Oglądanie systematyczne „Wiadomości” telewizyjnych nie należy do szczególnych przyjemności; od prawie ośmiu lat bulwersują warsztatowo-politycznie w odniesieniu do realiów ojczystych, ale tym powinni się zająć medioznawczy, żeby ewentualnie przyszły zespół uczulić na nieprawidłowości i nieprawości.

Natomiast ostatnio, już bez winy redaktorów, treść przekazów przeraża – powiedziałbym – uczuciowo-globalnie. Setki tysięcy ludzi umierających w nagle rozprzestrzenianych na Globie wściekłych żywiołach i niekończących się „małych” wojnach czy od strzałów lub wybuchów bomb na ulicach miast, w szkołach, muzeach, instytucjach publicznych. I wielki, niebywały od Wędrówki Ludów, exodus ludności z kontynentu na kontynent, z kraju do kraju. Jakby tchnienie Apokalipsy.

       A większość polityków rządzących państwami nie bardzo się przejmuje tą zgoła infernalną sytuacją. Jedni, zapatrzeni w swe brzuchy i luksusy, drudzy… właściwie w imię czego? Pysznej świadomości własnej wszechwładzy…    

Dlaczego Zachód europejski nie chce uznać Ukrainy za swój podmiot polityczny, odpycha ją od siebie? Bo Ukraina za biedna, trzeba by było do niej dokładać z własnych sakiewek, a to dla sytego Zachodu niedopuszczalne.

Dlaczego osiemnaście lat temu NATO podpisało dokument ustanawiający stosunki (…przyjazne) z Moskwą i do dziś przy amerykańskim akompaniamencie nie może u nas zainstalować stałych baz? Rosja śmieje się w kułak, wielekroć łamała i nadal permanentnie tudzież jawnie, czyli bezczelnie, sprzeniewierza się tym (i wszystkim)  porozumieniom.

       Tak tragicznej sytuacji, jak dziś na Bliskim Wschodzie chyba nie było w znanych nam dziejach. W Syrii walczą z sobą bez skrupułów trzy siły. Wymarzona rzeczywistość dla Putina - zaczął kilka miesięcy temu bombardowanie tych ugrupowań, którym pomagają Stany Zjednoczone – dawniej byłby to casus belli. Ale dzisiaj jest to, jeśli wolno tak wyrazić się trochę niezgrabnie, kryptowojna Rosji z USA… I nic!

       Jedyna pociecha, że może sprawdzi się stara sentencja, iż kiedy Bóg chce kogoś ukarać, odbiera mu rozum. Rosja zadziera również z Turcją. Jest ona w jeszcze gorszym położeniu niż Syria, ponieważ dochodzi tam nadto czynnik (krwawy) kurdyjski i wewnętrzne ostatnio zrewoltowanie A Putin bezceremonialnie gwałci jej suwerenność powietrzną. Turcja to kraj ogromny, liczebnie jak Niemcy, terytorialnie niewspółmiernie większy. I – najważniejsze - ostoja NATO na najdalszej wschodniej flance. Jest także od ponad stulecia tradycyjnie zwrócona ku Zachodowi. Putin niepomny, że jego przodkowie ponad sto pięćdziesiąt lat temu przegrali wojnę z Turcją, której pomagali Anglicy, Francuzi, nawet mała Sardynia. Rosjanie w połowie XIX w. przegrali z takim kretesem, że za kilkadziesiąt lat umożliwili Turcji przekształcenie się w europejsko-azjatyckie mocarstwo republikańskie, nowoczesne, typu europejskiego, i – przystąpienie do sojuszu militarnego z największymi potęgami demokratycznymi świata. Czy Putin jest świadom, że jego wybryki mogą odprowadzić do eksplozji, która rozsadzi oba kontynenty, świat. Wówczas Ukraina i tak nie będzie jego.

       Teraz Putin nawet gdyby chciał się uspokoić - już by nie mógł. Rozbudził w Rosji taki potencjał imperialistyczny, takie instynkty grabieżcze i awanturnicze, że mogą go one z całym państwem wepchnąć w przepaść, a okiełznać je nie jest w stanie. Tak jak nie dało się zapanować po 1917 r. nad bolszewizmem.  

       Wszelako Zachód może otrzeźwieć – m o ż e.  Wiadomo do jakiej hekatomby doprowadziło kunktatorstwo Anglii i Francji, zwłaszcza Francji, przed drugą i po wybuchu II wojny światowej. Dobrze, że włączyła się do wojny Ameryka – wbrew pacyfistycznym nastrojom społeczeństwa. Roosevelt podobno wiedział, że Japończycy planowali uderzenie bez wypowiedzenia wojny na Pearl Harbor i czekał na nie, aby postawić własne państwo przed faktem dokonanym.

Dzisiejsza Ameryka jest inna. Nawet tragedia z 11 września. nie przywróciła jej dawnej odwagi i determinacji; owszem, Stany Zjednoczone zareagowały, lecz lękliwie, mało skutecznie ugięły się pod ciężarem fanatycznego pacyfizmu własnego i europejsko-zachodniego.

Odwoływałem się już na tym portalu do wypowiedzi prezydenta Dudy, który stwierdził enigmatycznie, jak przystało na rafinowanego dyplomatę, że napływ uchodźców, wśród których zapewne nie brakuje terrorystów, można powstrzymać jedynie usuwając przyczyny. Jeżeli dobrze zrozumiałem, było to misterne napomnienia Zachodu europejskiego, USA i NATO, że trzeba  imać się metod radykalnych… Minęło kilka tygodni od tej wypowiedzi i Zachód ani drgnął, No to Putin pobiegł do przodu – jest już na dobre w Syrii i nad Syrią oraz nad Turcją. Ukraina opuszczona przez Europę popada w polityczny chaos. Putin chyba myśli, że umocniony swymi ekscesami wróci niebawem na Ukrainę, by ją zdeptać, a przy okazji innych Europejczyków, którzy stają mu na drodze do podniesienia z gruzów politycznych Związku Socjalistycznych Republik Rad.

Jako Polak wierzę mimo wszystko, że Zachód ocknie się z egoistycznego, hedonistycznego letargu i przestawszy się wreszcie po dwustu latach lękać Rosji, wyśle wojska, ustawi bazy z rakietami i tarczami tam, gdzie trzeba. I – co najważniejsze – przyjmie ubogą Ukrainę do NATO. Wtedy to  państwo odnalazłoby swą zachodnią, zagubioną kulturę, którą ongiś tworzyło za pośrednictwem Rzeczypospolitej.

I Apokalipsy może jeszcze nie będzie. Żywioły się uspokoją, serwisy „Wiadomości” staną bardziej bezstronne, żywioły ucichną, uspokoją, wojny ustaną. A Putin przegra swą krwawą stawkę. Potrzebni są jest jednak do materializacji tej ostatniej wizji jeszcze lepsi odeń gracze. Jeden już jest – w Pałacu Namiestnikowskim, oczekuje partnerów o nieporównanie większym potencjale gospodarczym i militarnym.

Jacek Wegner

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl