Autorytet to jednocześnie zazdrość. Idol – podziw. I ochota by samemu się poprawić, robić – lepiej.
Czyżby?
Oto ten lepszy okazuje się głupszy beznadziejnie. Ten dokładny i rzetelny – oszustem. I naśladowanie staje się wręcz wzbronione.
Ale, ale. Może to i jakaś radocha, pociecha za własne klęski?
Piękna, okazuje się sprzedajną dziwką, kolaborantką tajnej policji. Minister – matematyk nie potrafi podliczyć słupków. Sportowy wzór złodziejem, a złotousty – drobnym pijaczkiem.
Parcie na szkło, do władzy było zawsze ogromne. Protegowany, koniunkturalny przeciętniak wyjeżdża za ocean i wraca ministrem. Mało – premierem wkrótce. Potem czyni „reformy”, które niszczą ekonomię kraju, do nędzy i emigracji doprowadzają milion, dwa, trzy miliony zrozpaczonych ludzi.
A przecież szczury nie wyginęły i można było najpierw na nich eksperymentować.
Jedźmy dalej. Za granicę. Ale tuż-tuż. Byle nie volkswagenem, bo ten też oszukuje. Niemcy. Wyraźnie widać, że nie na nich trzeba się wzorować. Już nie słuchamy ich przewodniczki, która się zagalopowała. Muli-kulti to nawet ładnie brzmi, ale jest zupełnie bez sensu. Podziwiana niemiecka dokładność, solidność - wszystko to prysło jak bańka mydlana. Może potrzebna jest Polakom ta lekcja. Przestaniemy wreszcie niepotrzebnie podziwiać innych. Zajmiemy się sobą i naszymi polskimi sprawami.
Kraśkowej telewizji programowo nie oglądałem. A jeżeli to dawno, potem już się nie dało patrzeć na jednostronny przekaz. Miałem wiec przerwę mainstreamową. No, ale mamy teraz zmianę. Liderka nazywa się Marzena Paczuska. Czy spełni marzenia o uczciwym i ciekawym programie? Zobaczymy.
W publicystyce zaczynamy poważnie debatować. Pluralistycznie. Ale od razu z pewnym falstartem. Oto rozpostarty w głębokim fotelu bardzo zarozumiały młody człowiek mówi w telewizyjnym studio zupełnie bez powodu do wybitnego dziennikarza i pisarza – „pan jest chamem”, a prowadzący program nie reaguje. Audytorium na miejscu pokaźne – ale nikt nie protestuje. Wszystkich najwyraźniej zatkało. Ale przecież takich wybryków nie można tolerować. Bezkarność zachęca do eskalacji.
Skutecznie wybijano widać ludzi szlachetnych i odważnych. Czy rzeczywiście zostali już tylko ludzie wystraszeni.
Walce historii ruszyły. Zmiana wymaga jednak czasu. Najtrudniej będzie w interiorze. Tam kliki i nepotyzm osiągnęły apogeum. Jest w Polsce szesnaście ośrodków telewizyjnych. Podlegają centrali w Warszawie. Jeśli dostałyby osobowość prawną urwały by się z łańcucha. Pytanie jednak czy małe środowiska dziennikarskie potrafią się obronić w swoim terenie. Czy potrafią wywalczyć niezależność polityczną, skoro są i będą zależne finansowo od miejscowej kasy i decydentów lokalnych.
Właśnie – k a s a . O to się wiele spraw rozbija. Jeśli miałyby się usamodzielnić te właśnie telewizyjne ośrodki regionalne należałoby im umożliwić decydowanie o finansach – ilu etatowcom płacić, ile płacić, a także oddać im decyzje w sprawie reklam. Warszawa niech się tylko z daleka przygląda, ale już nie rządzi. Samodzielność to samodzielność pełna. Może warto zaryzykować i oddać trochę władzy piętro niżej. W oficjalnych zapewnieniach płynących zewsząd podobno dziennikarze rozsiani po kraju to sól ziemi. Dajmy im trochę faktycznej władzy.
02.02.2016 Stefan Truszczyński
