Członkowie objazdowego rządu Pani Kopacz mają z tymi objazdami coraz więcej przygód. Pani Premier dba, by ministrowie, skoro nic już właściwie nie mogą uradzić ani postanowić, niech chociaż mają z tego bycia w rządzie trochę frajdy. Ostatnia okazja to była wizyta na pięknym ponoć stadionie w Gdańsku. Zapracowany minister nie zawsze ma czas na zwiedzanie osiągnięć rządu jeszcze Donalda Tuska, więc Pani Premier chce to swoim ludziom wynagrodzić.

Po raz pierwszy chyba w historii polskiej telewizji widzowie mieli okazję uczestniczyć w posiedzeniu rządu, czyli niejako popatrzeć władzy na ręce, do czego wszak sprowadza się istota demokracji. Więc niech no teraz kto powie, że w Polsce nie ma demokracji!

Z transmisji wynikło, że robota w rządzie jest w gruncie rzeczy nudna, polega na „sprawozdawczości za ostatni czasokres”. Wkradło się tu jednak i pewne niebezpieczeństwo: oto każdy dorosły widz brał pewnie w życiu udział w jakiejś „nasiadówce” z jakimś dyrektorem, prezesem, wójtem, sołtysem czy kimś takim. Można więc dojść do przekonania, że bycie w rządzie to nic wielkiego, to tylko kwestia skali i terminologii. Kabareciarze np. co tydzień w różnych programach rozrywkowych pokazują „posiedzenie rządu” i zachodzi podejrzenie, że tak to właśnie wygląda w rządzie prawdziwym. I z jednego i z drugiego nie wynika literalnie nic, z tym, że po kabaretowym „posiedzeniu rządu” ministrowie lecieli, by „haratnąć w gałę”, zaś dokąd lecą ministrowie Pani Kopacz? Na dworzec po kolejne bilety na pociąg, który zawiezie ich na kolejne „wyjazdowe posiedzenie rządu”.

Trzeba przyznać, że Pani Kopacz jednak sprawę poszkapiła. Jak już była na Wybrzeżu, mogła walory tego regionu wykorzystać lepiej: w końcu do Sopotu nie jest z Gdańska daleko, czemuż więc nie zaplanować posiedzenia 2-dniowego i drugiego dnia nie zebrać się na słynnym sopockim molo?! Jeszcze więcej obywateli miałoby wówczas poczucie, że uczestniczą w demokracji, bo patrzą władzy na ręce. Bilet na molo jest chyba tańszy (a może wcale go nie ma?! Nie wiem, nie byłem) niż wejście na stadion w Gdańsku, byłaby więc także okazja na tak lubiane przez Panią Premier spotkanie z narodem.

Pójście tą ścieżką otwiera przed rządem Pani Kopacz całkiem nowe perspektywy. Szybka podróż Pendolino – i następne „wyjazdowe posiedzenie rządu” mogłoby się odbyć np. na Giewoncie, skąd ministrowie gospodarskim okiem patrzyliby na nasz piękny kraj, a że z góry widać więcej, więc polskie sprawy mogłyby być lepiej rozwiązywane. Posiedzenie mogłoby być uatrakcyjnione przez przygrywającą rządowi góralską kapelę. Wtedy i zarzut, że Pani Kopacz lekceważy Polskę, że nie jest za rodzimością, mógłby zostać spokojnie odparty. Kamery telewizyjne pokazywałyby posiedzenie rządu z helikoptera, a co! W końcu mamy XXI wiek!

Wobec takich atrakcji fakt, że w Gdańsku dwukrotnie znacząco przemawiał prezydent Duda, że spotkali się tam najważniejsi ludzie Polskiego Sierpnia, był właściwie bez znaczenia.

Toteż TVP SA słusznie uczyniła, nie pokazując tych szowinistycznych, nacjonalistycznych happeningów.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl