Wydawać by się mogło, że kultura i sztuka stanowią terytorium, na które polityka nie powinna mieć wstępu. Obie bowiem są, a przynajmniej powinny być, kwintesencją piękna, zaś „prawdziwe piękno pochodzi z miłości i prawdy” - jak na otwarciu VIII Międzynarodowego Kongresu „Katolicy i Sztuka” mówił o. Tadeusz Rydzyk… Niestety tam, gdzie toczy się wojna nadzieja na istnienie strefy zdemilitaryzowanej jest mało realna. A w Polsce trwa wojna - wojna o dusze, o umysły, o sumienia. Wojna cywilizacyjna, wojna totalna, w której po jednej stronie stoją obrońcy tradycji i dziedzictwa narodowego, zaś po przeciwnej ci, dla których najważniejsza jest - pojmowana w kategoriach postmodernistycznych - „artystyczna wolność”.
Ostatni weekend w mediach upłynął pod znakiem zderzenia dwóch koncepcji kultury i sztuki - wizji nie tylko diametralnie różnych, lecz najwyraźniej nawzajem się wykluczających. W piątek, 20 listopada w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu rozpoczął się VIII Międzynarodowy Kongres „Katolicy i Sztuka: szanse i zagrożenia”. Jego uczestnicy zastanawiali się nad miejscem i znaczeniem sztuki w relacji do wiary katolickiej w dzisiejszym zróżnicowanym, a jednocześnie zglobalizowanym świecie. Sobota, była natomiast dniem premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna”. Bohaterem obydwu zdarzeń stał się - chyba nie do końca z własnej woli - wicepremier, minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotr Gliński.
O ile, trwający dwa dni toruński Kongres przeszedł w mediach bez większego echa, to przedstawienie teatralne, reklamowane jako sztuka dla dorosłych z udziałem porno-aktorów, wykreowano na „wydarzenie kulturalne” numer jeden. Nie dla wszystkich oczywiście nim było, ale na pewno dla lwiej części lewackiego mainstreamu, w tym dla red. Karoliny Lewickiej z TVP INFO, która w niekonwencjonalny sposób usiłowała przesłuchać wicepremiera Glińskiego „na okoliczność obrony pornografii, jako wyrazu wolności artystycznej”. Podczas audycji trwającej 16 minut dziennikarka starała się dowieść, że walka z degradacją polskiej kultury, którą od lat prowadzi prof. Gliński, to w rzeczywistości ingerencja polityki w sferę wolności twórczej artysty.
Reportaż z Pałacu Mostowskich
Red. Lewicka zaczęła rozmowę z prof. Glińskim od pytania: „Na jakiej podstawie merytorycznej i prawnej zwrócił się pan do marszałka województwa dolnośląskiego, by ten wstrzymał przygotowania do premiery?"… A potem, nie dając wicepremierowi żądnej możliwości ustosunkowania się do swoich tez, przerywała mu wypowiedzi ponad 50 razy - co najzabawniejsze jej napastliwe, pryncypialne, mające ewidentnie poniżyć rozmówcę wywody, stanowiły aż połowę czasu antenowego programu. Nic więc dziwnego, że prof. Gliński wreszcie się zdenerwował i nazwał redakcję Lewickiej po imieniu: „…Wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna. (...) Tak nie będziemy rozmawiać. To nie jest reportaż z Pałacu Mostowskich, gdzie mnie pani przesłuchuje”.
Promowanie szmiry, grafomanii chamstwa i pornografii w mediach, teatrach i galeriach sztuki za pieniądze podatników stało się już niemal codziennością. Wyszydzanie naszej tradycji i historii, to kolejny front polsko-lewackiej wojny kulturowej, niestety nie ostatni. Ważnym elementem tej wojny jest także profanowanie uczuć religijnych przez pseudo-twórców sztuki, literatury, a nawet nauki. Jedna z uczestniczek toruńskiego Kongresu „Katolicy i Sztuka”, historyk sztuki dr hab. Małgorzata Wrześniak zauważyła, że „Jedynym sposobem odpowiedzi katolików na irreligię jest naukowa analiza, (…) jasne wykazanie ignorancji artysty czy braku wiedzy. Należy w tym wypadku wskazać, czy mamy do czynienia z dziełem sztuki, czy podejmowane działania są twórcze, nowatorskie, czy stoi za nimi jakaś treść, bo jak się okazuje najczęściej są to zabiegi mierne artystycznie, nędzne intelektualnie, obliczone jedynie na skandal, który zagwarantuje artyście, że zostanie zauważony”…
I trudno nie przyznać dr Wrześniak racji, zwłaszcza mając w pamięci takie „dzieła” jak genitalia na krzyżu autorstwa Doroty Nieznalskiej , „Matkę Boską z domalowanymi wąsami” Adama Rzepeckiego, czy rzeźbę Maurizia Cattellana „La nona ora”, przedstawiającą świętego Jana Pawła II, powalonego meteorytem.
Katalizator zmian
Ale wróćmy do red. Lewickiej … Jej zachowanie w stosunku do wicepremiera Glińskiego podzieliło nie tylko widzów programu „Minęła 20”, lecz skłóciło także środowisko dziennikarskie. W obronie „gwiazdy” TVP stanął jej szef Tomasz Sygut, który w liście do prezesa Telewizji Polskiej Janusza Daszczyńskiego napisał: „Nie doszło do zaniedbań czy też złamania dziennikarskich standardów (…) Jeśli ktoś w studiu zachowywał się nieodpowiednio, to wicepremier”.
Za Lewicką murem stanęła także część zespołu TVP, w tym prezes Daszczyński oraz członkowie telewizyjnej komisji etyki, którzy uznali, że Karolina Lewicka nie naruszyła zasad etyki zawodowej. Honor środowiska dziennikarskiego uratowali pozostali dziennikarze TVP i wielu innych mediów, którzy w liście otwartym opublikowanym na portalu SDP poparli prof. Piotra Glińskiego. Wśród sygnatariuszy listu znaleźli się m.in. Krzysztof Skowroński, Jacek Karnowski, Maciej Mazurek, Marzena Nykiel, Jolanta Hajdasz, Janina Chmielowska i Aleksander Wierzejski.
Abstrahując od dywagacji, czy zachowanie Karoliny Lewickiej było przejawem braku kultury, profesjonalizmu, czy prymitywną prowokacją polityczną, śmiało można powiedzieć, że powinno stać się katalizatorem zmian w mediach publicznych. Publikatory te powinny bowiem, co wielokrotnie podkreślał prof. Gliński, być narodową instytucją kultury, a nie - jak to ma obecnie miejsce - upolitycznionym medium rządzącego układu. Dlatego też zwolnienie ludzi, którzy uprawiali politykę w mediach publicznych powinno stać się priorytetem nie tylko dla Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, lecz także dla całego, nowego rządu. Bez zdecydowanych, a nawet bolesnych decyzji, nie uda się odbudować zaufania do IV władzy, nie wspominając o dziennikarskim etosie, który przez ostatnie lata był systematycznie niszczony.
W tym kontekście red. Lewicka, zapewne zupełnie nieświadomie, odegrała całkiem pozytywną rolę - dała impuls do natychmiastowego przywołania do porządku pseudo-dziennikarzy - tych wszystkich ornamentatorów, ozdabiaczy, sztukatorów i twórców aniołków fruwających… I chwała jej, przynajmniej za to.
