Była to pierwsza wizyta Davida Camerona od 7 lat,  kiedy  jeszcze jako szef opozycji odwiedził Warszawę. Tu, nad Wisłą, wiele się po tej wizycie spodziewano. Omówienie wspólnej strategii wobec ambicji Brukseli i obrona suwerenności  państw narodowych, wzmocnienie wschodniej flanki NATO oraz rychły szczyt NATO w Polsce, wyznaczenie kierunków współpracy między krajami spoza strefy euro, zwiększenie konkurencyjności Unii i ograniczenie ciężarów  regulacyjnych, wreszcie kwestię cięć budżetowych w zasiłkach socjalnych dla imigrantów z nowych państw Unii, mieszkających na Wyspach.  Na to oczekiwały polskie władze, a co otrzymały?

   Wystarczyło poczytać sobie brytyjska prasę z 8 i 9 grudnia – choćby artykuł Alison Mutter z Associated Press – aby się zorientować, że dwudniowa wizyta w Rumunii i w Polsce została przewidziana jako „flying visit”. Rodzaj sondażu, na jakie poparcie tych krajów Cameron może liczyć w negocjacjach z Unią i jak się przygotować do późniejszych rozmów z sojusznikami. „Brytyjski lider – pisała Alison Mutter z AP – zamierza ciąć zasiłki dla przybyszów z 27 krajów Unii Europejskiej, m.in. setek tysięcy Polaków i 175 tys. Rumunów, znajdujących się obecnie w Wielkiej Brytanii …Cameron chce, aby Wielka Brytania pozostała w zreformowanej Europie. I dlatego oczekuje poważnych zmian, których domagają się Brytyjczycy. Wie, że niektóre fragmenty negocjacji będą trudniejsze niż inne, zwłaszcza zmiany w systemie zasiłków” – czytaliśmy. I jeszcze koniec artykułu, bo ciekawy: ”Mimo różnic poglądów, Cameron, konserwatysta, znajdzie dziś więcej punktów wspólnych z nowymi władzami, które są eurosceptyczne i nie chcą euro w dającym się przewidzieć czasie” – pisała pani Mutter.

  A co czytaliśmy po wizycie premiera Camerona w Warszawie? Oto tytuł wywiadu z ministrem Witoldem Waszczykowskim dla „The Telegrapha” / edycja „Daily Telegrapha” na zagranicę/  Petera Fostera i Matthew Daya:” Polska nie zamierza zostać chłopcem do bicia Camerona w jego planach cieć zasiłków dla imigrantów”.  Victimized and humiliated czyli karana i upokarzana. Dalej widać taki oto passus: ”Polscy eksperci ostrzegają, że brytyjski rząd, stawiając na tezę, że polski rząd w batalii o zasiłki dla Polaków nie zaryzykuje >Brexitu<,  popełnił duży błąd w kalkulowaniu strategii z Warszawą… Nie docenił - powiedział Aleks Szczerbiak, prof. politologii na University of Sussex – siły emocji Polaków w tej sprawie. Jest to wprawdzie symbol, ale symbol ważny, bo niemal każda polska rodzina ma kogoś – krewny czy przyjaciel – pracującego za granicą …Temat imigrantów i zasiłków był istotny podczas wyborów prezydenckich i parlamentarnych, i dla wielu polityków rezygnować z tego postulatu byłoby czystym samobójstwem” – czytałam w „Telegraphie”, ulubionej gazecie  Elżbiety II.

  Odezwał się także „Financial Times”, dziś  liberalny i niechętny konserwatystom, nie mogąc się oprzeć  by nie przyłożyć Cameronowi. Oto Henry Foy: „Kiedyś przyjazne stosunki miedzy Polską a Wielką Brytanią  oziębły na skutek anty-imigranckiej retoryki Camerona. I  Warszawie i Bratysławie i innym stolicom regionu nie podoba się, iż Londyn przyjmuje ich pracowników i podatników, ale szuka pretekstów, aby nie płacić im socjalu”. I dodaje, że to Cameron był tym, który w styczniu 2014 roku oziębił te stosunki, wskazując na Polaków, którzy pracują w Wielkiej Brytanii a inkasują socjal na dzieci, pozostawione w Polsce. W „Financial Times” znalazł się też kawałek, który świadczy, że zaczynamy przebijać się na Wyspach ze swoją narracją historyczną. Foy wspomina o „polskich żalach z powodu braku brytyjskiego wsparcia na początki II wojny, a zwłaszcza „sprzedania Polski Stalinowi w Jałcie w 1945 roku, kiedy Polska na dwa pokolenia znalazła się w sferze sowieckich wpływów”. Dodaje zdanie o dzielności polskich pilotów podczas Bitwy i Anglię,  i tak kończy artykuł:” Mr Cameron,  jak do tej pory, nie zdołał przekonać Warszawy, że jego cięcia budżetowe są konieczne, aby zapewnić Londynowi konieczny wzrost ekonomiczny”.  Ano, nie zdołał, i będzie mu trudno. Warto jednak wiedzieć, że zasiłki dla imigrantów, to tylko czubek góry lodowej wielkiego projektu Davida Camerona, z którym wystąpił w wyborczych manifestach w 2010 i 2015 roku. A który teraz –  chce czy nie – musi realizować, dociskany do muru przez „jastrzębi” w swoim rządzie, back benchers w izbie Gmin oraz dużą część konserwatywnego elektoratu.

  Pamiętają Państwo z jaką gorliwością premier Thatcher demontowała welfare state, państwo opiekuńcze – zły spadek po labourzystowskich rządach Wilsona i Callaghana? W 2010 roku Cameron znalazł się w podobnej sytuacji, przejmując państwo po 13-letnich rządach Partii Pracy, omnipotentne, nieruchawe, 6 mln ludzi na socjalu, 250 tys. imigrantów rocznie, wysokie podatki i wysokie zasiłki,  chaotyczne rozdawnictwo pieniędzy. Wtedy to obiecał  wyborcom zdemontować welfare state i „postawić państwo z powrotem z głowy na nogi”.  Przymierzał się do tego długo i z oporami, obawiając się frontowego ataku Labour Party i Liberalnych Demokratów i ich mediów, równie agresywnych i toksycznych jak u nas „Gazeta Wyborcza” i TVN24. Ale dziś, przypierany do muru przez rząd i elektorat, wyruszył na swoją krucjatę. Tak więc reforma systemu socjalnego, wprowadzane przez ministra skarbu i finansów George’a Osborne’a,  to część  obiecanych budget cuts w procesie rozmontowywania rozbuchanego państwa opiekuńczego, na które Wielka Brytanie już nie stać.  Więc nie sądzę, żeby Cameron zrobił choć pół kroku w tył.

   Co naturalnie nie znaczy, że mamy siąść w kącie i płakać, albo toczyć z Brytyjczykami wieczne awantury. Trzeba negocjować, negocjować, i jeszcze raz negocjować. Po jakie sięgać argumenty? Otóż rozumiemy obietnice wyborcze Davida Camerona, ale polscy politycy  podczas podwójnych – prezydenckich i powszechnych – wyborów także swoje obietnice narodowi składali.  Po drugie – rozumiemy argument niezadowolenia Brytyjczyków z niewydolności ich służb publicznych – szkoły, szpitale, opieka socjalna – ale dlaczego podczas negocjacji premier Cameron wspomina wyłącznie o imigrantach z nowej Unii, którzy pracują, a duża część płaci podatki – lecz pomija milczeniem setki tysięcy rocznie przybyszów spoza Europy, którzy zwykle nie pracują, nie uczą się i do końca swoich dni pozostają na socjalu? Afganistan, Pakistan, Bangladesz, Kenia, Tanzania, Gambia, Zimbabwe, RPA, brytyjskie Karaiby? Czemu próbuje się ciąć zasiłki dla dzieci imigrantów z nowej Unii, a nie słychać o obostrzeniu prawa do łączenia rodzin imigrantów spoza Europy, no i do dziś trudno o ekstradycję z Wysp terrorystów, morderców, gwałcicieli, najczęściej z krajów afrykańskich, bo broni ich art. 7 Konwencji Praw Człowieka. W rozmowach z Wielką Brytanią,  należałoby podjąć  wątek niezgodności programu brytyjskich reform z zasadami  założycielskimi UE, ale i temat politycznej poprawności, która nie pozwala Cameronowi traktować przybyszów z Europy i spoza Europy na równych prawach.  A kompleks winy Brytyjczyków za niegodziwości Imperium nie musi nas interesować. Polska nigdy nie była kolonizatorem, najeżdżcą, okupantem, my mamy konto czyste i możemy oczekiwać zasad fair playu.

  W wielu punktach negocjacji,  z  UE, NATO, Rosją  jesteśmy sojusznikami.  I w ogóle „it’s good to talk”, „dobrze jest rozmawiać”. I temu głównie, a nie negocjacjom czy ratyfikacji gotowych umów poświęcone było ostatnie spotkanie w Warszawie,

                                                                Elżbieta Królikowska-Avis, 14 grudnia 2015

  

  

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl