Czasem telewizja „publiczna” na coś się przydaje. W tym wypadku mam na myśli kanał TVP Kultura, który od początku XVII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego transmituje przesłuchania, a będzie transmitować całość, dzięki czemu kto zainteresowany, może mieć filharmonię w domu. Wypada się z tego cieszyć, bo przecież tak być nie musiało – TVP mogła dawać obszerne sprawozdania, oparte na subiektywnym wyborze redaktorów.

Ale na szczęście jest inaczej!

Gdy się słucha Chopina, ma się odczucie obcowania z Artystycznym Absolutem. Ta muzyka – tak trudna, tak piękna i tak różna, ale zawsze swojska, gdy się w nią wsłuchać, a zwłaszcza gdy popatrzeć na grających młodych bezwyjątkowo „chopinistów”, zdaje się muzyką w jakimś sensie skończoną, doskonałą. Co zadziwia o tyle, że jej twórca po pierwsze nie żył długo (ale Mozart też nie!), a po drugie że ta muzyka poraża swą rodzimością, tak różną od wszystkiego, co w światowej literaturze muzycznej podniesiono do najwyższej rangi. Bo niemal w każdej nucie Fryderyka, w każdym jego pasażu jesteśmy my – jest Polska: z ciemnymi, długimi listopadami, z szumem topoli i wierzb, z „gadaniem” rzek i rzeczułek, z ciężkimi jesiennymi deszczami – albo z wiosennymi pierwszymi powiewami, z mrokami duszy, ze słowiańską, mazowiecką dziwną eschatologią, z radością życia i smutkiem przemijania, z szaleństwem nieoczekiwanej radości i głębokimi obszarami melancholii, ze śpiewem ptaków i lasów, ze wschodami i zachodami słońca, które tu, na polskiej ziemi, nigdy nie były tylko zjawiskami astronomicznymi, a raczej zwykle znaczyły o wiele więcej – zapowiadały np. klęski bądź nadzieje…

Długo dałoby się tak wyliczać, bo Chopin zagrał po prostu Polskę, siebie, nas wszystkich, no, może prawie wszystkich… Zagrał do tego tym tęsknej, że z oddalenia…

I fakt, że setki, tysiące pianistów chcą się z tym wszystkim mierzyć, chcą podpatrzeć, „podsłuchać” – Chopina i nas, że stają wobec Zagadki trudnej do rozwiązania i równie trudnej, jeśli nie trudniejszej do zagrania… Czyż to wszystko nie napawa jakąś dumą? Kto dobrze gra Chopina, zrozumie Polaków – tak mówi wielu muzyków. A od tego rozumienia do ukochania, do fascynacji już tylko krok.

To jest właśnie język muzyki, język, który nie wymaga tłumacza.

Chopina próbowano nam w przeszłości kilka razy „ukraść” twierdząc, że nazwisko ma francuskie, a zatem… itd. Nie udało się. Zresztą – kto by uwierzył, słuchając scherz, preludiów, nokturnów, ballad czy etiud, że to muzyka francuska! Wolne żarty! Gdzie są we Francji puste, nostalgiczne pola z alejami rosochatych wierzb? Gdzie są polne dróżki, ginące w nieznanej, zamglonej oddali? Gdzie we Francji listopad zapala w umysłach myśli niespokojne, groźne – buntownicze albo pełne rezygnacji? I po cóż miałby to zresztą robić? Gdzie są w tamtym kraju wiejskie cmentarzyki z zapomnianymi grobami beznadziejnych, ale upartych bohaterów?

Chopina i jego muzyki, jej klimatów i znaczeń, do końca zgłębić się nie da. Z jednej strony wrażliwiec – z drugiej homo faber, wirtuoz fortepianu, kat dla adeptów, niemal sadysta w etiudach, przy których pięć palców u jednej ręki wydaje się czasami nie wystarczać…

Oglądając transmisje i słuchając opinii komentatorów w studio można się chwilami zirytować. Dlaczego? Bo na laickie ucho to wszyscy uczestnicy grają genialnie. Furda tam niezrozumienie intencji kompozytora, furda złe rozkładanie akcentów, furda brak „balansu” między prawą i lewą ręką. Grunt, że to jest Chopin, że oni wszyscy grają nas, naszą duszę, nasz świat, naszą wrażliwość. Jak dobrze zagrają – dobrze poznają.

A to w dzisiejszych zakłamanych, nafaszerowanych propagandą w miejsce prawdy czasach bardzo, bardzo ważne.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl