Paweł Kukiz ma plan, co zrobić z mediami. Na Facebooku opublikował swoje propozycje. Cytujemy tę wypowiedź (pisownia oryginalna):
- "- Zakazy koncentracji więcej niż 20% mediów lokalnych (dziś prawie 90% mediów regionalnych ma jedna
- grupa: Verlagsgruppe Pasau)
- - Zakaz koncentracji powyżej 20% rynku mediów centralnych.
- - Kary za rozpowszechniania nieprawdy zwiększone w przypadku nieprawdziwych informacji uderzających
- w polską rację stanu (kłamstwo oświęcimskie typu Polskie
Obozy"). - - Zakaz reklamy firm państwowych oraz organów władzy publicznej wydawanych w Polsce mediach
- o kapitale zagranicznym (za wyjątkiem mediów branżowych reklam w mediach wydawanych za granicą
- do tamtejszego klienta)
- - Zakaz zatrudniania w mediach publicznych dziennikarzy pracujących jednocześnie dla mediów
- zagranicznych (Vide Tomasz Lis - z jednej strony "dziennikarz" TVP, z drugiej płacą mu Niemcy wydający
- Newsweeka).
- - Zakaz reklamy firm państwowych w mediach ukaranych sądowo za publikację nieprawdziwych materiałów
- sprzecznych z polską racją stanu".
Co o tych propozycjach sądzą wydawcy, redaktorzy naczelni, dziennikarze?
Alicja Molenda, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, wydawca Tygodnika Ziemi Chrzanowskiej „Przełom”:
Ochrona rynku polskich niezależnych mediów lokalnych przed dominacją zachodnich inwestorów to jest ważny temat. Trudno się z nim przebić naszemu środowisku w trakcie parlamentarnych kadencji. Czy ma on szanse stać się przedmiotem poważnej debaty podczas kampanii wyborczej? Nie sądzę.
Nie inaczej jest z problemem wydawania gazet przez instytucje samorządowe i ich obecnością na rynku reklamowym. Takiego postulatu w programie Kukiza związanym z regulacją rynku medialnego jednak nie znalazłam.
25-letnie doświadczenie pozwala polskim wydawcom na profesjonalne zaspokajanie informacyjnych potrzeb społeczności lokalnych i przekazywanie ich zarówno w formie papierowej, jak i w internecie. Konkurowanie z potężnym kapitałem zachodnim i prasą samorządową, czyni walkę o czytelnika i reklamodawcę batalią nierówną. Z zadowoleniem przywitalibyśmy każdą, przemyślaną inicjatywę legislacyjną chroniącą małych polskich wydawców przed jednym i drugim konkurentem.
Regulacje związane z ograniczeniem mediom o kapitale zagranicznym dostępu do rynku reklamowego, to w warunkach gospodarki rynkowej trudny problem prawny. Podobnie jak ograniczane dziennikarzom możliwości zatrudnienia. Wszak miejsca pracy tworzą dziś w naszej branży wydawcy o zróżnicowanym kapitale. Decyzje zatrudnieniowe pozostawiłabym więc w gestii pracodawców. Żaden zakaz tego problemu nie rozwiąże.
Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”:
Ktoś wreszcie zauważył, że na polskim rynku mediów trzeba zrobić porządek. 90 proc. gazet w Polsce należy do niemieckiego kapitału, a to jest niebezpieczne dla polskiej racji stanu i należy tę sytuację uporządkować. W tym zakresie jestem za propozycją Pawła Kukiza. Oczywiście trzeba się zastanowić nad tym, czy można dopuścić 20, 30 czy 50 proc. To wymaga ustaleń, rozmów, ale z całą pewnością trzeba z tym zrobić porządek.
Podoba mi się też propozycja zakazu zatrudniania w publicznych mediach dziennikarzy, którzy równocześnie pracują dla kapitału zachodniego. To jest patologiczne. Jak w przypadku Tomasza Lisa, patologii polskiego dziennikarstwa. Wszyscy widzą, że w TVP SA promuje on niemiecko-szwajcarski tygodnik. To jest absolutnie niedopuszczalne. Propozycje Pawła Kukiza traktowałbym jako punkt wyjścia do szerszej dyskusji.
Jolanta Hajdasz, publicystka, członek Zarządu Głównego SDP:
Propozycje pana Pawła Kukiza ogłoszone na portalu społecznościowym jako element jego programu naprawy państwa dotyczący mediów traktuję w kategoriach publicystycznych, bo są zbyt słabo osadzone w obowiązującym prawie, by mówić o nich inaczej, ale są ważne i trafnie punktują patologie naszego systemu prasowego. Kapitał zagraniczny, który pod szczytnymi hasłami wolności słowa bez przeszkód zajął zdecydowaną większość polskiego rynku mediów – tych największych i najbardziej intratnych gazet i rozgłośni radiowych - to problem coraz bardziej poważny. Dziś w Polsce trzeba chyba być chyba głuchym i czytać bez zrozumienia, by nie dostrzegać miałkości i odwracania uwagi od spraw istotnych, jakie na co dzień serwują swoim czytelnikom i słuchaczom najwięksi gracze na rynku mediów, zapewne tylko przez nieistotny zbieg okoliczności finansowani przez firmy niemieckie
, czy francuskie
. Taki stan rzeczy coraz bardziej psuje mechanizmy demokratyczne, które po prostu źle działają bez odważnych i odpowiedzialnych mediów kierujących debatę publiczną na określone tory . Brak odpowiedzialności za słowo i brak mechanizmów realnie egzekwujących tę odpowiedzialność w funkcjonowaniu redakcji to codzienność polskiego dziennikarstwa, do której przyzwyczaili się chyba wszyscy odbiorcy naszej pracy. Właściciele i decydenci w mediach wmawiają im od lat, że wszelkie próby zmiany tego stanu rzeczy to atak na wolność słowa i swobodę wypowiedzi. Ich zdanie podzielają ci, którzy aktualnie sprawują władzę, bo akurat ci politycy wyjątkowo nie lubią silnych i niezależnych od siebie dziennikarzy. Pomysły Pawła Kukiza idą moim zdaniem w dobrym kierunku, bo wskazując, nawet naiwnie i nieprecyzyjnie, to, co powinno być zmienione, ujawniają najbardziej wynaturzone elementy naszych mediów. Najwyższy czas próbować je naprawić.
Tomasz Duklanowski, wydawca kilku gazet lokalnych w Zachodniopomorskiem:
Sprawa przejęcia mediów, zwłaszcza regionalnych przez zagraniczne koncerty, to nie jest kwestia często poruszaną w publicznych debatach. I cieszę się, że Kukiz o tym obecnie mówi. Po etapie przejmowania gazet regionalnych, który właściwie się zakończył i niemal w całości są one w rękach zagranicznych wydawców, rozpoczął się czas przejmowanie gazet lokalnych – powiatowych. Bo kryzys nie dotknął aż tak bardzo gazet powiatowych. Wciąż chętnie są one kupowane, mimo spadku sprzedaży gazet ogólnopolskich czy regionalnych. Wiem coś o tym, bo w ostatnich trzech latach rozpocząłem wydawanie kilku tytułów powiatowych i mimo braku kapitału jakim dysponują zagraniczne koncerny, daje radę. Pierwsza zagrożenie jaki widzę to właśnie takie, że gazetki lokalne są po prosty biedne i ich wydawcy mogę mieć problem w zderzeniu z kapitałem zagranicznym. Nie jestem w stanie dokładać do interesu. Duże wydawnictwa mogą to robić przez długi czas. Dla przykładu powiem, że udało mi się kupić wielkim wysiłkiem finansowym starą mało wydajną maszynę drukarska. Pewnie nigdy nie będzie mnie stać na kupno nowoczesnej maszyny rolowej za dwa miliony euro
, jakimi dysponują koncerny niemieckie. Dlatego moje koszty druku zawsze będą wyższe. Wiem, że mogę sobie pozwolić na pełną niezależność i poruszanie każdego tematu. Wciąż zajmujemy się dziennikarstwem śledczym. W gazetach regionalnych przejętych przez obcy kapitał, z niezależnością jest różnie a dziennikarstwo śledcze praktycznie zniknęło - to się nie opłaca. Bo można się narazić rozmaitym grupom biznesowym czy polityczno – biznesowym. A tego typy wydawnictwa kierują się zyskiem. Mała gazetka, może sobie pozwolić na szaleństwo niezależności. Nie wiem też czy gazeta lokalna wydawana przez niemiecki
kapitał, zdecydowałaby się na opisywanie problemu wykupu gruntów w powiecie pyrzyckim przez niemieckie kapitał za pośrednictwem „słupów”. W Zachodniopomorskiem problem ten jest bardzo duży, w gminie Kozielice czy Bielice 70 procent ziemi jest już w obcych rękach. W tym roku na tych gruntach stawiane są przez przez niemiecki koncern farmy wiatrowe. Wątpie, żeby gazeta lokalna, wydawana przez Niemców, biłaby z tego powodu na alarm, tak jak my to robimy.
Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny „LIBERTE!”:
Program dla mediów Kukiza to zbiór zakazów nakierowanych na zadowolenie ksenofobicznego elektoratu, nieufnego wobec obcych i obcego kapitału. „Program” dla mediów Kukiza nosi znamiona osobistej vendetty (stąd np. wspomnienie z nazwiska Tomasza Lisa), a z drugiej strony jest to chęć gry na nacjonalistycznych nastrojach jego zwolenników.
Jeśli chodzi o dziennikarzy pracujących jednocześnie w mediach publicznych i prywatnych, uzasadnione wątpliwości może budzić wykorzystywanie anteny publicznej do promocji tematów, które kreuje się równolegle w prywatnym medium, a nie jego struktura właścicielska.
Ściganie za głoszenie spraw sprzecznych z polską racją stanu pachnie zwykłą cenzurą (kto miałby decydować o tym, pewnie rząd?).
Kukiz nietrafnie odczytuje najważniejszy problem polskich mediów. Nie jest nim obcy kapitał, ale niedobór kapitału i uzależnienie szczególnie prasy, w tym prasy lokalnej od biznesu, co powoduje zatarcie granicy między dziennikarstwem a artykułami sponsorowanymi.
Tomasz Kwiatek, redaktor naczelny „Niezależnej Gazety Obywatelskiej” w Opolu:
Na pewno należy pochwalić Pawła Kukiza za podjęcie tematu reformy ładu medialnego. Propozycje są reakcją na zawłaszczenie rynku mediów lokalnych przez grupę kapitałową z Niemiec. Decyzją UOKiK, a więc pośrednio rządu RP, zgodziliśmy się jako Państwo na koncentrację w prawie 90 procentach, aby przekazać jednej firmie zza Odry cały rynek prasy regionalnej. Można sobie wyobrazić, że polska gazeta lokalna chcąc się wydrukować w niemieckiej drukarni dostaje odmowę. W Opolu koncern niemiecki zamknął w lutym br. bardzo dobrze wyposażoną drukarnię nie dając nawet możliwości jej zakupu polskiemu kapitałowi.
Sytuacja z rynkiem reklam też jest chora i wspieranie obcych kapitałowo gazet przez polskich podatników, a zwłaszcza Skarb Państwa, mi się osobiście nie podoba. Powinno to być niepisaną normą, polską gospodarnością, że państwo polskie wspiera rodzimy kapitał. Tak było w okresie międzywojennym i jak np. budowano Gmach Sejmu Śląskiego w Katowicach, to udział w przetargu mogły brać jedynie polskie firmy. W moim przekonaniu potrzebny jest nam dobry program propolskiej polityki, która pozwoli nam odbudować polską państwowość i nauczy ludzi dbania o tą polskość w każdej dziedzinie życia. Pytanie czy regulować to przepisami, czy wystarczy zmienić ekipę rządzącą?
Opinie zebrał: Błażej Torański
