Media mainstreamu szczególną uwagę zwróciły w wyborczą niedzielę na słowa Jarosława Kaczyńskiego o tym, że „nie ma mowy o odwecie”. Sam w sobie fakt to ciekawy – szło o „uspokojenie” tych, co już mają tzw. pietra, czy raczej o zarejestrowanie faktu, że „Prezes obiecywał”, z czego można będzie później uczynić argument przeciw jakimkolwiek próbom rozliczenia łajdackich rządów PO w ciągu minionych 8 lat? W końcu „Prezes obiecywał”, „Prezes deklarował”…
Natychmiast zareagował elektorat PiS. Jak można się było spodziewać, padły obawy o „grubą kreskę bis” i w ogóle śmiałe tezy, że to wszystko jest kontynuacją umów magdalenkowo-okrągłostołowych, zgodnie z którymi już zimą 1988 r. zadekretowano zasadę: wy nie ruszacie naszych, my – waszych. W świetle takich koncepcji całe życie polityczne w naszym kraju po ’89 r. to po prostu teatr – ze stosowną, mydlącą oczy retoryką, z „ekstremą” i „umiarkowanymi”, z „prawicą” i „lewicą”, z wyborami (sic!), z programami politycznymi, koncepcjami „odnowy”, „reformy”, „sanacji państwa” etc. etc.
Można zrozumieć lidera zwycięskiej partii, który w wieczór swego triumfu unika zadrażnień. Niestety, wielu tzw. zdrowo myślących publicystów (w osobach choćby Piotra Semki) od jakiegoś już czasu w swych tekstach, analizach i prognozach ostrzegało, że zbyt szybkie i dogłębne zmiany mogą „przestraszyć Polaków”. Padały oczywiście argumenty i przykłady, a z wywodów tych można było wyciągnąć wniosek ogólny, że… najlepiej byłoby nie zmieniać nic, bo zmiana to strach, niepewność finału, możliwość naruszenia różnych interesów i interesików, wreszcie – skłócenie ustałego już bagienka, które może i cuchnie, ale w końcu przecież można się przyzwyczaić…
Zaniechanie rozliczeń politycznych byłoby wielkim grzechem, wielkim błędem. Nie chodzi o to, by uruchomić natychmiast sieć „trybunałów rewolucyjnych”, które w trybie doraźnym (!) będą pakować do więzień ludzi poprzedniej ekipy tylko za to, że byli ludźmi poprzedniej ekipy. Jednak ogrom bezprawia, nepotyzmu, politycznej i gospodarczej dywersji czy zwykłej nieudolności, bezprzykładnej politycznej agresji wobec przeciwnika, jawnych kłamstw, oszustw i manipulacji byle tylko trwać przy władzy – ogrom tego wszystkiego na niesłychaną skalę w wykonaniu ekipy PO-PSL doprowadził nasz kraj do stanu w wielu dziedzinach katastrofalnego, zaś życie publiczne zmienił w kloakę. I to nie może nie zostać osądzone i napiętnowane. Przymknięcie oczu, „zaniechanie odwetu” byłoby po pierwsze znakiem dla przyszłych kontynuatorów podobnych praktyk („kochani, róbcie swoje, włos wam z głowy nie spadnie!”) oraz tych, co się ich dopuścili w przeszłości („ale nam się udało! aleśmy ich ograli!”), a po drugie – co znacznie ważniejsze! – znakiem, że etos obywatelski i patriotyczny, do którego przyznawało się zawsze i nadal przyznaje Prawo i Sprawiedliwość, był tylko „ściemą”, etykietką dla naiwnych. Kto bowiem taki etos ma naprawdę uwewnętrzniony, temu nie jest wszystko jedno, jaki los spotka pospolitych (a raczej niepospolitych!) szkodników wobec własnego państwa.
Nie chodzi o drobiazgi. Nad tymi łaskawy zwycięzca może przejść do porządku dziennego. Ale przez ostatnie lata zadano naszemu krajowi rany poważne, dotkliwe, do tego rany, których gojenie się potrwa długo, a rekonwalescencja będzie kosztowna.
Toteż niezależnie od tego, co wypowiadając słowa o powstrzymaniu się przed „odwetem” naprawdę myślał Jarosław Kaczyński, błędem było, że nie powiedział jednak w ten niedzielny wieczór jednego czy dwu zdań na temat tego, że „zbadane będą czyny i rozmowy” (że strawestuję Miłosza), a winni poniosą stosowną sprawiedliwą odpowiedzialność.
Nawiązując jeszcze do przywołanego wyżej sformułowania Piotra Semki o „niestraszeniu Polaków” powiem, że Polaków można też przestraszyć wtłoczeniem im do świadomości, że za popełnione wobec państwa winy nie ma nad Wisłą kary. Może to zabić w nas, Polakach, resztki świadomości, że o kraj warto walczyć, warto domagać się Dobrej Zmiany.
I na koniec: niektórzy ludzie i niektóre instytucje mają tzw. długie ręce. Wystarczy poczytać Wojciecha Sumlińskiego. Źle by było, gdyby ta świadomość przestraszyła Polaków jeszcze bardziej. Zaniechanie sprawiedliwych, rzetelnych (!) rozliczeń z rządami teamu PO-PSL tylko umocni Polaków w przekonaniu, że lepiej nie tykać brudów.
Trudno o gorszą lekcję obywatelskiej świadomości na progu budowy nowej Polski.
Mogą się oczywiście – już tak bywało! – pojawić oskarżenia nowej ekipy, usiłującej dokonać oceny i rozliczeń, o „bolszewizm”. Jedyną szansą, by dać odpór takim argumentom, jest ustanowienie demokratycznych procedur osądzenia spraw, o których wyżej wspomniano. Bolszewizm znał tylko jeden rodzaj procesu dla przeciwników. PiS może pokazać, że między polityczną zemstą a sprawiedliwym osądem jest jednak różnica.
