Zawsze należał do ścisłej czołówki artystów polskiej estrady. Dziś – jest klasą sam dla siebie na tle żenujących prezentacji różnych „kabaretów”, którymi zachwaszczone są niemal wszystkie nasze kanały telewizyjne. Zaproszony na spotkanie do Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP ujawnił dość nieoczekiwane oblicze… publicystyki kulturalnej, śpiewając i „przedstawiając” utwory różne – przedwojenne, polityczne, patriotyczne, aktualne bardziej lub mniej, ale zawsze ważne. A wszystko to przy udziale własnej choreografii, „kostiumografii”, oprawy muzycznej, konferansjerki… Słowem – przepraszam za banał! – Człowiek – Orkiestra.

Przeciętny homo sapiens oddycha powietrzem, Andrzej Rosiewicz oddycha wyłącznie kontaktem z widownią i klimatem estrady: żartu, skeczu, nawet uroczego „wygłupu”. Jest niezmożony, typowa samonapędzająca się maszyna do rozśmieszania, zabawiania, pobudzania do myślenia. Piosenka, którą rozpoczął spotkanie w KPK SDP, utwór „Pytasz mnie”, znany jest dosłownie na całym świecie tam, gdzie żyją Polacy. Ale nie jest to dzieło oceniane jednoznacznie: jego silnie nostalgiczny charakter na jednych działa „rozmiękczająco”, na drugich – wręcz przeciwnie: depresyjnie, szarpiąco… Cóż, takie życie… Za to znany szlagier Petersburskiego „To ostatnia niedziela”, „włożony w usta” pana Bula – Komorowskiego po drobniutkich zmianach tekstowych wywołuje paroksyzmy śmiechu słuchaczy. Ale to trzeba było najpierw sobie wyobrazić, usłyszeć! W połączeniu z błazeńskim, ale i trochę dwuznacznym strojem artysty (niby błazeńska czapka, ale jednak czapka Stańczyka!) efekt jest znakomity.

Andrzej Rosiewicz nie tylko tańczył i śpiewał – także opowiadał: o dawnych warszawskich knajpach z niepowtarzalną atmosferą, o warszawskich oryginałach bywalcach tych przybytków, o tym, czym w kulturze i życiu społecznym tamtych lat był alkohol… Nie brakowało i pięknych opowieści o ludziach takich jak nieśmiertelny „artystyczno-alkoholowy” duet Himilsbach – Maklakiewicz, o warszawskich „szlakach knajpianych”, o ludziach, którzy tymi szlakami wędrowali, a jednak nie zostawili tam swego życia i swych talentów, zaistnieli w kulturze…

Dobra passa naszego Gościa zakończyła się w momencie, kiedy związał się on duchowo, „ideowo” z obozem prawicowo – niepodległościowym, m. in. współpracując z Rozgłośnią Toruńską, nie chcąc uczestniczyć w platformerskiej Wielkiej Ściemie, w kłamstwie, w antypolskim „idiomie” kulturalnym. Rosiewicz nagrywa wciąż płyty i to płyty dobre, z zabawnymi tekstami („Krętacze krętaczom zawsze wybaczą, złodzieje złodziejom z cudzego naleją”), jeździ „po bandzie” – za co jest wyłączony z głównego obiegu kultury, rozrywki. „Salon” nie przebacza tym, którzy się z niego naśmiewają, wytykają mu obłudę, manipulanctwo. Toteż publiczność autora „Chłopców – radarowców” stanowi klientela patriotyczna. Na szczęście jej nie brak – płyty gościa Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP szły po spotkaniu jak świeże bułeczki. A i rozmowy kuluarowe trwały jeszcze długo po zakończeniu spotkania.

Zaś sam artysta był na pewno szczęśliwy, może wzruszony. Bo ta recepcja zapowiadała, że – jak się już krętaczy i złodziei odstawi na bocznicę polskiego życia - słońce znów jaśniej zaświeci.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl