Studia w Wielkiej Brytanii są znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać. W mity o ich niedostępności dla polskiej młodzieży właściwie nikt już nie wierzy. A brytyjski system szkolnictwa wyższego okazuje się i bardziej wydajny, i bardziej sensowny, niż polski. Szczególnie na konkurencyjnym rynku pracy w Europie.

Polacy w Wielkiej Brytanii nie są już na stałe przypisani do najbardziej nielubianych zawodów na tamtejszym rynku pracy. Zmywak, fabryka, czy opieka społeczna były dobre jeszcze kilka lat temu, ale młodzi Polacy szukali czegoś więcej – nie tylko w obszarze ambicjonalnym, ale również pod względem zarobków. Bo skoro już mają pracować, to dlaczego nie zarabiać tyle, żeby założenie rodziny, czy zwiedzanie świata miałoby być nieosiągalne bez bankowego kredytu? Na angielskie studia idą już nie tylko dzieci tych, którzy dorabiali w Londynie na zmywaku, ale również ci, którym do niedawna wydawało się to niemożliwe.

Wyższość Oksfordu nad Jagiellonką

Liczba polskich studentów w Zjednoczonym Królestwie rośnie z roku na rok. Nie tylko dlatego, że od dekady Polska jest naznaczona emigracją, której skalę można porównać chyba wyłącznie do czasów powojennych i lat 80., kiedy z kraju Polacy wyjeżdżali przede wszystkim z powodów politycznych. Rośnie również z tego powodu, że coraz lepiej mówimy po angielsku i coraz chętniej sięgamy po to, co dotychczas wydawało się niespełnialnym marzeniem. Trochę pomaga w decyzji o studiach w UK polski system szkolnictwa wyższego, który produkuje magistrów w ilościach przemysłowych – niestety magistrów, którzy po studiach rzadko znajdują pracę w zawodzie, jeżeli przez pierwsze lata znajdują ją w ogóle.

Już w pierwszych tygodniach pobytu na gościnnej dla Polaków angielskiej ziemi studenci odkrywają, że nie do wszystkich ciekawych zawodów trzeba mieć tytuł magistra. Czasem do wymarzonej pracy wystarczy licencjat – traktowany w dominium Elżbiety II z uznaniem, którego bezspornie brakuje nad Wisłą. Kształcić się dalej oczywiście można, ale czasem lepiej jest rozwijać się kierunkowo w zawodzie, który da nam szansę na rozwój i awans, niekoniecznie kolejny niepotrzebny dyplom i szansę na doktorat. No może nie nam, bo tak naprawdę to szansa dla pokoleń określanych dzisiaj jako pokolenia Y i Z.

Z dyplomem brytyjskiej uczelni pracę dostanie się na pewno – z pocałowaniem w rękę zatrudnią polskiego absolwenta firmy, których polityka kadrowa opiera się na możliwie najdłuższym związaniu ze sobą nowych pracowników. Polskie? Także – i pewnie dadzą mu na starcie pieniądze nieco wyższe, niż wynikałoby to z zaszeregowania stanowiska. W końcu Polacy deklarują doskonałą znajomość angielskiego, ale tak naprawdę wiedzą, że na zachodnich rynkach polegną przy pierwszym kontakcie z partnerem biznesowym. No chyba, że będą mieli w zanadrzu dyplom z Oksfordu.

Połowa z absolwentów udziela się później w mediach społecznościowych, część z nich rozpoczyna karierę w mediach brytyjskich już jako rasowi dziennikarze i pracownicy mediów. Tylko w serwisie LinkedIn w kwadrans można znaleźć przynajmniej 70 osób zatrudnionych w BBC, Reutersie, CNN, CNBC czy najbardziej poczytnych tytułach światowych.

Za drogo, czy nie za drogo?

Większość byłych i obecnych studentów w UK zanim zdecydowała się na studia za granicą musiała zmierzyć się z szeregiem mitów tak silnych w polskiej świadomości, że właściwie nieusuwalnych.

Mit pierwszy to koszty studiów. Jak wszędzie na świecie, studia – szczególnie na renomowanych uczelniach i modnych kierunkach – są płatne. Nietrudno jest domyśleć się, że medycyna, prawo czy ekonomia skończone na Oksfordzie nie są studiami dla pariasów. Ale to nie oznacza, że są nieosiągalne. Co więcej – może starać się o wsparcie państwa (brytyjskiego, nie polskiego) w ponoszeniu kosztów codziennego życia. Może to później spłacić – albo jako kredyt, albo poprzez pracowanie przez jakiś czas na stanowiskach technicznych, tak żeby jego dochód nie był zbyt wysoki. Absolwent zyskuje dzięki temu niezbędną w zawodzie praktykę, państwo ma gwarancję, że ludzie z pokolenia X, dzisiaj dumni czterdziestolatkowie, najczęściej z lekkim brzuszkiem i bez perspektyw oraz ochoty na radykalną zmianę, nie stracą swoich stanowisk i dotrwają na rynku pracy do wieku emerytalnego.

Elab wywozi na studia

Ale przecież studiować można nie tylko na Oksfordzie. W Anglii renomowanych uczelni jest blisko setki. I wszystkie stoją otworem dla młodych Polaków.

Czyli wiemy już, że z niedostępnością to była przesada. Czas na mit o nieosiągalnych uczelniach... Mit, który trzeba obalić, bo brytyjskie uczelnie Polaków przyjmują chętnie. Nie, nie dlatego, że są Polakami, ale dlatego, że podobają im się jako kandydaci – ze względu na wyniki w szkole, rekomendacje nauczycieli, czy obszar zainteresować i dotychczasowych dokonań.

Aleksandra Kozera i Olga Siczek, dwie dziewczyny z Radomia, wykształcone – a jakże – właśnie na Wypach Brytjskich, dzisiaj pomagają dziesiątkom maturzystów dostać się na wymarzone studia.

- Pomagamy nie tylko maturzystom – prostuje Ola (pokolenie Y), dzisiaj szefowa Elab Education Laboratory, start-up'u, który zajmuje się wyłącznie umożliwianiem młodym Polakom nauki w Wielkiej Brytanii i Danii. - Zajmujemy się również wsparciem w dostawaniu się do college'ów, zdawaniem matury na Wyspach. No i oczywiście dostaniem się na wymarzone studia.

Ola i Olga z Elabu wiedzą, gdzie tkwi sekret skutecznego aplikowania na studia. Zresztą z dużą częścią brytyjskich uczelni współpracują, jako partnerzy. Co daje im więcej możliwości we wspieraniu kandydatów.

- Czasem to kwestia umiejętnego wypełnienia dokumentów, napisania listu motywacyjnego na uczelnię – opowiada Ola. - A czasem po prostu trzeba wiedzieć, kiedy, gdzie i jak się odwołać od decyzji uczelni.

Przez jej ręce przeszły setki aplikacji – i większość skończyła się sukcesem. Te, które nie miały szans pochodziły przede wszystkim od ludzi, którzy nie najlepiej radzili sobie z angielskim. Oczywiście można wybrać opcję z rokiem zerowym, kiedy student, no... przyszły student skupi się wyłącznie na nauce języka wykładowego, ale to kosztuje. Często niemało.

- Dlatego proponujemy również kursy nauki języka - mówią dziewczęta z Elab. - W końcu, jeżeli niewystarczająca znajomość języka ma być jedyną przeszkodą w realizacji marzeń, głupotą byłoby rezygnować. Tym bardziej, że jesteśmy po prostu skuteczne. Wprowadzamy studentów na uczelnie. Zawsze. Często wymaga to długich rozmów i pomocy w wyborze uczelni, która będzie dla kandydata bardziej odpowiednia.

Wsparcie ZUS

Pojawienie się na rynku usług edukacyjnych oferty z rynku brytyjskiego było do przewidzenia już wiele lat temu, po kolejnej reformie systemu edukacyjnego. Dzisiaj ta oferta jest podwójnie atrakcyjna, bo jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy posłać swoje dziecko na studia do Wielkiej Brytanii rozwiewa ją radośnie rozsyłana korespondencja z ZUS o przewidywanej przyszłej emeryturze. Dziennikarze rzadko łapią się do grupy emerytów, którzy dostaną na starość ponad tysiąc złotych. I trend się raczej nie zmieni.

Paweł Pietkun

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl