Dwie najważniejsze dziś osoby w Polsce – prezydent Andrzej Duda i zapewne przyszła pani premier pos. Beata Szydło – kontynuują podróże po Polsce. Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakieś serio informacje o tych podróżach, o spotkaniach z Polakami w mediach „głównego ścieku”. Tam są zupełnie inne informacje, np. taka, że jak jest gorąco, dobrze się jest ochłodzić zimną wodą albo że Pani Kopacz zabiera na wyjazdowe posiedzenia rządu państwowe stoły i krzesła. Pani Kopacz pewnie boi się, że jak jej rząd zasiądzie przy jakichś „obcych” meblach, to znów ktoś ich podsłucha i nagra. Stąd ostrożność – choć właściwie nagrywać już nie ma co, wszystko jest jasne.
Tymczasem Prezydent rozmawia z Polakami o tym, co najważniejsze, posłanka Szydło podobnie. Ale nie idzie tylko o słuchanie Polaków, choć to oczywiście bardzo ważne. Pan prezydent i posłanka Szydło także mówią, co zamierzają, informują obywateli o planowanych kierunkach reform, o swoich programach itd. Oboje robią to właśnie dlatego, że wskutek hucpiarstwa władz obecnych mediów – i publicznych i prywatnych – media te niczego obywatelom nie przekażą, a jeśli nawet przekażą, to z pewnością zmanipulują. Sprawa jest zbyt ważna, tym razem idzie bowiem n a p r a w d ę o przyszłość Polski i ani prezydent ani przyszła pani premier (co daj Boże!) nie mogą pozwolić sobie na dezinformacje mainstreamu.
Co prawda ów mainstream już przy wyborach prezydenckich 2015 manipulował, pomijał i lekceważył kandydata opozycji Andrzeja Dudę i nic im to (jak i urzędującemu prezydentowi) nie pomogło. Dlaczego? Bo Duda dotarł do Polaków bezpośrednio, oni mogli usłyszeć, jaki ma program, bez manipulacji.
Jest tylko taka różnica, że wybory parlamentarne są bardziej skomplikowane, zawsze towarzyszy im festiwal obietnic i łatwo się w tym wszystkim zgubić. Dlatego – wobec wrogiej postawy mediów „głównego ścieku” – lepiej nadal spotykać się z Polakami twarzą w twarz i mówić, czego się chce naprawdę i jak ma się zamiar to zrobić.
I prezydent i pani poseł tworzą w ten sposób nową „platformę medialną”. Nazywa się ona „Polska” i prawdopodobnie ma największą liczbę widzów i słuchaczy.
Być może, że na jakiś czas, do ustabilizowania się sytuacji medialnej po zmianach, jakie – miejmy nadzieję – przyniosą nadchodzące wybory, będzie to jedyna płaszczyzna, na której Polacy będą mogli naprawdę kontaktować się z prezydentem i z kandydatem opozycji na premiera. Jeżeli wybory przebiegną pomyślnie dla Polski, wdroży się odpowiednie procedury i potraktuje mainstream „bez znieczulenia”: przejmie się państwowe środki komunikowania się. Dopiero wówczas będzie szansa na poinformowanie polskiej opinii publicznej o prawdziwej sytuacji w kraju i drogach jej naprawy, bez „wsparcia” aktora Kryszaka czy aktorki Jandy.
Nowy prezes TVP SA Janusz Daszczyński w pierwszym „expose” zapowiedział nową politykę w publicznych mediach. Ma być bardziej „publicznie”, mniej „tabloidowo”, nie będzie więcej outsourcingu (czyli de facto wyrzucania ludzi), TVP SA znów oprze się na własnych kadrach i własnych twórcach… Może rzeczywiście ma on takie intencje? A może to już obawa, że idąc dalej kursem ex prezesa Brauna można samemu zostać szybko „wyoutsourcingowanym”? Żal byłoby tak dobrej posady…
Co zrobią nowe władze z ul. Woronicza – pokaże nieodległa przyszłość. Pierwszą jaskółką byłoby np. jak najszybsze „wyoutsourcingowanie” z TVP redaktora Lisa z jego wrednym programem.
A tymczasem niech działa Platforma Medialna „Polska”!
