16 października br. Sąd Rejonowy w Sopocie orzekł, że Jacek Karnowski jest niewinny. Zdaniem przewodniczącej składu sędziowskiego Anny Lewandowskiej, prezydent kurortu prawo złamał jedynie zatajając przed ogłoszeniem przetargu na samochody dla sopockiego ratusza swoją bliską znajomość z Włodzimierzem Groblewskim - dilerem sprzedającym auta urzędnikom, sędziom, prokuratorom i innym prominentom z Trójmiasta. Poświadczenie nieprawdy przez prezydenta miasta sędzia Lewandowska uznała jednak za… „czyn o nieznacznej szkodliwości społecznej”. Postanowiła go więc umorzyć.
Proces w sprawie tzw. „afery Karnowskiego” ruszył rok temu, 12 września. Oprócz prezydenta Sopotu na ławie oskarżonych zasiedli dwaj miejscowi przedsiębiorcy: diler samochodowy Włodzimierz Groblewski oraz przedsiębiorca budowlany Marian D. Sprawa toczyła się przed trzyosobowym składem sędziowskim - przewodniczącą Anną Lewandowską, Grzegorzem Danilewiczem z wydziału karnego oraz Piotrem Pancerem, przewodniczącym wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Sopocie. Akt oskarżenia przygotował doświadczony prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, Włodzimierz Pluta.
Jacek Karnowski usłyszał trzy zarzuty. Dwa pierwsze dotyczyć miały przyjęcia łapówek o wartości ponad 17 tys. zł w postaci darmowego serwisowania samochodów oraz darmowej usługi budowlanej o wartości 2 tys. zł. Trzeci, to poświadczenie nieprawdy w sprawie przetargu na zakup aut dla sopockiego magistratu. Biznesmeni oskarżeni zostali o wręczenie korzyści materialnych prezydentowi miasta Sopotu.
Wszyscy swoi
Sprawa toczyła się 13 miesięcy. Przedtem przez sześć lat trwało śledztwo. Trwały też pożałowania godne przepychanki pomiędzy obrończyniami oskarżonych, a prokuraturą i sędziami. W ich wyniku część zarzutów o charakterze korupcyjnym została umorzona. Prokuratura złożyła w tej sprawie zażalenie na decyzję sędzi Marii Bradtke z Sądu Rejonowego w Sopocie, która dokonała umorzeń trzech wątków - co ciekawe, Bradtke skierowana została do orzekania w kurorcie w tym samym czasie, kiedy na tutejszą wokandę trafiła „afera Karnowskiego”. Wcześniej Bradtke była asystentką Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, który w roku 2014 został usunięty z posady w związku z prowokacją dziennikarską, przeprowadzoną przy okazji „afery Amber Gold”. Sam sędzia Milewski był z kolei znajomym Włodzimierza Groblewskiego, co być może nie byłoby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie fakt, że w dniu, kiedy prezydentowi Sopotu stawiano zarzuty, i gdy do sądu wpłynął wniosek o jego aresztowanie, to właśnie Groblewski złożył wizytę matce Milewskiego, a następnego dnia sąd nie zgodził się na uwięzienie Karnowskiego… Do kolejnego skandalu doszło 28 kwietnia tego roku. Jego bohaterem był również Włodzimierz Groblewski. Jak twierdzi Piotr Pancer - wiceprezes sopockiego sądu - pod oknem jego gabinetu doszło do rozmowy dilera z powołanym przez obronę świadkiem Sylwestrem B. - byłym pracownikiem Groblewskiego, który naprawiał samochód Karnowskiemu. Według relacji sędziego, Groblewski podał Sylwestrowi B. treść pytań, jakie zadawać mu miała obrona i poinstruował w jaki sposób ma na nie odpowiadać (chodziło o potwierdzenie, że części pobranych z magazynu części w ogóle nie pasowała do samochodu prezydenta). Po tej rewelacji, szeroko komentowanej m.in. w mediach, wydawało się że tym razem oskarżeni już się nie wywiną. A jednak stało się inaczej…
Umorzony warunkowo
Podatnicy, jedynie za koszty postępowania przygotowawczego, zapłacić będą musieli ponad 112 tys. zł. Za te pieniądze sfinansowano kilkadziesiąt posiedzeń sądu, podczas których przesłuchanych zostało około 200 świadków. Na podstawie ich zeznań prokurator zażądał dla Jacka Karnowskiego 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także grzywny, przepadku uzyskanych korzyści i zakazu pełnienia funkcji publicznych na rok. Przedsiębiorców, którzy mieli odpowiadać za wręczenie korzyści majątkowej urzędnikowi, prokuratura chciała ukarać grzywną i pozbawieniem wolności w zawieszeniu.
Sąd nie przychylił się jednak do wniosków prokuratura Pluty i całą sprawę zakończył uniewinnieniem i warunkowym umorzeniem… Umorzenie ma jednak charakter jedynie warunkowy, a sam wyrok nie jest prawomocny. Ponad to Jacek Karnowski musi - w ramach zadośćuczynienia za popełniony czym - zapłacić na cele społeczne 5 tys. zł grzywny. Wiadomo też, że prokuratura złoży apelację od wyroku sądu. Orzeczeniem sędzi Anny Lewandowskiej zdegustowani są też radni sopockiego koła Prawa i Sprawiedliwości. Ich zdaniem bardzo źle się stało, że afera prezydenta Sopotu wyjaśniana była przez lokalny sąd. Samorządowcy podkreślili w wydanym oświadczeniu, że „dla przejrzystości postępowania konieczne było przeniesienie procesu poza trójmiejski wymiar sprawiedliwości. Takie rozwiązanie gwarantowałoby bowiem ucięcie wszelkich spekulacji na temat wpływania i nacisku oskarżonych na sędziów i prokuraturę”. Podobne odczucia ma także wielu mieszkańców Sopotu - niektórzy internauci, odczytany przez sędzię Lewandowską wyrok, nazywają „triumfem niesprawiedliwości” lub „zwycięstwem układu sopockiego”…
Jackowi Karnowskiemu to jednak nie przeszkadza. Nie przeszkadza to również mainstreamowym mediom - nawet te „publiczne” odtrąbiły już przez wszystkie możliwe przypadki zwycięstwo „ofiary pisowskiej nagonki”. Sam Karnowski „aferę sopocką” nazwał farsą, skonstruowaną na polityczne zamówienie. Jego zaś obrończyni, mecenas Romana Orlikowska-Wrońska porównała całą sprawę do kafkowskiego „Procesu”. Według niej prokurator miał zamiar ukarać prezydenta za wszelką cenę, chciał usunąć go z życia politycznego i pracy w samorządzie. Zdaniem prawniczki „ta sprawa idealnie wpisuje się działania, jakie CBA prowadziło pod rządami Mariusza Kamińskiego”.
Będzie apelacja
Tocząca się od sześciu lat sprawa prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego, była jedną z najpoważniejszych afer łapowniczych III RP. Okazała się też niestety jednym z najbardziej żenujących przykładów rozkładu standardów polskiego życia publicznego. Prokuratura oskarżała prominentnego (wówczas) działacza partii rządzącej o wielowątkową korupcję i oszukiwanie wymiaru sprawiedliwości, a oskarżony kreował się w mediach - również publicznych - na ofiarę skrzywdzoną przez „zamknięty układ sprawiedliwości”. Sądy umarzały kolejne zarzuty, pomimo że Prokurator Generalny dowodził przed Sądem Najwyższym, że umorzenia te były rażącym naruszeniem prawa. Mało tego - premier (również już były) najpierw zarzekał się, że „nie ma w partii miejsca dla zachowań przynajmniej dwuznacznych, o korupcji nie wspominając”, a przed samymi wyborami w roku 2010 mówi, że „nie wyobraża sobie, żeby ktoś inny niż Karnowski mógł rządzić Sopotem”.
Nie dziwi więc reakcja sopocian, w tym sopockich działaczy PiS, którzy w wydanym wyroku upatrują szeregu wątpliwości. W ostatnim akapicie swojego oświadczenia samorządowcy piszą: „Mamy nadzieję, że poprzez apelację prokuratura zapewni pełne i transparentne wyjaśnienie afery sopockiej. Trójmiejski wymiar sprawiedliwości nie powinien rozstrzygać w tej sprawie.”
Rozpatrzenie apelacji potrwa zapewne rok. Do tego czasu należy powstrzymać się od komentarzy. W myśl rzymskiej zasady „praesumptio boni viri”, Jacek Karnowski jest niewinny. Afera jednak trwa…
Krzysztof M. Załuski
Prozaik, publicysta, wydawca, absolwent politologii Uniwersytetu Gdańskiego ze specjalnością samorządową. Autor czterech książek. Od 1987 do 2004 roku przebywał zagranicą. Publikował w rozgłośniach radiowych i prasie w Polsce, Niemczech, Holandii, Szwajcarii i Kanadzie. Od 2006 r. jest wydawcą sopockiego miesięcznika opinii „Riviera”. Jest członkiem Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego; podczas emigracji był także członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie.
