W programie radiowym jeden z kandydatów do Senatu zapytany przez dziennikarza, ile już partii zmienił w swoim życiu (a jest już w co najmniej ósmej), w odpowiedzi nazwał dziennikarza propagandystą. Ot logika, polityk - propagandysta zarzuca dziennikarzowi uprawianie propagandy i nieznajomość etyki dziennikarskiej. Czy już się bać, że jak dojdzie do władzy, to wyrzuci dziennikarza ze studia?

Wkrótce wybory. Politycy dwoją się i troją, by wybrano ich ponownie. Mówią i obiecują, a niektórzy dziennikarze ich słowa biorą za dobrą monetę. Dziennikarze dociekliwi stawiają te same pytania wszystkim kandydatom. Dziennikarze, a właściwie rzecznicy partii politycznych, rozmawiają na kolanach, by nie zaszkodzić „swoim” kandydatom.

Na portalu dziennik.pl przeczytałem wywiad z Andrzejem Skworzem, redaktorem naczelnym PRESS, o tym, że media kłamią a dziennikarze są nieobiektywni. Aż tak krytyczny wobec mediów nie jestem, bo – po pierwsze – nie uważam, żeby generalizacje opisywały rzeczywistość. Ale może ułatwiają rozpoznanie pola? Skworz mówi: Polski typ dziennikarstwa stawia nas raczej obok Włoch, gdzie dziennikarze bywają takimi samymi politykami jak politycy, tylko że pracują w redakcjach. Nie podoba mi się ta moda na mówienie: "Ja jestem nieobiektywny".

Mnie też się nie podoba, ale zaraz dodam: nie podoba mi się brak obiektywizmu w informacji i w rzetelnej, opartej na faktach, publicystyce. A niech sobie będzie subiektywizm tam, gdzie być powinien: w komentarzu, eseju, czy w felietonistyce. Tu mi nie szkodzi, ale szkodzi mi w analizie naukowej czy we wnioskach wyprowadzanych z analizy informacji (tzw. news analysis). Jednakże i w owym subiektywnym nieobiektywizmie dostrzegam granicę – jest nią uprawianie propagandy. A dziś jest to uprawianie propagandy wyborczej. Wiele lat temu prawicowi publicyści zżymali się, kiedy w tygodniku „Polityka” na pierwszej stronie pojawiło się wezwanie „Tusku musisz”, a dziennikarze tego pisma jednoznacznie opowiadali się po stronie PO. W czasie ostatnich wyborów prezydenckich zarówno lewicowo-liberalne, jak i prawicowo-konserwatywne tygodniki jawnie wzywały do głosowania za swoimi kandydatami. W obecnej kampanii mamy ciąg dalszy tej propartyjnej propagandy. Polaryzacja prasy (i w ogóle mediów) wpływa na polaryzację społeczną i odwrotnie. Dziennikarze, niczym rzecznicy partii politycznych, wskazują wyborcom na kogo powinni głosować.

A ja mam jedną radę dla takich dziennikarzy: może pozwolicie wyborcom, by oni sami zadecydowali o swoich głosach. Zadaniem mediów nie jest wskazywać palcem, kto – ich zdaniem – powinien zostać posłem czy senatorem. Zadaniem prasy, radia, telewizji jest dostarczanie niezbędnych (w miarę kompletnych, rzetelnych i sprawdzonych) informacji na temat kandydatów, ich planów, programów, kompetencji, uczciwości, itp., po to, by wyborcy podejmowali samodzielne, autonomiczne decyzje. Naprawdę, Polacy nie są głupim narodem, któremu trzeba mówić, co ma robić i jak wybierać. Może warto zaufać naszym odbiorcom, żeby odzyskać – jako środowisko dziennikarskie in gremio – ich zaufanie. A z tym najlepiej nie jest. Według badań przeprowadzonych przez Reader’s Digest w 2013 roku zaufanie do dziennikarzy w Polsce deklarowało 33 procent respondentów. Może lepiej zatem byłoby, gdyby dziennikarze powstrzymali się od udzielania rad tym, którzy nie mają do nich zaufania?

Marek Palczewski

15 października 2015

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl