziełem są twitterowe przecieki wyników sondaży.
Oczami wyobraźni już widzę te procesy. Oto zarząd TVP tłumaczy się przed sądem z tego kto zaakceptował wprowadzenie do scenariusza nazwiska Duda i zdecydował o emisji feralnego odcinka 24 maja w dniu wyborów. Sąd, który usiłuje sprawdzić rzetelność zeznań zarządu wdaje się w próbę rozgryzienia pogmatwanej organizacji i systemu decyzyjnego w publicznej telewizji nad czym spędza następne 15 lat i ostatecznie umarza sprawę z powodu… oczywiście przedawnienia.
Tymczasem w drugim procesie przeciwko dziennikarzom, którzy - jak to mówią u mnie na wsi – „na wyprzódki” donosili o wynikach wyborów zeznają eksperci. No więc Magdalena Gessler, ekspertka od kuchni i telewizji, wydaje opinię czy „budyń” i „bigos” kojarzą jej się z którymś z kandydatów, a jeżeli tak to z którym. Biegły językoznawca języka angielskiego opiniuje czy pod hasłem „cena ciasteczek” mogły kryć się notowania Kukiza, a jakaś szafiarka/celebrytka wyjaśnia czy „mucha” może kojarzyć się z Korwin – Mikke.
Już dzisiaj przyjmuję zakłady czy sąd zgodzi się na rejestrację dźwięku i obrazu tej zwariowanej komedii. Tak mi się skojarzyło, bo np. rada nadzorcza telewizji (!) - podkreślam słowo „wizja - zabroniła rejestracji jawnej (!) części przesłuchań kandydatów do nowego zarządu. Dodatkowo dziennikarzy, których posadzono w innym pomieszczeniu niż sala przesłuchań dokładnie „zbadano na okoliczność” (kocham ten prawniczy język) posiadania telefonów komórkowych i innych przedmiotów metalowych!
Natomiast w Łodzi – jak donosi na sdp.pl Hubert Bekrycht - rada nadzorcza Radia Łódź nie dopuściła do obserwowania jawnych przesłuchań kandydatów do zarządu szefa tamtejszego oddziału SDP uznając, że nie jest dziennikarzem, chociaż bywa on do audycji w tymże radiu zapraszany właśnie jako dziennikarz.
Po zapoznaniu się z powyższymi „faktami polegającymi na prawdzie” (to też z języka prawników), wcale mnie nie zdziwiła następująca informacja podana przez wirtualnemedia.pl: „KRRiT chce poznać społeczne koszty cyfryzacji radia w Polsce. Szuka obecnie firmy, która na jej zlecenie przygotuje raport analityczny na ten temat.
Analiza ma obejmować m.in. (…) szacunkową ocenę tempa przyrostu liczby odbiorników cyfrowych w gospodarstwach domowych w perspektywie najbliższych 10 lat (…) Ma też dostarczyć informacji na temat dynamiki kosztów zakupu odbiorników cyfrowych DAB+ w perspektywie najbliższych 10 lat, z uwzględnieniem preferencji odbiorców w zakresie tzw. odbiorników pierwszego wyboru”.
Otóż myślałem, że skoro na polecenie KRRiT Polskie Radio i kilka rozgłośni regionalnych już kilka lat temu rozpoczęło cyfrową emisję programu to Rada od dawna zna te dane i to na ich podstawie podjęła decyzję o sporych wydatkach na cyfryzację. Otóż głupio myślałem, co nie było takie trudne do przewidzenia.
