Zapowiedzi nowego prezesa TVP SA co do zmian na Woronicza są obiecujące, ale, powiedzmy to sobie, mało konkretne. To, że nie będzie więcej zwolnień – to konkret jedyny, ale należałoby zapytać: a co z tymi, którzy już trafili „na bruk”? Zapowiedź położenia większego nacisku na produkcję własną prowokuje bowiem pytanie: a są obecnie na Woronicza kadry, zdolne do podjęcia takich zadań na odpowiednim poziomie profesjonalizmu?
Ale to szczegół, ważny, ale szczegół. Warto więc sformułować kilka podstawowych oczekiwań programowych i ideowych, TVP SA daleko bowiem odeszła od standardów przyzwoitej telewizji publicznej.
Po pierwsze zatem: rzetelnie informować. Praktyka wybiórczości informacji w zależności od tego, kogo i czego dotyczą, musi ustąpić rzetelnie pojmowanej funkcji pełnej informacji o sytuacji w kraju. „Propaganda sukcesu”, uprawiana przez ex-prezesa pod dyktando władzy, powinna trafić tam, gdzie jej miejsce: na śmietnik.
Po drugie: jasność, jednoznaczność. Z anteny zniknąć powinny jak najszybciej „programy publicystyczne”, z których nic nie wynika, które mają „formę” awantury, czasem – zwykłej pyskówki. A zatem – więcej fachowców, mniej polityków uprawiających czyste „ideolo”. Działania władzy muszą być znane Polakom.
Po trzecie: misja publiczna. TVP SA musi powrócić do służebnej wobec społeczeństwa roli na wielu polach: społecznym, kulturalnym, na polu wartości, polu edukacyjnym, owszem – także rozrywkowym, jednak z rozrywką bez błazenady, chałtury, zwykłej głupoty, tandety, a nawet deprawacji.
Po czwarte: edukacja. Program telewizyjny to rozliczne możliwości wypełniania funkcji edukacyjnych w szerokim sensie. Reportaż, rzetelny dokument, publicystyka krajowa i zagraniczna, programy kulturalne, historyczne… Przeładowanie „ramówki” polityką, polegającą często na klasycznym „biciu piany” i oratorskich autopromocyjnych popisach, powinno ustąpić miejsca innym sferom zainteresowań, nie każdy bowiem został już na tyle skutecznie ogłupiony przez dotychczasową praktykę TVP SA, że interesuje się wyłącznie polityką bądź „operami mydlanymi”. To było najłatwiejsze i przez świat polityki akceptowane, dawało bowiem nieustanne możliwości medialnego „zaistnienia” różnym „działaczom”.
Po piąte: wartości. Trzeba zatkać sobie uszy na pogwarki różnych oczajduszów i cwaniaków o „zagrożeniu państwem wyznaniowym”, o „pluralizmie”, o „prawach obywatelskich myślących i czujących inaczej”. Klasycznym numerem z tego repertuaru było postawione niedawno publicznie pytanie: czy prezydentowi wolno manifestować swe uczucia religijne? (Ciekawe, że postawiono je akurat w Polsce, gdzie, jak dotąd tylko ś.p. Lech Kaczyński deklarował wierność wartościom chrześcijańskim. Matki Boskiej w klapie „Bolka” komentować nie warto – to była zwykła koniunktura polityczna, a w rzeczywistości obraza boska. Natomiast wiele głów państw „zeświecczonego” świata zachodniego gesty przywiązania do wiary manifestuje i nikomu to nie przeszkadza!). Uczciwie realizowany przekaz wszystkie te wartości z pewnością uwzględni, ale nie może być wątpliwości co do tego, jaki jest najważniejszy system wartości przytłaczającej rzeszy Polaków. Zresztą jest to wpisane do Konstytucji i tylko woluntaryzm platformerskiej ekipy sprawiał, że to, co najważniejsze, było albo spychane albo zakłamywane.
Ten skrótowy i szybko sformułowany katalog może być zapewne rozszerzony, ale podstawowe zręby są, jak sądzę, zarysowane. Trzeba uważnie obserwować działania nowej władzy na Woronicza. Wielkich nadziei mieć nie ma co, w końcu Janusz Daszczyński to nie jest osoba znikąd, miał już swój wkład w profil TVP SA. Dając mu jakiś kredyt zaufania patrzmy, co tam się dzieje.
Prawdziwą naprawę zacznie jednak, tak sądzę, nowa w pełnym tego słowa znaczeniu ekipa, którą osadzi w TVP SA nowa władza. Oby stało się to jak najszybciej – tego, czym obecnie jest nasza „telewizja publiczna”, nie sposób już oglądać bez obrzydzenia i złości.
No proszę – aż tyle naiwności w niedługim tekście…
