Osiemdziesiąt pięć lat minęło jak jeden dzień…

W minioną niedzielę, 15 listopada, kol. Andrzej Wernic skończył 85 lat. Od sześciu dekad należy do SDP. Winniśmy w dniu jego jubileuszu oddać mu cześć. Nestorzy bowiem to bogactwo każdego środowiska, bo ich doświadczanie jest dla nas wzorem. Największą radość sprawiają im przejawy naszej pamięci i ciepłe słowa, jakie do nich od czasu do czasu skierowujemy, smutkiem zaś napełnia nasza obojętność. A więc w imieniu całego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich życzę najserdeczniej Andrzejowi Wernicowi, żeby w dobrym zdrowiu przebywał z nami jak najczęściej.

Poznałem go w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w dzienniku „Rzeczpospolita”, którym zaraz po wyzwoleniu spod dyktatury PZPR kierowali śp. śp. Dariusz Fikus i Maciej Łukaszewicz. Obaj naczelni musieli, po pierwsze, niezwłocznie dostosować profil pisma do nowych, niepodległościowych wyzwań; po wtóre zapewnić mu stałą bazę materialną. Dokonał tego w iście mistrzowski sposób pierwszy naczelny. Nie wiem, bo nie znam się na takich operacjach, jak Fikus w ciągu kilku miesięcy przekształcił dawną reżymową gazetę, utrzymywaną przez partię, w pismo, które „stanęło na nogi” i zaczęło przynosić dochody. Trzeba było jeszcze opracować wizerunek nowego orła nad winietą tytułową, Wypadł pięknie, lecz następcy red. naczelnego zmienili i jego kształt, i jego umieszczenie na winiecie. W tamtych deliberacjach o modyfikacji pisma uczestniczył cały zespół; podziwiałem mądre wypowiedzi Andrzeja.

       Od Andrzeja, starszego kolegi, wiele się nauczyłem. I później obaj przeszliśmy do dziennika „Polska Zbrojna”, utworzonego na modłę przedwojennej gazety Wojska Polskiego, pod redakcją niezapomnianego Jerzego Ślaskiego, autora wielu książek, m. in. „Żołnierze wyklęci”, której tytuł wszedł do dzisiejszego języka publicznego. Wernic na tamtych łamach pokazał swój pazur dziennikarski i przeogromną wiedzę z historii najnowszej.

A ona nie była dlań łaskawa. Przez wiele lat pracował w „Słowie Powszechnym”, skąd wymiótł go stan wojenny. Po odbyciu odpowiedniego kursu uzyskał uprawienia… truciciela karaluchów. Tępił je z pasją, aż, nomem omen, do odzyskania wolności po 1989 r.

       Andrzeju, Nestorze, bądź  zdrowy i jeśli możesz, przychodź do nas na różne spotkania – czy to zespołu seniorów w każdy pierwszy wtorek miesiąca, czy klubu publicystyki kulturalnej w każdą pierwszą środę miesiąca. Zawsze będziesz miał coś ciekawego do powiedzenia. Czekamy na Ciebie i Twoje słowa.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl