Bardzo wiele się zmienia w sprawach dotyczących roszczeń o naruszenie dóbr osobistych. Omsknie się nam pióro (chyba raczej klawisz komputera) i proces gotowy. A co gorsza sądy chętnie zasądzają wysokie, a nawet bardzo wysokie kwoty zadośćuczynienia. I dlatego tu szczególna staranność dziennikarska jest zalecana, gdy opisujemy i poszczególne osoby. I co zapewne zainteresuje przeszłych, obecnych i potencjalnych bywalców sal sądowych-zmiany są od strony praktycznej: procesów i wyroków sądowych i wysokości zasądzanych kwot zadośćuczynienia. Bo skuteczny zarzut wobec dziennikarza o naruszenie dóbr osobistych spowodować może bardzo wysokie, nawet przekraczające 100.000,- zł (słownie: sto tysięcy złotych) i wyższe. Bowiem jak twierdzą praktycy sądy teraz bardzo chętnie zasądzają jak najwyższe kwoty. Tak, jak najwyższe.
Pani doc. Dr Teresa Grzeszak z Uniwersytetu Warszawskiego od lat specjalizująca się w tej tematyce i śledząca ją cały czas na bieżąco, mówi, że sytuacja stała się „absurdalna”. Ale z drugiej strony przyznaje, że czasy się zmieniają i prawo też ma iść z duchem czasu.
O co chodzi z tymi absurdami ? Doktryna prawnicza, zdaniem zdecydowanej większości prawników i zapis art. 23 kodeksu cywilnego jest jasna. Do naruszenia dóbr osobistych może dojść tylko wtedy, gdy jest to skonkretyzowane naruszenie. Czyli, gdy w samym akcie naruszenia wskazano daną osobę z imienia i nazwiska. I mimo tego, że „godność narodowa” i „cześć narodowa” jest już uznawana przez sędziów za dobra osobiste, to nie wystarczy określenie: „polskie obozy koncentracyjne”, by nawet były więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego mógł skutecznie powołać się na zarzut naruszenia jego dóbr osobistych, gdyż w artykule...nie wymieniono jego osoby lub nie powołano się na okoliczności, które by jego konkretnie dotyczyły.
Ale doktryna sobie, a praktyka sobie. Kuriozalny, ale prawdziwy jest przykład związany z działalnością banku w Warszawie. Zjawił się w nim starszy Pan, schorowany. Zanim zdążył przedstawić sprawę, co się stało z jego rachunkiem bankowym, poczuł, że musi koniecznie udać się do toalety. Natychmiast. Ponieważ nie było takiej dostępnej dla klientów, nie wpuszczono go do części bankowej i stało się nieszczęście. Bo zamiast w toalecie Pan miał pełne portki w sali bankowej. Najadł się wstydu i uznał, że naruszono w ten sposób jego cześć. Zażądał zadośćuczynienia. Wysokiego. I je dostał. Bank tak się później sam wstydził, że obecnie WC jest ogólnie dostępne dla każdego klienta. Ktoś mówił pani docent, że sprawdzał skuteczność wyroków i był w błękitnym wieżowcu. Faktycznie jest.
Do niedawna takie sprawy za naruszenie dóbr osobistych były oddalane przez sądy. Natomiast zdarzył się precedens, na który powołuje się wiele osób kierujących swe roszczenia. Chodzi o artykuł w „Trybunie Ludu”, gdzie niezbyt rozgarnięty dziennikarz napisał o Janie Pawle II, jako o „prostackim wikarym z Niegowici”. Ks. Zdzisław Peszkowski powołał się na to, że był przyjacielem papieża i poczuł się dotknięty oraz wskazał, że naruszono jego dobra osobiste. Sąd Okręgowy I instancji oddalił powództwo. To samo w II instancji. Ale w sprawie wniesiono skargę kasacyjną. I tu odwołuję się do faktów na jakie powoływała się pani docent. Sędzia Sądu Najwyższego, wyznający doktrynę skonkretyzowania naruszenia dóbr osobistych miał zamiar także oddalić skargę. Ale podobno jak zobaczył zasłużonego kapłana rodzin katyńskich, już prawie nad grobem i otaczające go grono modlących się pań, to zmiękło mu serce. I uznał, że w takim przypadku mogło dojść do naruszenia dóbr osobistych osoby nie wymienionej w artykule i zasądził wysoką kwotę odszkodowania.
Teraz prawnicy, odwołując się właśnie do wyroku w sprawie obrażenia Jana Pawła II, powołują się na to, że per analogiam należy uznać, że w przypadku określeń „polskie obozy zagłady” także powinno zasądzać się wysokie odszkodowania. Bo wystarczy, że naruszono uczucia byłego więźnia. Artykuł nie musiał opisywać konkretnie danej osoby. Jak na razie Sąd Apelacyjny w Białymstoku nie zgodził się z takim poglądem i we wrześniu tego roku oddalił powództwo Pani Janiny Lubery-Zapaśnik.
Inny przykład. Pan oglądając sprawozdanie z sali Senatu RP zauważył, że orzeł był na jakimś buraczkowym tle. A nie na czerwonym, do czego on był przecież przyzwyczajony. „Ludzie są drażliwi i można ich zranić czymkolwiek”-miał powiedzieć sędzia. Pan uznał, iż obrażono jego uczucia jako patrioty. Ale powództwo oddalono. Sąd wyraźnie trzymał się doktryny i uznał, że tu nie było obrażanie uczuć Polaka. I nie było też „ataku skierowanego personalnie”
na daną osobę. Czyli nie może dojść do naruszenia dóbr osobistych, gdy artyście „nie wyszedł” kolor albo nie zrobił tego wystarczająco starannie.
Inna sprawa związana z dobrami osobistymi to głośna sprawa książki pana P. Zyzaka z Krakowa o Lech Wałęsie. Z jej treścią i informowaniem czytelników o tym, co kto powiedział w rodzinnych stronach bohatera książki, czasami bardzo nieładnego, nie zgodziła się córka Anna. Wygrała sprawę w I instancji, bo „bardzo szanuje swojego ojca”. Ale sąd II instancji oddalił powództwo, gdyż uznał, że z takim roszczeniem powinien wystąpić sam opisywany. Nie może być naruszenia dóbr osobistych, gdy dochodzi tego ktoś z rodziny, a nie tym opisem dotknięty.
Na jeszcze jedno chcemy zwrócić uwagę. Otóż ci, którzy uważają się za pokrzywdzonych występują z roszczeniem o zapłatę np. 100.000,- zł. Gdy sąd im przyzna np. 4.000,- zł (a to może się zdarzyć), to właściwie przegrali. Bo należało wnieść wpis w wysokości 5 procent, czyli 5.000,- zł. Nie zawsze sąd nam przyznaje to, czego żądamy w sferze finansowej.
Niemniej jak widać sądy mogą różnie rozstrzygać, nawet wtedy, gdy uznają, że takich uczuć nie wolno dotykać. Rozstropny dziennikarz musi też uważać, bo jeśli ktoś wykaże, że doszło do obrazy jego uczuć, może naprawdę dostać wysokie zadośćuczynienie. I nawet puste kieszenie trzeba wywracać na drogą stronę. Teraz takie sprawy są na fali. Im więcej rozwagi, tym lepiej. Pani docent mówiła nawet efekcie kuli śniegowej. Bo jest coraz więcej spraw o naruszenie dóbr osobistych. Art. 12 prawa prasowego mówi o „szczególnej staranności i rzetelności”. I to jest nasza najsilniejsza broń.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
