Kilka dni temu przytaczałem tu z „Rzeczpospolitej” formułę Moniki Małkowskiej o braku kultury w kulturze. Dziś z kilku powodów wracam do tego wątku.
1. Później (6 listopada) na łamach tego samego dziennika Andrzej Tadeusza Kijowski wydrukował „Moje exposé, dla rządu” Autor jest synem Andrzeja Kijowskiego; w czerwcu bieżącego roku minęła trzydziesta rocznica jego śmierci; był to wybitny pisarz, eseista i publicysta. Pod koniec lat siedemdziesiątych powrócił do katolicyzmu i związał się z opozycją, a to w stanie wojennym spowodowało jego uwięzienie, wciąż eufemistycznie w mowie publicznej nazywane internowaniem. Był i w literaturze, i w opozycji osobistością o wielkim autorytecie. Jego syn dziedziczy system wartości moralno-politycznych ojca. Toteż nie tylko że opowiedział się po stronie nowego rządu, to nadto sformułował dla niego dekalog (owo „exposé”) zaczynający się od słów: „Jeśli formowany rząd ma odnieść sukces, musimy sprawić, by weń uwierzono”. Wszelako „dziś mamy zmieniać nie system, nie sojusze, lecz poszczególnych ludzi, którzy po raz kolejny w historii pokazali, czym są polska prywata, nierząd, serwilizm, klientelizm, sejmikowanie i tromtadracja”. To jakby czytało się lub słuchało Józefa Piłsudskiego. Tamten w zgodzie z ówczesnymi europejskimi zwyczajami kazał tych, tych którzy „po raz kolejny pokazali…” zamykać w Brześciu i Berezie Kartuskiej. Natomiast w dekalogu Andrzeja Tadeusza Kijowskiego najważniejsze w tym „zmienianiu poszczególnych ludzi” są w moim odczytaniu postulaty 8 i 10. „Trzeba (…) zadbać o to, żeby w mediach zniknęło pojęcie głównego nurtu”. I: nasz kraj „otaczają (…) granice kulturalne, religijne, obyczajowe. Tych także nie wolno naruszać ani przekraczać. Strzec należy chrześcijańskich i katolickich korzeni”.
Kiedy czytałem te słowa A.T. Kijowskiego przypomniało mi się pewne, być może dzisiaj zapomniane, wydarzenie, którego inicjatorem i bodaj głównym bohaterem był ojciec autora. Otóż grupa (wtedy niemała) niezawisłych duchowo artystów i intelektualistów zorganizowała Kongres Kultury Polskiej. Rozpoczął obrady 11 grudnia 1981 r. w Pałacu Kultury i Nauki. Andrzej Kijowski wygłosił referat o współczesnej literaturze; wywiódł m. in., że jest ona – w ogóle kultura - podobna tej z czasów saskich. A jak wiadomo, jeśli można tak rzec, nie było jej wcale, oprócz u końca tamtego okresu tworzona przez księży Konarskiego i Kitowicza. Obrady kongresu trwały jeszcze 12 grudnia. Ale władza już przygotowywała uderzenie w odnawiające się duchowo i umysłowo społeczeństwo. Toteż 13 grudnia, kiedy uczestnicy kongresu przyszli rano, zastali… kulturę wyrzuconą za zamknięte drzwi, wisiała na nich kartka przez nikogo niepodpisana, że kongres został odwołany. I zapewne jego uczestnikom skojarzyło się to z likwidacją „Po prostu”, tygodnika powstałego w 1947 r., a w pierwsze po Październiku 1956 r. wakacje, gdy większość zespołu była na urlopie, zlikwidowany bez żadnych zapowiedzi i ceregieli.
Ta kartka 12 grudnia 1981 r. na drzwiach sali, gdzie trwał kongres kultury polskiej, to wykorzystując przenośnię Moniki Małkowskiej, „kultura bez kultury”; wyrzucenie jej za drzwi było reżymowi potrzebne do ogłoszenia w nocy stanu wojennego.
2. Dzisiaj swego rodzaju „wyrzuceniem kultury” z życia publicznego są spory, wszczynane przez Platformę „Obywatelską” z prezydentem i rządem o Trybunał Konstytucyjny. Był powołany w 1985 r. za rządów Jaruzelskiego i jego kamaryli partyjno-wojskowej dla zachowania pozorów „demokracji”, do których zmusiły władzę naciski Jana Pawła II i Reagana; oni w żadnym zakresie nie darowali soldatesce jej krwawego wybryku. A ponieważ w PRL nie było senatu, to trybunał pełnił w jakiejś mierze rolę izby wyższej ówczesnego parlamentu, który i tak był bezwolnym, jak i rząd, narzędziem partii służącej Rosji sowieckiej. Dziś Trybunał Konstytucyjny jest w naszym ustroju, skoro mamy dwie izby, ciałem obcym i szkodliwym, niczym rak w organizmie. Trybunał dubluje rolę senatu, a stanowił znakomite możliwości dla PO, wymarzoną możliwość manipulowania zdezorientowanym narodem. Dlatego Platforma „Obywatelska” tak antyobywatelsko walczy o utrzymanie w nim swej dominacji. W zewnętrznej wolnej Polsce działalność Trybunału Konstytucyjnego została zagwarantowana ustawą zasadniczą i teraz trybunał emanuje antykulturą, bo czy może być coś bardziej aroganckiego wobec obywateli od decydowania przez siebie o uchwałach dotyczących siebie? Warunkiem kulturalnego odrodzenia Polski jest zniesienie Trybunału Konstytucyjnego, a to jest możliwe jedynie przez uchwalanie nowej konstytucji. Marcową od kwietniowej dzieli 14 lat względnego spokoju. My wszelako nie mamy nawet względnego – walka w parlamencie przybiera na sile, z konstytucją nie można zwlekać, bo może się skończyć jak z zaniechaną dekomunizacją: będzie za późno, żeby zmienić. I możemy oraz przyszłe pokolenia żyć w barbarii. A żaden kongres kultury ani mądre wypowiedzi Małkowskiej czy Andrzeja Tadeusza Kijowskiego nie zdołają wyprowadzić nas z inferna. Jużeśmy się przekonali, jaką zgoła diaboliczną siłę ma indoktrynacja PO. Ilu ludzi nabierało się jej szachrajstwa. Może znów wielu odciągnąć od PiS; już słychać głosy rozczarowania tam, gdzie się ich nie spodziewałem…
3. Gdybyśmy dziś – może trzeba, to postulat skierowany do ministra kultury i dziedzictwa narodowego – zorganizowali kongres kultury polskiej, to żadna władza (na razie) za drzwi by jej nie wyrzuciła i moglibyśmy, zawstydziwszy się sobą, odnaleźć moce i sposoby do odtwarzania tego, co jedynie rozwija narody i państwa – k u l t u r y.
Jacek Wegner
