Wszędzie, dosłownie wszędzie Polacy osaczeni są od lat, żeby nie powiedzieć: od dekad, przez model kultury stworzony i konsekwentnie rozwijany przez tzw. środowiska liberalne. W komunikacji miejskiej, na plakatach i billboardach, na setkach spotkań w różnych fundacjach, klubach, stowarzyszeniach etc. spotykamy komunikaty, zaproszenia, informacje i publikacje, wytwarzane przez ten liberalny walce kulturowy, miażdżący wszystko, co zastane, a ciągnący za sobą „nowe-stare” myśli, koncepcje, projekty. Wszystkie one bez wyjątku wymierzone są bardziej lub mniej widocznie w wartości tradycyjne: w polski patriotyzm, w polskie wartości, w polski styl życia, wreszcie – w naszą tradycję kulturalną, która pozwoliła nam przetrwać – nie bez strat, to jasne! – bardzo zły czas ostatnich 250 lat polskiej historii.

Ciężkie straty zadał tu komunizm, a lata 1989 – 2015 dopełniły kielicha goryczy. W rezultacie Polak AD 2015 ma albo poważny dysonans poznawczy albo jest już „człowiekiem nowych czasów”, czyli mieszaniną różnych sprzecznych koncepcji i postaw, poglądów i wartości, smaków i gustów. Niestety – najczęściej owo „pranie mózgów” wyparło z naszej świadomości normalność, tradycyjne wartości intelektualne, religijne, narodowe i społeczne, wszczepiając w to miejsce „nowinki”, zazwyczaj nie do przyjęcia, szkodliwe z różnych punktów widzenia.

Część bardziej świadoma lub lepiej wykształcona naszego społeczeństwa obroniła się, część wciąż się broni, ale straty są dotkliwe: nagradza się bezwartościowe książki i filmy, promuje postawy sprzeczne z etyką chrześcijańską, z normalnym ładem moralnym i społecznym, wywracające na nice świat wartości, bez których nie przetrwa żadne normalne społeczeństwo. Owe liberalne (czy wręcz libertyńskie) propozycje znajdują niestety wzięcie u znacznej części Polaków, przestraszonych, zdezorientowanych bądź zwyczajnie okłamanych, zmanipulowanych. Walec promocji tych prądów, koncepcji czy stanowisk prze do przodu, towarzyszy mu system rozdzielanych dzień po dniu etykietek: „Europejczyk”, „człowiek cywilizowany”, „człowiek otwarty”, „postępowiec”, „człowiek mądry”, a z drugiej strony – „faszysta”, „ksenofob”, „obskurant”, „nacjonalista”, „zaściankowiec”… I wielu ulega, startuje w wyścigu szczurów po etykietki lepsze, ładniejsze, woli być raczej w „lepszym towarzystwie”, zasłużyć na uśmiech aprobaty dzisiejszych koryfeuszy, na dopuszczenie do „prawdziwych salonów” etc. Tu, Panie Dziejku, Debaty Tischnerowskie, seminaria Fundacji Batorego, Otwarta Rzeczpospolita, paszporty „Polityki”, Nagroda NIKE, a tam, „u nich”? Wciąż te same grupki frustratów bez autorytetu, bez siły przebicia, bez pieniędzy i mediów, bez zrozumienia, że świat idzie naprzód…

Ale odwróciła się karta polskiej historii najnowszej i do grupy wielu bardzo ważnych spraw, które trzeba w Polsce jak najszybciej zmienić, włączyć należy – a nawet postawić na jednym z głównych miejsc! – sprawę budowy nowego modelu naszej kultury.

Przede wszystkim należy uświadomić decydentom, że kultura narodowa, wspierająca wysiłki polityków i reformatorów, musi mieć pieniądze, że trzeba skończyć z dziadostwem groszowych dotacyjek, z wypędzaniem twórców w poszukiwaniu łaskawych sponsorów, w kontentowaniu się rozwiązaniami „tańszymi”, wreszcie – z kulturalnym dziadostwem, z „darmochą”, ze „społecznikostwem” (bo kraj jest na dorobku… permanentnym, ciągłym!), gdy obok marnotrawi się ciężkie pieniądze na rzeczy niepotrzebne lub zgoła zawstydzające.

Potrzebny jest – po drugie – autentyczny państwowy mecenat nad narodową kulturą: liczące się prestiżowe nagrody, instytucje wspierające wartościową kulturę, widzące nie tylko Warszawę, ale i inne obszary w naszym kraju.

Potrzebne są – po trzecie – instytucje rzetelnie oceniające i promujące (także w świecie!) kulturę wartościową, narodową, to wszystko, z czego możemy być w Polsce i na świecie znani, a także dumni.

Niezależne media (potrzeba ich więcej!) powinny budować właściwą hierarchię tego, co wartościowe oraz - bez lęku i salonowych „lansadów” - nazywać po imieniu grafomanię, tandetę, kulturowy obskurantyzm, zły smak, łatwiznę.

Dla każdego niezależnego krytyka, publicysty, działacza czy animatora kultury powinno się w tym procesie znaleźć miejsce. Musimy to sobie wszyscy uświadomić. My, ludzie mediów, zabierajmy się do roboty nie czekając na zachęty, bo czas nagli, a każdy dzień przynosi nowe akty „salonowej” indoktrynacji, intelektualnego terroru, odwracania kota ogonem i w ogóle totalnej presji na naszą świadomość.

Każdy odcinek tego pola bitwy, każde poletko tego światopoglądowego i kulturowego sporu jest ważne.

Ale najważniejsze jest, by to wszystko zrozumieli i przetrawili wewnętrznie ci, od których to wszystko będzie w najbliższych latach zależeć.

I niech tylko na myśleniu i „trawieniu” się nie skończy!  

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl