Jeśli zadasz pytanie, już zniesławiasz – tak można wnioskować z aktu oskarżenia wobec redaktora Jarosława Jakimczyka, który na potrzeby książki, jaką przygotowuje, poprosił o informację firmę Qumak. Polskie media wciąż straszy artykuł 212 kodeksu karnego.

Przypadek Jakimczyka, redaktora naczelnego portalu KompromatRP.pl brzmi szokująco. Dziennikarz w lipcu br. zamierzał zweryfikować informacje o giełdowej spółce Qumak. Zwrócił się do jej biura prasowego, a także do osoby odpowiedzialnej za relacje inwestorskie z agencji ITBC Communication. Po kilku dniach dostał odpowiedź i... akt oskarżenia o zniesławienie z art. 212 kodeksu karnego. Dlaczego? Bo – zdaniem spółki – autor pytań zniesławił ją samą ich treścią. Dodajmy, że pytania nie zostały opublikowane, lecz jedynie wysłane do spółki.

Rozprawa dziennikarza ma się odbyć już 7 października. Teoretycznie autorowi pytań może grozić nawet do roku więzienia. Sprawą interesuje się Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, a red. Jakimczyk poprosił o pomoc także Helsińską Fundację Praw Człowieka. Jej eksperci wiele razy zwracali uwagę, iż takich oskarżeń wobec dziennikarzy by nie było, gdyby nie obowiązujące w Polsce przepisy. Europejski Trybunał Praw Człowieka regularnie piętnuje wszczynanie postępowań karnych wobec dziennikarzy i grożenie im więzieniem, a to wciąż może „zafundować” mediom artykuł 212. Polska wiele razy przegrała procesy w Strasburgu, bo uznawano tam, że naruszamy europejskie standardy wolności słowa. Mimo to kara więzienia za zniesławienie z kodeksu nie znika. To, że zwykle wobec mediów orzekana jest jedynie kara grzywny, nie rozwiązuje problemu.

W styczniu 2015 roku Trybunał Praw Człowieka orzekł, że byłego dziennikarza „Gazety Wyborczej” niesłusznie ukarano za zniesławienie. Polskie sądy stwierdziły, że Marian Maciejewski pomówił dolnośląski wymiar sprawiedliwości. Miało do tego dojść w tekście opublikowanym we wrocławskiej "GW", który dotyczył pracy jednego z prokuratorów i niedostatecznego nadzoru sądów. W Strasburgu sędziowie orzekli natomiast, że dziennikarz działał z należytą starannością, a polskie sądy nie potrafiły m.in. odróżnić opinii od faktów zawartych w artykule.

 Dziennikarz został w Polsce ukarany grzywną. Przegrał proces właśnie z art. 212. Na wniosek autora tekstu i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w 2008 roku sprawą zajął się nawet Trybunał Konstytucyjny. Ale uznał, że nie jest uprawniony do zmiany wyroku, choć stwierdził, że użycie akurat art. 212 w tym przypadku nie było właściwe.

Maciejewski poszedł do Strasburga. Trybunał przyznał mu rację i pięć tysięcy euro. Tyle że sprawa trwała ponad 14 lat. A do zatarcia wyroku nazwisko dziennikarza było w rejestrze skazanych.

W październiku 2012 roku Strasburg przyznał także rację dwójce dziennikarzy tarnowskiego „Temi”, którzy opublikowali w tygodniku sześć artykułów o miejscowym radnym, pisząc o jego uwikłaniu w skandale i procesy sądowe. Radny pozwał autorkę artykułów – Dorotę Juchę i Tomasza Żaka - redaktora naczelnego do sądu. Zarzucił im zniesławienie z art. 212.

Polskie sądy ukarały dziennikarzy grzywną, ale w Strasburgu uznano, iż Polska naruszyła art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantujący przestrzeganie swobody wypowiedzi i przyznano redaktorom 2380 euro zadośćuczynienia. Sędziowie podkreślili, że ujawnienie informacji na temat radnego było w interesie publicznym, a dziennikarze wykonywali swe obowiązki.

Trybunał stanął też po stronie redaktora Jacka Długołęckiego, założyciela darmowego periodyka „Kolbudzkie ABC”. I on został skazany z art. 212, gdy były wójt oskarżył go o zniesławienie i obarczył odpowiedzialnością za swe niepowodzenie w wyborach. Polski sąd uznał redaktora za winnego i skazał na karę grzywny oraz nawiązkę na rzecz PCK. Po apelacji – z racji niewielkiej społecznej szkodliwości czynu – postępowanie karne umorzono warunkowo na rok.

 Wtedy redaktor Długołęcki wniósł skargę do Trybunału w Strasburgu, wskazując na naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Napisał, że mimo warunkowego umorzenia postępowania jego dane umieszczono w Krajowym Rejestrze Karnym. Podkreślił też m.in., że przeszło pięcioletnie oczekiwanie na wyrok stanowi pogwałcenie jego wolności słowa.

 Europejscy sędziowie w 2009 roku te argumenty uznali i przyznali skarżącemu trzy tysiące euro zadośćuczynienia. Przypomnieli również, że krytyka osób publicznych, w tym polityków, podlega szerszej ochronie prawnej niż krytyka „przeciętnego obywatela”, a ograniczenia wolności słowa muszą być interpretowane możliwie „wąsko” z racji roli tzw. publicznego stróża, jaką odgrywają media.

 Podobnych skarg przeciwko Polsce było więcej. Przegrywaliśmy przed Europejskim Trybunałem także z racji przepisów dotyczących autoryzacji czy publikacji sprostowania. W 2010 roku Polska została sklasyfikowana przez organizację „Reporterzy bez granic” dopiero na 32 miejscu spośród krajów, które najlepiej przestrzegają wolności słowa (raport „2010 World Press Freedom Index”). W 2014 roku jesteśmy w tym rankingu na miejscu 19, a ta wciąż nie najlepsza pozycja to nadal m.in. wynik odpowiedzialności karnej grożącej mediom za zniesławienie. Krytykowane z punktu widzenia standardów międzynarodowych były również przepisy prawa prasowego, zwłaszcza odpowiedzialność karna związana z odmową publikacji sprostowania, brakiem autoryzacji czy brakiem rejestracji czasopisma lub dziennika.

 Według ekspertów Helsińskiej Fundacji i orzeczeń Trybunału w Strasburgu, w przypadku zniesławienia dziennikarze powinni odpowiadać przed sądem cywilnym, bo już sama możliwość orzeczenia kary pozbawienia wolności za zniesławienie jest nieproporcjonalną ingerencją w swobodę wypowiedzi. Knebluje wolne media, wywołując tzw. efekt mrożący – zniechęca innych dziennikarzy do odważnych publikacji.

 Sprawa redaktora Jakimczyka być może zostanie rozstrzygnięta na jego korzyść już przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Tyle że kara więzienia za zniesławienie przez media z kodeksu nie znika. Część polityków uważa ją za skuteczny bat na dziennikarzy. I nie zamierza z niego rezygnować.

 Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl