Im bardziej umacnia się (sondażowa póki co) przewaga PiS nad Platformą, tym brzydziej prezentuje się PO w mediach i w ogóle wszędzie. Żenujące spory i kłótnie o miejsca na listach wyborczych, znikanie jednych (Sikorski), a pojawianie się drugich (wyrzuceni przez Panią Kopacz z rządu wracają z „jedynkami” na listach wyborczych tu i ówdzie), zaostrzający się ton publicystki w mediach serwilistycznych wobec rządzącego wciąż układu (proszę obejrzeć, choć to traumatyczne doświadczenie, któreś ze „Szkieł kontaktowych!) – takie zjawiska pokazują, z kim naprawdę mamy do czynienia w dzisiejszych „elytach polytycznych”, do niedawna aspirujących do pozycji wzorców politycznego zachowania, wysokiej klasy politycznej, politycznych i obywatelskich (a to dobre!) arbitrów elegantiarum.
Do tonu ”wybrańców” dostosowuje się elektorat. Polityk PiS już nie może publicznie podrapać się w nos, żeby jacyś nawiedzeńcy z Krakowa, Szczecina czy Oświęcimia nie dzwonili do red. Miecugowa czy red. Sianeckiego, by wyrazić swoje święte oburzenie brakiem kultury, niestosownością zachowania, nieobyciem etc. Ostatnio zgorszenie lemingów wywołało „buczenie” na Powązkach, gdy hołd powstańcom warszawskim składały Trzy Gracje (nazwiska znane Redakcji!). Również objawy radości, ukontentowania czy zwykłej ludzkiej sympatii, okazywane przez Polaków nowym siłom na naszej scenie politycznej (prezydent Andrzej Duda, poseł Beata Szydło), ludziom od dawna wyczekiwanym, od dawna pożądanym i równie od dawna potrzebnym, wzbudzają prostackie zawistne komentarze i obłudne jeremiady w rodzaju „no jak tak można”. Czyniący te wrogie gesty oczywiście już zapomnieli (jeśli kiedykolwiek pamiętali) o chamstwie ludzi w rodzaju pos. Niesiołowskiego, min. Sikorskiego, prof. Nałęcza, pos. Olszewskiego, red. Lisa e tutti quanti, którzy z lubością lżyli, oczerniali i obrzucali błotem politycznych przeciwników przy aplauzie „elektoratu” i wspomnianych serwilistycznych wobec władzy mediów. Zjawisko takie opisano już w Piśmie św. w przypowieści o źdźble w oku bliźniego i belki we własnym.
W zacietrzewieniu sympatycy dołującej PO sięgają nawet po argumenty, które byłyby może i zabawne, gdyby nie świadczyły o całkowitym odmóżdżeniu. Oto red. Marek Przybylik, „komentator” programu „Szkło kontaktowe”, wyznał niedawno red. Miecugowowi, że… w PO jest więcej demokracji i otwartości w uzgadnianiu list wyborczych, stąd ludzie używają sobie, ile wlezie, bo w i e d z ą, jak wygląda kuchnia, zaś w PiS-ie – tu cytat – „Prezes ustala listy i nikt nie ma nic do powiedzenia”. Redaktor Przybylik był niegdyś dziennikarzem świętej pamięci „Życia Warszawy” od cen pietruszki, marchewki i ziemniaków. Robił swą robotę rzetelnie, a przy tym z wdziękiem. I powinien na tym poprzestać – red. Michnik z pewnością znalazłby dlań w swym flagowym organie kawałek miejsca, nadal bowiem handluje się u nas warzywami. Niestety – red. Przybylikowi zamarzyło się na stare lata zostać autorytetem moralnym. Dramat w tym, że usiłuje robić to w środowisku, które dawno z moralnością nie ma nic wspólnego, więc efekty są kabaretowe. W środkowym PRL-u krążył taki dowcip: „Kto to jest milicjantka? To kobieta, która w drodze awansu społecznego przeszła z rogu ulicy na jej środek”. Coś podobnego – tyle, że w przeciwną stronę – przydarzyło się red. Przybylikowi w drodze awansu intelektualnego.
Wszystkie opisane tu przykłady (i wiele nie opisanych) pokazują dowodnie, że schodzący obóz (łobuz) polityczny – korzystam z pięknego konceptu red. Stanisława Michalkiewicza! – po prostu nie umie przegrywać, uważa się bowiem za ósmy cud świata, który skalany został przez motłoch. Nigdy nie zapomnę miny Tadeusza Mazowieckiego, patrzącego na wyniki wyborów prezydenckich w 1991 r., gdy okazało się, że „siła spokoju” przegrał już w I turze ze Stanem Tymińskim… Inna ze źrenic ówczesnego Salonu, Profesor Geremek, stwierdził wówczas, że „Polacy nie dorośli do demokracji”. Jak widać, nie dorastają i dziś, ale że ta demokracja cokolwiek u nas koślawa i kulawa, to bardzo dobrze, że nie dorastają. Dopiero by było, gdybyśmy dorastali!
Dla Platformerów – frustratów mam radę: niech wykreują sobie wirtualnie alternatywne państwo z alternatywnym Sejmem i równie alternatywnym rządem. Z pewnością znajdzie się jakiś profesor, który to merytorycznie uzasadni! Wtedy, gdy przeprowadzą w tym „państwie” jakieś wybory, z pewnością je wygrają!
