...czyli zanim wydasz sąd o kimś lub o czymś, najpierw daj mu szansę na wypowiedzenie się i poznaj jego stanowisko.
Gdyż wtedy uzyskasz walor obiektywności informacji dla siebie i twoich słuchaczy. To klasyka anglosaskiego dziennikarstwa. Szczególnie publicznej BBC. Obiektywna to dobra informacja i co ważniejsze prawdziwa. 26 września 2015 r. w TVP Info „Infonews room” o godz 21:15 wyemitowano kolejny program red. Jerzego Kisielewskiego.
Pierwszym tematem było ogłoszenie wyroku przez sąd II instancji w sprawie z powództwa red. Przemysława Orcholskiego. W studio był ten ostatni i red. Stefan Bratkowski, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. SDP, po 12 latach, co podkreślał P. Orcholski i prowadzący ten proces przegrała. Przed krótką dyskusją zaprezentowano tzw. „materiał”, gdzie można było mocno skrótowo zobaczyć napis „jury nawet nie obejrzało ocenianego programu”. Czyli stowarzyszenie winne i sprawiedliwości stało się zadość. Ale na temat samej sprawy i okoliczności wyroku to było wszystko. Mimo, że przedmiotem było orzeczenie sądu. Przypomnijmy zatem, że Przemysław Orcholski w 2003 r. otrzymał tytuł „Hieny Roku”. Wytoczył SDP proces, gdyż poczuł się jako dziennikarz zdyskredytowany. Dotknęło go zwłaszcza sformułowanie, że w ocenionych negatywnie materiałach kapituła przyznająca tytuł Hieny Roku dopatrzyła się „licznych manipulacji”. Krystyna Mokrosińska, honorowy prezes SDP, która kierowała wtedy Stowarzyszeniem, nie miała wątpliwości, że wtedy Hiena Roku należała się Przemysławowi Orcholskiemu, byłemu dziennikarzowi TVP:
-Absolutnie tak. Nie wolno manipulować ludźmi, a on to robił z niezwykłą premedytacją. Mieliśmy wiele skarg na „Wiadomości” TVP, ale nie stosowaliśmy odpowiedzialności zbiorowej. Tytuł Hieny Roku jest oceną etyczną, a nie prawną - mówiła Krystyna Mokrosińska.
Ale teraz w studio o tym, jakie było meritum tej sprawy ani słowa. Nie było w nim żadnego przedstawiciela SDP. Wiemy, że był zapraszany, ale nie mógł przybyć. Tak się zdarza, choć na pewno stowarzyszenie bardziej powinno dbać o swoje public relations. Wracając do programu, to jeśli chce się obiektywnie spojrzeć na sprawę, wcale nie jest konieczna obecność w studio. Można nagrać wypowiedź w dowolnym miejscu i ją wyemitować. A tego zabrakło. Ale to świadczy o technice robienia takich programów: jak nie przyszedłeś do studia, to my cię „zagadamy”. I tak też właśnie było. Tyle, że wypuszczono się na wody nie związane z tematem, a zajęto tym by „dołożyć” stowarzyszeniu, które przegrało proces. Zaczął honorowy prezes: „Hieny należało przyznać tym, którzy przyznali tę hienę”, ”to jest inne stowarzyszenie”, „budują sobie wrogów, a nie żeby ludzi pozyskać”, „nie ma szacunku reszty środowiska”. Dlaczego, było nie było „honorowy”, tak wali w stowarzyszenie, nic nie mówiąc o co chodziło w tej sprawie i czy faktycznie SDP nie ma racji ? P. Orcholski zwrócił się do wypowiadającego te różności się ”ikona”. A w odpowiedzi padło „autorytetów brakuje”, a i „dziennikarstwo jest w coraz gorszej kondycji”. Cały czas nie o wyroku, który miał być tematem pierwszej części „Infonews room”. P. Orcholski dodał: „dziennikarze są PR-owcami polityków, a nie oddają obiektywnie rzeczywistości”. I wreszcie padło w odniesieniu do SDP „skompromitowane towarzystwo”. S. Bratkowski kończył „nie ma autentycznego dziennikarstwa”. Czyżby mówił o sobie i P. Orcholskim ? To, czy to doszło do naruszenia prawa poprzez takie wypowiedzi, to temat do rozważenia.
Niestety, ale w taki sposób nie można robić programów, które w swoim tytule mają zawarte, iż dotyczą informacji przede wszystkim. A czy taką była w tym wydaniu ? Faktycznie, w dn. 21 września 2015 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał prawomocny wyrok na korzyść P. Orcholskiego. Jak wiadomo, sąd w momencie wydania wyroku uzasadnia go ustnie. I w tym ustnym uzasadnieniu padło, iż rzeczywiście-co przyznajemy-stowarzyszenie nie przedstawiło dowodów na to, czy i kiedy jury zapoznało się z audycjami P. Orcholskiego przyznając ową Hienę Roku w 2003. Chcę być dobrze zrozumiany. Nie załączono dowodów, co wcale nie oznacza, iż faktycznie jury nie oglądało tego, co wyprodukował przez laty P. Orcholski i co uznano za naganne. To, że uchybienie procesowe popełnił prawnik, nie oznacza jeszcze, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nie miało racji. Po prostu niewłaściwie była prowadzona obrona.
26-09-2015 r. na antenie telewizji polskiej autor mając taką możliwość też się nie odniósł do sedna sprawy. Nie powiedział wyraźnie „nie manipulowałem”, a zamiast tego rzucał banały dotyczące środowiska dziennikarskiego
Dlaczego ?
By móc właściwie ocenić, to co się stało w studio red. J. Kisielewskiego należy odnieść się do zasady kontradyktoryjności procesu cywilnego. Oznacza to, że to strony się spierają i przywołują dowody. Sąd jest jedynie arbitrem. Nie ma prawdy obiektywnej, materialnej, a jest jedynie prawda sądowa, czyli taka jaką udowodnił powód i pozwany. Czyli możliwe jest, iż ktoś kto ma rację przegrywa proces, bo w porę nie pokazał sądowi właściwych argumentów.
Najpełniej sprawę będzie można ocenić po pisemnym uzasadnieniu wyroku. I wtedy liczymy na obiektywizm red. J. Kisielewskiego, że nagra lub zaprosi do studia przedstawicieli Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Być może zrobi to wcześniej. Gdyż choć w jego programie wytykano, iż dziennikarze nie pokazują obiektywnie rzeczywistości, sam wieczorem 26 września 2015 r. zrobił dokładnie ta samo.
Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
