Są dni, które zapadają w pamięci na całe życie. Jednym z nich będzie sobota, 7 listopada 2015 r. W nocy, około 2:10, zmarł jeden z moich przyjaciół: Tomasz Borewicz, znany również jako „Belfer” - antropolog, ekolog, etnograf, gorący przeciwnik budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu, szaman, działacz opozycji demokratycznej w latach osiemdziesiątych, podpalacz milicyjnych „skotów” i… pogromca damskich serc. Doprawdy sam nie wiem, kim jeszcze był Tomek, a co było tylko jego legendą. Na pewno faktem jest, że za działalność opozycyjną, w lutym br. prezydent RP, odznaczył go Krzyżem Wolności i Solidarności… Ale to już historia. Smutna historia... Jednak 7 listopada zapamiętam również, jako dzień miły, bo dowiedziałem się, że inny mój znajomy: Marek Wałuszko, został mianowany dyrektorem gdańskiej telewizji publicznej.

 

Co łączy tych dwóch ludzi? Na pewno „Jedynka”, czyli pierwsze Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku. Na pewno bunt wobec komuny. Na pewno przyzwoitość, co w dzisiejszych czasach nie jest cechą powszechną… Obaj także pochodzili z domów, w których się nie przelewało - ich ojcowie byli stoczniowcami, prostymi, uczciwymi ludźmi, którzy wpoili swoim synom przyzwoitość i szacunek dla prawdy, dla pracy, dla Polski… Kiedy inni grali w piłkę, wyjeżdżali na wakacje, włóczyli się po knajpach, oni chodzili z ojcami „dorabiać” - pamiętam, że Marek pracował latem w jakichś silosach zbożowych, a Tomek w stoczni, w zęzach… Z Markiem łączyło nas także zamiłowanie do plaży w Chałupach.

Obydwaj byli bardzo ambitni, chyba od zawsze. I to zaowocowało. Tomek zrobił doktorat na wydziale Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego, objechał Azję wzdłuż i wszerz, napisał o tym książkę. Marek skończył filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim oraz wydział operatorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Aby zostać reżyserem, miał jednak za wąskie plecy i zbyt słabe łokcie. Spełnił się za to jako dziennikarz telewizyjny.

Do TVP Gdańsk trafił w roku 1995. Współpracował również z „Telekurierem”, TVP Info i redakcją publicystyki TVP 1, był też reporterem gdańskiej „Panoramy”. W lipcu br. został zwolniony z TVP i przeniesiony do spółki leasingującej dziennikarzy. Wkrótce jednak wrócił do telewizji - już jako dyrektor gdańskiego ośrodka.

 

*

Na temat trójmiejskich dziennikarzach rzadko można usłyszeć, że „uczciwi i porządni”. Częściej, że „zblatowani”, lub wręcz „skorumpowani”. Ale o Marku ludzie mówią wyłącznie w superlatywach, i to nie tylko jego obecni podwładni. Nowy dyrektor gdańskiego oddziału TVP ma bardzo dobrą opinię również wśród innych dziennikarzy: „świetny reporter z dużym doświadczeniem”, „sprawdza się jako wydawca”, „miły, solidny i życzliwy człowiek”… Ja dodałbym jeszcze tylko: „odważny”, bo ilekroć informowałem go o różnych swoich „przygodach” z lokalna władzą, nigdy mi nie odmówił pomocy - przyjeżdżał sam, lub wysyłał ekipę, co w Trójmieście naprawdę wymaga odwagi.  

Marek Wałuszko zastał TVP Gdańsk w fatalnej kondycji. Ośrodek odziedziczył po Zbigniewie Jasiewiczu - pupilu Włodzimierza Czarzastego. Mimo że dopiero zaczął urzędowanie, a już szykuje potężne zmiany. Mówi, że przebuduje całą ramówkę, ale to dopiero po nowym roku. Teraz zastanawia się co zrobić, żeby TVP Gdańsk emitowała i produkowała więcej regionalnych programów. Kalkuluje, jak racjonalniej wykorzystać zbyt duży gmach gdańskiego ośrodka. Stąd pomysł, aby telewizję przywrócić lokalnej społeczności…

*

18 lutego br., w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej wręczano odznaczenia przyznane przez prezydenta Komorowskiego. Przyjechało 25 działaczy opozycji z lat osiemdziesiątych, w tym „Belfer”. Uroczystość była podniosła, ale media się nią nie interesowały. Może gdyby krzyże przypinał osobiście prezydent, byłoby inaczej. Przybyła tylko jedna ekipa telewizyjna: TVP Gdańsk.

Tomek był już ciężko chory. Przywiozłem go do Stoczni prosto z Akademii Medycznej, gdzie poddawany był biopsji. Marek zrobił z nim wówczas materiał - treściwy, bez lukru, bo Tomek był rozżalony na państwo polskie. Opowiadał o służbie zdrowia, a właściwie o jej braku, i o skandalicznym traktowaniu chorych na raka… Marek słuchał, zadawał pytania, wydawał polecenia operatorowi. Na koniec pogadaliśmy jeszcze o dawnych czasach i o nowych, które miały kiedyś wreszcie nadejść…  

Od tamtego czasu Marka osobiście nie widziałem, przemykał mi gdzieś tylko w telewizorze. Tomek chorował, miałem pisać o nim książkę, ale on słabł i słabł, a potem umarł… Jednym z pierwszych materiałów, jakie pod wodzą nowego dyrektora wyemitowała gdańska telewizja, była krótka informacja o śmierci „Belfra”. Inne media milczą do tej pory.

 


 

    

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl