Umysłowo smutna była dla mnie wigilia Wigilii. W oglądanych „Wiadomościach” telewizyjnych co najmniej jedną czwartą serwisu zajęły wypowiedzi o działaniach PiS w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego. Można było wysnuć wniosek, że ta instytucja jest warunkiem, fundamentem, zwornikiem, filarem, wspornikiem etc. etc. współczesnego państwa polskiego, alias jego niepodległości, a wraży PiS ją niszczy. Następnego dnia, w Wigilię, zanim usiadłem z rodziną do stołu, licho podkusiło, żeby zajrzeć do kupionej rano „Rzeczpospolitej” z datami 24-27 grudnia. Na drugiej stronie w „Komentarzach” czteroszpaltowa wypowiedź Bogusława Chraboty. Bulwersuje już sam tytuł wynurzeń naczelnego: „Zdewastowany TK to tylko początek wojny o państwo”; a od czwartego wiersza pierwszego akapitu hiobowe wieści, że paraliż działalności Trybunału Konstytucyjnego „na dodatek dewastuje samo państwo, przynajmniej tak, jak je do tej pory rozumieliśmy”.  Wszelako wytrawny publicysta i redaktor naczelny nie uznał za stosowne napisać, jak rozumiemy nasze państwo. Ja zaś domniemywam, że pojmuję je zupełnie inaczej aniżeli Chrabota. I właściwie zrobiło mi się go żal, że wypisuje nonsensy powodowany   n i e w i e d z ą.

Jak Polska ponadtysiącletnia, do 1985 r. Trybunał Konstytucyjny nie był potrzebny. Owszem,  I Rzeczpospolita miała trybunały, nawet dwa: koronny i litewski, lecz jako organy wyłącznie sądownicze, do spraw karnych. Pozostały po nich ślady, powiedziałbym, onomastyczne – w nazwach niektórych miejscowości. Jednakże ani przed stuleciami, ani w Drugiej Rzeczypospolitej nikt nie wpadł na pomysł stworzenia takiej instytucji zbędnej i arcykosztownej: (sędziowie TK nawet po wygaśnięciu ustawowych funkcji pobierają krociowe honoraria, a tymczasem przybywa w społeczeństwie rodzin żyjących poniżej granic ubóstwa), którą Chrabota broni niczym Jaruzelski socjalizmu jak niepodległości.

Nasz parlament, powstały u schyłku XV w., ma dwie izby. Przed wiekami wyższa razem z królem rządziła krajem i nade wszystko czuwała, żeby panowie bracia posłowie nie odbierali jej przywilejów i słuchali monarchę, co było coraz trudniejsze.  Do Konstytucji 3 Maja, wyjąwszy późne czasy saskie, kiedy  nastąpiła degrengolada we wszelkich porządkach prawno-państwowych, trwały więc ustawiczne kłótnie między panami posłami a senatorami. I dobrze – ścierały się racje bez inwektyw i kłamstw. W już nowoczesnej, trójdzielnej Konstytucji trzeciomajowej ustalono dość precyzyjnie, acz bardziej obyczajowo niż legislacyjnie, relacje między dwiema izbami.

         W następnej, po 1918 r. Rzeczypospolitej również był niepotrzebny twór państwowy, który miałby weryfikować zgodność uchwał i ustaw sejmowych z konstytucją – wystarczył od końca XV w. senat. A nadto od 1919  do 1939 r. działała Najwyższa Izba Kontroli i od 1921 do 1939 r. był Trybunał Stanu, przed którym stawali najwyżsi dygnitarze państwowi obciążeni jakimiś przewinami. Trybunał Stanu był reaktywowany w 1982 r. Chyba po to, żeby junta wojskowo-partyjna trzymała w szachu swych pretorianów, którym zamarzyłaby się samodzielność. Jednak nie słyszałem ani czytałem, iżby ów wznowiony po wojnie Trybunał Stanu sądził jakiegoś polityka. A przecież w minionym ćwierćwieczu winien rozsądzić czyny wielu - od Wałęsy, Kwaśniewskiego, Komorowskiego do Tuska, Kopacz, Sikorskiego…

         Dla wielbicieli Polski w rozumieniu Chraboty, polityków oraz zwolenników Platformy „Obywatelskiej” Trybunał Konstytucyjny powołany bez jakichkolwiek – merytorycznych, historycznych i państwowych - motywacji stał się ostoją status quo, bo im taka polskość-nienormalność odpowiada, łatwo z niej bowiem wydzierać synekury. Stąd ich oburzenie, gdy widzą, że strażnik ich  apanaży wymyka się z rąk.

          Najtragiczniejsze zaś, że swe nikczemności polityczne politycy Platformy przenoszą za granicę. „Wiadomości” pokazywały nawet tytuły zachodnich gazet powiadamiających, bez żadnych dowodów, swych czytelników, że w Polsce dokonuje się zamach stanu. Przodują w tym kłamstwie, a jakże by inaczej, Niemcy. I, niestety, ongiś zasłużona w obronie wszystkich krzywdzonych Amnesty International.

         Jaka była reakcja Zachodu na przewrót majowy, którego dziewięćdziesiątą rocznicę będziemy obchodzić za kilka miesięcy? Zrównoważona, wedle odwiecznych obyczajów dyplomatycznych. Inaczej było z naszym stanem wojennym: Zachód był oburzony. Ale cóż, tamte epoki już się skończyły, trwa  „poprawność polityczna”, czyli mutacja marksizmu, której (któremu) wrogie jest wszystko, co katolickie i zwłaszcza polskie. Chęć zmiany Trybunału dla rodzimych i zachodnich „poprawnościowców” to w istocie zamach stanu  - na Platformę „Obywatelską”, awangardę narodu i państwa, jak niegdyś PZPR. Bo dziś dla otumanionego Zachodu nic nie znaczy, że PiS zwyciężył w wolnych wyborach, ważne to, iż przejął władzę, więc trzeba tak skutecznie splugawić to ugrupowanie, żeby większość Polaków-Europejczyków znów opowiedziała się za PO. Niech zatem trwa w nienaruszonym kształcie Trybunał Konstytucyjny.

         Politycy Zachodu tak samo jak Bogusław Chrabota są bowiem niedouczeni, nie wiedzą, że Trybunał Konstytucyjny jest wytworem rządów junty wojskowej, powołany jako fasada  rządów demokratycznych, żeby oszukać Zachód, zmylić papieża i Reagana. W żadnej rozwiniętej demokracji parlamentarnej Trybunał Konstytucyjny nie jest potrzebny, dubluje przede wszystkim senat, u nas nadto Trybunał Stanu, a nawet Najwyższą Izbę Kontroli.

Dlaczego żaden polityk PiS nie wypowie z trybuny sejmowej, a żaden publicysta wyznający aksjologię moralno-polityczną PiS nie ujawnia tej prawdy, że Trybunał Konstytucyjny jest instytucją postkomunistyczną. Toteż jego likwidacja staje się koniecznością historyczną i warunkiem uzdrowienia Polski. Niech Trybunał Konstytucyjny wraca, skąd przybył – do nicości.

Andrzej Stankiewicz, dziennikarz młodszy od red. nacz na stronie 6 wspomnianego numeru gazety „Rzeczpospolita” pędzi tropem swego szefa pozbawionego wiedzy historycznej i także krytykuje dążenia zwycięskiej partii do zmiany Trybunału Konstytucyjnego. Lecz czyni to subtelniej od Chraboty, zmienia akcenty; jego obrona Trybunału Konstytucyjnego schodzi pozornie na plan dalszy, w centrum zawoalowane jest postponowanie Jarosława Kaczyńskiego, którego Stankiewicz, jak i jego mocodawcy z PO, obsesyjnie nie znosi. A zawsze tę antypatię ukrywa pod wymyślnymi frazami. Tu zatytułował artykuł „Prezes PiS dzieli i rządzi”. W naszej tradycji językowej taka retoryka ma konotacje negatywne - rządzi i dzieli zawsze dyktator…

         Pogratulować Chrabocie, że dobrał sobie do pomocy w moralnym niszczeniu Kaczyńskiego i deprecjonowaniu jego poczynań politycznych zdolnego pomocnika. Pisałem tutaj kiedyś, że Chrabota  udaje klerka. Zmieniłem zdanie, w Wigilię, po przeczytaniu rzeczonego komentarza, przekonałem się, że jest irracjonalnym zwolennikiem PO i obsesyjnym przeciwnikiem wszystkiego co reprezentuje PiS. Dziwię się, że na łamach jego dziennika systematycznie drukuje Filip Memches, a w „Plusie Minusie” Irena Lasota, Dominik Zdort i czasami nasz kolega Krzysztof Kłopotowski.

 

I na uboczu:

To nieprawda i nieprawdopodobne, co jest napisane w Internecie.  że Trybunał Konstytucyjny powstał w 1982 r. Encyklopedia PWN z 2011 r. i Encyklopedia Polski z 1996 wskazują na rok 1985 jako datę początku jego działania. Jest takie łacińskie przysłowie, że bać się trzeba czytelnika jednej książki, to strawestuję - że i lękać człowieka czerpiącego wiedzę z Internetu…

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl