To bardzo ciekawy pomysł, mierzyć opiniotwórczość prasy według liczby cytowań danego tytułu. Tak robi Instytut Monitorowania Mediów, który ogłosił właśnie majowy raport. Najpopularniejsza była w maju – pewna nowość! – „Gazeta Wyborcza”, która wyprzedziła „Rzeczpospolitą” oraz telewizję TVN, informuje raport Instytutu. Kolejne miejsca zajęła telewizja informacyjna TVN24 oraz radio RMF FM.

Na pewno, coś w tym jest, bo jeżeli cytuje się opinie, to i opiniotwórczość się uwidacznia. Ale czy tak znowu bardzo? To mi dało do myślenia. Często krytycznie przyglądam się rozmaitym mediom. Postanowiłam uważać i nie wymieniać ich w felietonach więcej niż raz czy dwa, skoro krytycznie o nich sądzę.

Jak tak przyjrzeć się bliżej,  bardzo różnie ta opiniotwórczość się kształtuje. Np. zaskakuje mnie, że tygodnik „DoRzeczy”, o niższym nakładzie niż pismo „WSieci”, raport traktuje jako bardziej opiniotwórcze wg tego kryterium. Nie dlatego, że mniej się go sprzedaje, ale dlatego, że „WSieci” bije niemal w każdym numerze DR w sensacyjności materiałów. To prawda, Cezary Gmyz właśnie w DR napisał o trotylu, znalezionym na wraku Tupolewa. Jednakże „WSieci” ma stały cykl smoleński, z doskonałymi materiałami, wywiadami i analizami naukowymi. Dział kultury „WSieci” jest może nieco słabszy niż w DR, dysponującym Horubałą i dowcipem starego Łysiaka, ale przecież młody Łysiak już dawno pobił swego papcia stylem i doskonałą znajomością historii w swych żarliwych tekstach. Mazurek kiedyś na mnie nakrzyczał, więc go nie lubię programowo, jednakże w parze z Zalewskim może we „WSieci” i denerwują, ale z jakim doświadczeniem, w porównaniu z dowcipnymi, to prawda, „dwoma panami G.” w DR. 

Dlaczego mniej cytują „WSieci”? Boją się go cytujący może, trotyl w DR był wielką sensacją, o której wszyscy mówili, ale stałe i systematyczne odkrywanie bardzo trudnej prawdy przez Marka Pyzę i licznych autorów smoleńskich w WS może budzić panikę, co się jeszcze w tej sprawie okaże.

Można być mało popularnym radyjkiem, jak Radio Maryja (słuchalność ok. 2% udziału w rynku radiowym) czy Radio Tok FM (1.3%), ale opiniotwórczość wybitną. Oczywiście, nie liczoną w sposób stosowany w raporcie IMM, czyli wg cytowani. Radio TokFM się cytuje, choć jest niszowe, inna rzecz, ze w tej niszy siedzą niewątpliwie opiniotwórczy słuchacze. Nad Radiem Maryja od czasu do czasu załamuje się ręce, jakby miało 25% słuchalności i najwyższą opiniotwórczość, na jaką radio może liczyć. Nie da się ukryć, że wiele osób korzysta z tego radia i jego świetnie przygotowanych dzienników w dobie spadającej wiary w obiektywizm informacji gdziekolwiek indziej, ale po co o tym na Boga mówić w mediach niekonfesyjnych, pytają w mainstreamie.

A w konfesyjnych? Problem, którego raport IMM nie odkrywa, to pytanie: a gdzie te cytowania? Czy ot tak wrzuca się nazwę w internet, czy też wybiera się określone portale lub bada określone wycinki pism? Np. jeśli chodzi o Radio Maryja, to czy bada się np. „Gościa Niedzielnego”, którego tytuł wg niektórych brzmi trochę głupio, bo co to za gość i w dodatku niedzielny? A to przecież największy polski tygodnik opinii po piśmie przedruków, „Angorze”, bijącej rekordy sprzedaży (ponad 300 tys. egz., gdy „Gość” sprzedaje 140 tys.) A badana jest „Niedziela”?

Był taki okres, gdy nie mówiło się o „Tygodniku Solidarność” a potem o „Gazecie Polskiej”. Oczywiście, w GP przyczyniły się do tego niewydarzone i żenujące felietony pewnego Wałka u początków istnienia tej gazety. Ale lansowało się wobec obu tych świetnie redagowanych pism postawę „tego świństwa do ręki nie biorę”, choć np. GP wydawał wybitny pisarz i znakomity felietonista, a tematyka doprawdy z numeru na numer była sensacyjna, zaś TS przynosił w każdym numerze świetne materiały o szerokich horyzontach.

Były czasy w okolicach 1990 roku i nieco później, gdy przemyślnie produkowano cytowalność i popularność. To były czasy Pierre Vodnika, czyli śp. Andrzeja Woyciechowskiego.  Ten zanim założył „Radio Gazeta”, wkrótce (bez koncesji, nie było wtedy tego problemu!) przekształcone w Radio ZET, pracował w „Wyborczej” jako korespondent we Francji. Pisywał więc w GW, a ponadto słał korespondencje i przeglądy prasy polskiej (siebie też) do francuskiej mocno lewicowej „Libération”. Ta drukowała go po francusku, a potem część prasy polskiej przedrukowywała  to w rubrykach „z prasy zagranicznej”. To były czasy!                     

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl