Telewizyjna debata reprezentantów ośmiu komitetów wyborczych pokazała nie tylko poglądy uczestników dyskusji. Ujawniła też słabości prowadzących ją dziennikarzy.

 Dzięki poważnej politycznej dyskusji o kształcie państwa, którym za chwilę rządzić będą niektórzy z uczestników wtorkowej debaty poznajemy nie tylko temperamenty i zdolności polemiczne przedstawicieli partii walczących o miejsca w parlamencie. Widzowie przekonali się także, że telewizyjni dziennikarze nie odrobili lekcji i bardziej zainteresowani byli wygłaszaniem własnych jedynie słusznych poglądów niż odpowiedziami debatujących polityków. To dlatego nerwową reakcję redaktor Diany Rudnik wywołały uwagi Pawła Kukiza, iż do debaty jest nieprzygotowana i nie pyta o sprawy ustrojowe, choć to ich miała dotyczyć dyskusja. Gdy wtórował mu Janusz Korwin-Mikke, dziennikarka skupiła się na polemice z politykami w obronie swojego pytania, a nie na sednie debaty.

 Także Jarosław Gugała podkreślał, iż nie jest usatysfakcjonowany odpowiedziami polityków, jakby to on był głównym adresatem ich wypowiedzi i najważniejszym recenzentem. Tymczasem to tysiące telewidzów i internautów były zadowolone z przełamywania schematu ugrzecznionych i mierzonych minutowym limitem odpowiedzi i osobistych „wycieczek”, które nadawały rozmowie przynajmniej jakąś dramaturgię. To życzliwe dla niepokornych komentarze wyborców w Internecie dowodzą, że właśnie bezpośrednie starcie i autentyczna chęć rozmowy bez politycznie poprawnych sformułowań podobały się najbardziej.

 Potencjalni wyborcy nie szczędzili za to krytyki dziennikarzom. Prowadzący debatę wyglądali bowiem czasem na przejętych swą wielką rolą funkcjonariuszy nieomylnych mediów i każda spontaniczny atak uczestników dyskusji wybijał ich z ustalonego rytmu. Nie potrafili też momentami ukryć swej niechęci do Pawła Kukiza czy Janusza Korwin-Mikkego. Wielu obserwujących uważnie debatę widzów miało wrażenie, że dziennikarze wręcz przeszkadzają w starciach poglądów i osobowości politycznych. A przecież w studiu mieli nie tylko pilnować czasu i kolejności wypowiedzi. Do tego wystarczyłby stoper czy komputer. Ewentualnie ochrona, gdyby polemizujących poniosły emocje.

 Prowadzący dyskusję są więc prawdziwymi przegranymi dość interesującego starcia liderów ogólnopolskich komitetów wyborczych. Jeśli wierzymy, że taki właśnie jest poziom telewizyjnego dziennikarstwa w Polsce, trzeba mocno uderzyć się we własne piersi. I wpuścić wreszcie na wizję tych, którzy nie boją się starcia z antysystemowymi politykami i nie drżą o własną zawodową pozycję. Potrafią także zadawać celne, krótkie pytania bez wywodów i przemyśleń, którymi widz najczęściej nie jest zainteresowany.

Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl