O tym, jak media walczą z hejtem, informował kilka dni temu press.pl. W rzeczywistości jednak wiele portali wręcz wabi hejterów. Bo to oni mnożą kliknięcia, a z nimi – reklamy.
Prowokacyjny tytuł, „mocny” język, kontrowersyjna wypowiedź jako czołówka wiadomości – redakcje doskonale wiedzą, że to sprowokuje tzw. hejterów i skłoni do następnych prowokacyjnych wpisów. A po nich – przyjdą kolejne. I ruch na portalu wre w najlepsze. Nie tylko portale tabloidów – jak se.pl czy fakt24.pl, który zachęca np. do „rzeczowej” dyskusji tytułem „Oskarżyli Biedronia o głupotę. Mają rację?” tak pracują. Coraz częściej podobno poważne gazety i ich portale uciekają się do tych metod. A potem żalą się, jak to blokują pełne epitetów i zwykłego chamstwa wpisy. Tylko, rzecz jasna, nie nadążają z ich usuwaniem.
Naiwni niech wierzą, że to w ramach kultury politycznej dyskusji „Wprost” pisze o byłym szefie MSZ jako o „zamordyście, który idzie po władzę w PO”. A „Wyborcza” zapowiada „rzeź”, jaką rzekomo zgotować ma mediom PiS. To nie są wypadki przy pracy. To w polskich mediach staje się regułą.
„Duda myśli, że ujdzie mu to na sucho?” – wcale nie straszy prezydenta natemat.pl, którego właścicielem jest Tomasz Lis. A wpolityce.pl donosi – „Gdyby Rzepliński miał honor, to by zrezygnował”. Pewnie, można przyjąć, że za pomocą takich miłych cytatów media zapraszają do rzeczowej debaty o stanie Rzeczypospolitej. Nie, ich redaktorzy doskonale wiedzą, że to samo da się zredagować zręczniej i bez otwartych ataków na tych polityków, których nie lubią. Ale wtedy ruch na portalu będzie mniejszy, komentarzy nie przybędzie tak szybko, jak chce redakcja, a to dzięki liczbie czytelników reklamodawcy składają mediom interesujące oferty.
Do niedawna tylko pogardzane przez niektórych (nie przeze mnie!) brukowce wyznawały zasadę, iż nic tak dobrze nie robi gazecie jak krew na pierwszej stronie. Dziś coraz trudniej konkurować im z rzekomo przyzwoitszymi kolegami z branży, którzy nie przebierają w słowach. „Każda ręka podniesiona na Kościół....” – grzmi w jednym z tytułów pod zdjęciem Kaczyńskiego i Rydzyka „Polityka”. To przecież dozwolone, w czym problem? Jedynie w hipokryzji, z racji której owe poważne jakoby media dawno porzuciły językowe, a czasem i etyczne standardy, gdy zamierzają dokopać politycznym przeciwnikom. Opowieści o walce z hejtem można między bajki włożyć. Owszem, wyjątkowo plugawe czy zawierające personalne ataki wpisy są z portali usuwane. Wiele innych, skrajnie obraźliwych długo jednak na nich widnieje. Po to, by setki czytelników zdążyły się z nimi zapoznać i do wybitnie kulturalnej debaty włączyć. A potem opowiemy medioznawcom, jakie mamy sposoby na walkę z hejtem. Mnie zainteresowałoby raczej szczere wyznanie, co robimy, by hejterów przyciągnąć i jak najdłużej ich na portalu zatrzymać. Taki to cenny nabytek.
Ewa Łosińska
