Niemiecki portal „Deutsche Wirtschafts Nachrichten” opublikował analizę z której wynika że bardziej samodzielna polityka Polski oraz plany Warszawy ew. zwiększenia w naszym kraju obecności NATO mają być dowodem na nowy kurs przyjęty przez nowy polski rząd na rozluźnienie związków z Unią Europejską. Portal m.in. pisze także o planach do powrotu koncepcji Józefa Piłsudskiego bloku państw tzw. Międzymorza – koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Samym już absurdem jest przeciwstawianie przez Niemców Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej, tak jakby obie organizacje nie mogły funkcjonować równolegle, komplementarnie i uzupełniająco: UE jako porozumienie gospodarczo-polityczne, a NATO jako sojusz wojskowy? Czyżby Niemców bolało, że jednak w NATO są tylko jednym - i to do tego mniej ważnym podmiotem - wobec dominacji USA, co sugerowałoby że dla Niemiec i Niemców jednak władza i dominacja są najważniejszymi punktami odniesienia, a nie sugerowany przez Berlin europejski pokój i powszechny dobrobyt?
Kuriozalne jest także wypominanie przez Niemców Polsce, że ta chce zbudować polityczno-wojskowy sojusz obronny przed ewidentną i bezdyskusyjną agresją Rosji w całym naszym regionie, co ma być głównym zarzutem i oskarżeniem wobec polskiego rządu. Przecież to właśnie Niemcy razem z Francją poprzez zablokowanie wiosną 2008 roku rozpoczęcia procesu przyjmowania Gruzji i Ukrainy do NATO de facto dały Moskwie zielone światło do ‘uporządkowania’ przez wojska rosyjskie Europy Wschodniej, co odbyło się przez wojną w Gruzji w 2008 roku i nadal trwa jako rosyjska agresja na Ukrainę. Także kolejne działania jak m.in. eksport najnowocześniejszego uzbrojenia do Rosji oraz wsparcie dla Nord Stream, a także nadciągającego Nord Stream 2 pokazują, że Berlin zupełnie nie interesuje się losem krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a jedynie krzyczy o ‘europejskiej solidarności’ kiedy zagrożone są jego interesy, wpływy i władza w tej części Europy.
Jakie stąd wnioski dla Polski? Nie przejmować się pouczeniami Niemiec, tylko robić swoje – przygotowywać się do obrony własnego kraju oraz potencjalnej współpracy z naszymi partnerami i sojusznikami, a także układać własne lokalne oraz globalne sojusze i alianse ze wszystkimi chętnymi, także z tymi krajami które obecnie są poza strukturami UE czy NATO, tak samo jak USA oprócz udziału w NATO ma także inne, osobne sojusze i traktaty wojskowe, np. z Republiką Chin – Tajwanem.
Plany wsparcie i kooperacji powinny uwzględniać m.in. sposoby udzielenia pomocy zaatakowanym przez Rosję Państwom Bałtyckim, wpływanie na (przynajmniej) neutralną postawę wobec nas i naszych sojuszników Białorusi – co może być robione np. we wspólnym sojuszu z Ukrainą, oraz przygotowywania potencjalnych alternatywnych korytarzy komunikacji i dostaw poprzez państwa bałkańskie dla pomocy i dostaw z USA w przypadku zablokowania przez wojsko rosyjskie wejścia na Bałtyk oraz ew. ogłoszenia przez Niemcy i inne kraje Europy Zachodniej neutralności i niezaangażowania w przypadku potencjalnego konfliktu z Rosją.
Polska strefa współpracy i sojuszy musi mieć maksymalnie szeroki zasięg i powinna obejmować wszystkich tych, których łączą, oprócz sprzeciwu wobec rosyjskiej satrapii i agresywnych działań Kremla, także takie podstawowe wartości jak wolność, demokracja i prawo do decydowania o swoim własnym kraju.
Jak się taka koalicja będzie nazywać jest to sprawa drugorzędna, ale nie powinno być to takie określenie, które będzie niepotrzebnym ograniczeniem – np. dziś z racji ew. partycypowania w takiej potencjalnej koalicji, zwanej czasami Międzymorzem czy Konfederacją Międzymorza, takich państw jak Turcja czy Gruzja, zaczyna się mówić o Poszerzonym Międzymorzu, co w pewnym momencie może skończyć się nazwą w rodzaju Konfederacji Poszerzonego Międzymorza i Zamorza oraz Zakaukazia, w przypadku np. dołączenia do tego aliansu państw takich jak Azerbejdżan czy Armenia.
Jak zwał tak zwał – Konfederacja Wolności i Solidarności czy nawet Nowa Rzeczpospolita - każda nazwa będzie dobra, jeśli będzie to nazwa która będzie przyciągać jak największą liczbę potencjalnych chętnych do współpracy i wspólnej obrony w naszym regionie, i która to nazwa nie będzie limitowana geograficznie czy też w żaden inny sposób, ale która to nazwa będzie wyraźnie określać wspólne pole podstawowych wspólnych wartości, wyznawanych przez wszystkich uczestników, i odróżniających je od sąsiednich satrapii i państw autorytarnych.
