Dziś w swym arcydramacie Wyspiański kazałby zapewne zjawie dać koledze Krzysztofowi  Kłopotowskiemu kaduceusz polski z radą „mąć nim wodę, mąć”. On zaś jest, zdaje się, chętny do przyjmowania takich misji i wtedy ponosi go pióro…

        Jego publicystyka  problemowo jest bogata. Pisze on (i to językowo powabnie) o polityce i filmie, o geniuszu różnych nacji etc. etc. I zawsze w tle są – trochę - odniesienia do jego i mojej ojczyzny. Patriotyzm, można by rzec...

        Po wydaniu „Geniuszu Żydów na polski rozum” Krzysztof tworzy glosy do własnego dzieła. Pisze na przykład: w Internecie: Każdy naród prowincjonalny, zamknięty, mało twórczy powinien patrzeć na nich  (Żydów – J. W.) z podziwem i ciekawością. I uczyć się, uczyć, i jeszcze raz uczyć”.

Po przeczytaniu 30 października w „Gazecie Polskiej Codziennej” kolejnej, że tak się wyrażę, autoglosy zrozumiałem, że ów „każdy naród” to nie jest ani abstrakcja, ani retoryka. Autor pisze przecież otwarcie, że w porównaniu z Żydami „jesteśmy (my, Polacy – J. W.) niedouczeni, leniwi umysłowo, niekonsekwentni, niesolidni i biedni”.

Z perspektywy Manhattanu Polska i cała Europa może bystremu obserwatorowi, jakim niewątpliwie jest kol. Krzysztof, wydać się prowincją cywilizacji zachodniej. Biedni? Oczywiście – 45 lat systematycznie ograbiani, a w następnych 25 oszukiwani przez cynicznych polityków usłużnych oligarchii, w większości mafijnej, rezultacie najbogatszy, a uczciwy, Polak przy średnio bogatym Amerykaninie, niekoniecznie Żydem, jest biedakiem. Niekonsekwentni – prawda, to nasza wada narodowa, zamiast karać renegatów, którzy wyrządzili wiele krzywd, wybaczamy im, usprawiedliwiamy, oskarżamy trochę i obdarzamy synekurami, bo litościwe od  wieków jest serce polskie, nie tak, jak zupełnie genialnych Żydów czy Niemców, o których geniuszu też niedawno pisał pan Krzysztof. Niesolidarni – to jest historyczno-polityczny dowcip finezyjny w typie szarady, wystarczy bowiem napisać tu jedynie „Solidarność”, by się uśmiać. Niedouczeni, leniwi umysłowo? Czyje szkolnictwo średnie lat trzydziestych było wzorem dla całego Zachodu? Ile lat budowano i w jakich warunkach Gdynię z dwoma portami, wojennym i handlowym, Stalową Wolę? Kto był w pierwszej połowie XX w. największym matematykiem świata? Kto złamał najsprawniejszy szyfr wojskowy? Kto miał najlepszego przed 1939 r. bombowca, z największym zasięgiem, i udźwigiem bomb, przy tym najszybszym, tudzież najlepsze działa przeciwlotnicze? I wykształconą kadrę dowódczą? Pisze o tym cudzoziemiec Norman Davies w „Europa walczy”. Władysław Pobóg Malinowskiego zaś z rozpaczą stwierdza, że zabrakło czasu na uzbrojenie się dostosowane do potrzeb; rzeczywiście zaledwie 18 lat – od zawarcia pokoju ryskiego w 1921 r., a 16 od ostatecznego ustalenia granic Rzeczypospolitej.    

A jaki udział umysłowy, organizacyjny, finansowy w tych bezprecedensowych osiągnięciach mieli Żydzi polscy, których było ponad 3 miliony? Natomiast materialnym świadectwem, że pilnie i szybko od nas się uczyli, jest utworzenie w 1948 r. własnego (nareszcie) państwa wzorowanego na takiej republice parlamentarnej, jaką była II Rzeczpospolita. W wojnie z Egiptem dowodzili na wysokich szczeblach głównie oficerowie, którzy szlify i umiejętności zdobyli w wojsku polskim. Tę wojnę z olbrzymem wygrali tak szybko, że świat oniemiał z podziwu, a Rosja sowiecka się przestraszyła. Czyż to nie skutki egzystencji Żydów u boku Polaków?  

Aż dziwne, że Krzysztof z wykształcenia historyk (po UW) napisał w tejże autoglosie: „…Kościół katolicki wyzbyty doktrynalnego antysemityzmu dąży do dialogu z judaizmem”. Jak brzmiała doktryna antysemicka Kościoła, kto ją kiedy sformułował? Kiedy i w jakich okolicznościach Kościół się jej wyzbył? Kolego Krzysztofie, czy brał Pan kiedyś udział w katolickich uroczystościach wielkopiątkowych? Cały Kościół powszechny  o d  w i e k ó w  modli się wtedy za Żydów starozakonnych, bo, przepraszam za truizm, z judaizmu narodziło się chrześcijaństwo, nasz Bóg wcielił się w Semitę. Zarzucanie Kościołowi antysemityzmu, nawet minionego, jest tedy obelgą, którą z osobliwym upodobaniem wykrzykują żydowscy anty-Polacy, w postaci np. Henryka Grynberga, utalentowanego pisarza, acz kiepskiego i kłamliwego publicysty. W 1967 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, nie zerwał jednak kontaktu z naszą kulturą, drukował przez wiele lat u Giedroycia, który też był zagorzałym antyklerykałem. Grynberg w latach osiemdziesiątych, kiedy szalała u nas junta wojskowa, a Kościół bronił krzywdzonych, wśród których było wiele Żydów ateistów – głosił całemu światu zachodniemu, że źródła antyżydowskości biją w chrześcijaństwie, bo chrześcijanie urządzali pogromy. Pogromy były wybrykami chrześcijan wprawdzie, lecz oszalałych z nienawiści do obcych i butnych. Te zbrodnie nie miały nic wspólnego z Kościołami chrześcijańskimi. Przeciwnie!

Pius XI w latach trzydziestych XX w. nauczał publicznie, że: „antysemityzm to ruch, który inspiruje antypatię, ruch, z którym my chrześcijanie nie możemy mieć nic wspólnego(...). Nie, to niemożliwe, aby chrześcijanie brali udział w antysemityzmie (...) antysemityzm jest nie do przyjęcia. D u c h o w o   m y   j e s t e ś m y   S e m i t a m i” (podkr. - J. W. ) . Kardynał August Hlond, prymas Polski, pouczał zaś katolików II Rzeczypospolitej, że antysemityzm jest grzechem ciężkim, a przyszedł do nas z obcych krajów, szczególnie Rosji, Niemiec i Francji.

W Pierwszej Rzeczypospolitej kler katolicki istotnie nie lubił Żydów, których były setki tysięcy, dlatego że w swych karczmach rozpijali chłopów. Ale nie daj Boże, żeby ktokolwiek, choćby wielmoża, skrzywdził starozakonnego, on miał prawo poskarżyć się staroście, czyli przedstawicielowi władzy królewskiej..

Gdzie tu więc był „doktrynalny antysemityzm”? W wyabstrahowanym z prawdy twierdzeniu Grynberga i Kłopotowskiego?

        Pan Krzysztof ma poczucie humoru. We wspomnianej autoglosie z „Gazety Codziennej” proponuje, jak przyznaje, pół żartem, pół serio, żeby „sprowadzić pół miliona Żydów z Izraela. Przyjadą do <ziemi przodków> ze swymi talentami, pieniędzmi, kontaktami na całym globie i przepotężnym lobby w Waszyngtonie. Rozruszają polską gospodarkę…”. Niech przyjadą, zapraszamy, z pieniędzmi! A my sami z nimi lub bez nich, jak w II Rzeczypospolitej, dysponując ich finansami przywiezionymi do <ziemi przodków>, w ciągu 18 lat, wybudujemy sobie dwa nowe miasta, dwa porty, skonstruujemy najnowocześniejszą w Europie broń konwencjonalną, zorganizujemy transport kolejowy najlepszy w Europie, złamiemy wszystkie szyfry wojskowe, a nasi hakerzy wedrą się do najbardziej strzeżonych obcych systemów wojskowych i politycznych. A oni, ci, którzy przyjadą, znów będą „starszymi braćmi w wierze”, nawet jeżeli w Nikogo już nie wierzą.

I żartem na żart. My zaś wyślemy do Izraela pół miliona naszej elity wyznającej tradycyjną aksjologię polsko-chrześcijańską, wszelako bez tych, co mają nie za trochę nie, tak za trochę tak. Natomiast z tymi, którzy  zawsze  o d w a ż n i e  i jednoznacznie głoszą wyznawane idee, mają t a k za  t a k, n i e  za  n i e  i dla których stosunek do własnej ojczyzny nie jest symbiozą miłości oraz pogardy. Jaki stałby się wówczas Izrael po jednym czy dwóch pokoleniach?

        Lecz już poważnie: „Lipski, Brzozowski, Skarga mówili o polskich winach z żalem, z gniewem i z miłością ganili wspólnotę, z którą najgłębiej się utożsamiali, dla której gotowi byli  na poświęcenia  i której wielkości pragnęli” (Wojciech Stanisławski: „Nasz ból. Nasz i niczyj inny.” „Plus Minus” 31.10.2015).

Czy nasz kolega Krzysztof też najgłębiej, nie trochę, utożsamia się ze Wspólnotą, której wielkości pragnie? Czy woli zabawiać się kaduceuszem?

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl