Z uwagą słucham publicysty Piotra Zaremby. To wyróżniający się dziennikarz. Boleję tylko, że mówi zbyt szybko i niezbyt wyraźnie. A szkoda, bo programowo wyróżnia się. Zawsze ma wątpliwości. Rozterki redaktora ożywiają dyskusję.
Zaremba mówi, że jest jak adwokat diabła. Czyli jak wymyślił to klasyk rozchybotanego stylu mówienia, pan Piotr jest „za, a nawet przeciw”. Nawet jeśli zgadza się z kolegami w studio to w pogoni za odkryciem drugiej strony medalu wymyśla na gorąco wątpliwości i problemy. Najwyraźniej ten typ tak ma.
Obywateli „za, a nawet przeciw” mamy wielu. Platforma jest za dodatkiem 500 złotowym, a nawet chce szerzej go rozdawać więc głosuje … przeciw pomocy rodzinom. Gdyby PiS był cwany wypowiedziałby się przeciw np. lustracji UB-ckiej – wtedy z pewnością pan Sławomir Neumann namówi swoich żeby byli „za”.
Krytyk filmowy – tak przynajmniej o sobie pisze - Łukasz Adamski wychwala Jerzego Zalewskiego za film o „wyklętym” Mieczysławie Dziemieszkiewiczu, ale jednocześnie o „Roju” jeszcze przed premierą – mówi potencjalnym widzom: „to artystycznie kulawy film”. Czytam w jego recenzji również zdanie – odkrycie: „sugestywny antykomunizm jest jednak idealny do celów dydaktycznych”. Cokolwiek by to zdanie miało znaczyć zastanawia użyte tu słowo „jednak”. Jednak … chyba … być może. Miał racje ten ktoś, kto rzekł iż krytyk to taki niezrealizowany artysta. Na przykład głuchawy muzyk, albo niedoceniony pisarz.
Jeszcze jedno szczere wyznanie Adamskiego: „Jerzy Zalewski zrobił film szczery. Widać ile włożył w niego serca i własnej duszy. Cenię to jako widz, lecz jako krytyk filmowy nie mogę przemilczeć ułomności jego dzieła (…) nie znajdzie on poklasku u masowego widza”. Pan Łukasz to już wie!
Natomiast trudności z podjęciem decyzji miał Pan Ryszard Bugaj. W końcu wszystkim wokół i wprost zakomunikował: „odszedłem (chodzi o Narodowa Radę Rozwoju), mam nadzieję, że się pomyliłem”. Wprawdzie jak wiadomo dużo się w tej Radzie nie narobili, bo też i długo nie działali. Pan Bugaj ma pretensje, że Rada nie podejmowała najbardziej kontrowersyjnych spraw m.in. kwestii Trybunału Konstytucyjnego: „wcale nie broniłem Trybunału w takiej formie, ale w którymś momencie PiS przepchnął ustawę, która ubezwłasnowolniała TK. Jest cały szereg decyzji, które podjął PiS, a moim zdaniem nie są one dobre”. Odszedł wiec Pan Profesor, choć ma nadzieję, że … się pomylił. A przecież wiadomo, że nadzieja umiera ostatnia. Choć są i tacy, którzy twierdzą, że ta Pani Nadzieja – to matka głupich.
Jeszcze o jednym panu kilka słów. Chodzi o Łukasza Warzechę, redaktora, tego co popełnił długi książkowy wywiad – rzekę z Panem Sikorskim (a swoją drogą warto dziś to sobie poczytać). Pan Łukasz krytykuje pomysł karania za obrażanie Polski: „nie warto zaprzęgać do obrony naszego wizerunku instrumentów z kodeksu karnego, bo to droga ryzykowna, kosztowna i mówiąc szczerze ersatz autentycznej siły państwa (…)”. Pan Warzecha proponuje by nie szastać pieniędzmi na zagraniczne procesy (pisze o gigantycznych kosztach wynajmowania profesjonalnych kancelarii) poucza, że mądra zasada to rozpoczynać bitwy, gdy ma się pewność wygranej. Wystarczy więc, że reagować będą na kłamstwa polskie placówki dyplomatyczne by i wciągnięta na większą skalę została Polonia. Pisze też: „trzeba mocno postawić na solidną i strategicznie spójną politykę historyczną, nie żałując na nią pieniędzy, ale oczywiście nie szastając nimi – pieniądze, wydarzenia, współpraca z dyplomacją – wszystko to powinno działać (…) Państwo Polskie powinno promować te przedsięwzięcia kulturalne książki, filmy, spektakle – które pokazują Polaków w najtrudniejszych momentach w prawdziwy i korzystny sposób”.
Święte słowa. Pan Warzecha osobiście dopilnuje, by te ważne dla nas filmy były na świecie popularyzowane, nie dopuści również aby jakiś tam kolejny prezes telewizji polskiej kupował od Niemców filmy typu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Osobiście solidaryzuję się z Panem Łukaszem, jestem za, a nawet przeciw.
Bardzo często słyszymy jak facet, który chce drugiego kopnąć w zadek zaczyna „ja z całym szacunkiem dla Pana, ale chciałbym powiedzieć …”, „bez urazy proszę, ale …”.
Na pewno lepiej mieć przed sobą zdecydowanego przeciwnika. Takiego co wali prosto z mostu. Jakże prostsze byłyby rozmowy i życie w ogóle. Ale nie! Ględzenie to nasza specjalność. A ile przy tym sapania, jąkania, e-e-e, m-m-m, itp. Czas – to pieniądz! Tony papieru to wycinka drzew. Nic to - dla domorosłych dyskutantów i pisarzy. Męczą się, stękają. I potem wszyscy słyszą jak ciężką wykonują prace myślową. Nikt nie może mieć wątpliwości jak wiele wkładają osobistego znoju i trudu.
Taki „Adwokat diabła” to ma rzeczywiście niełatwo. Słucham z wielką uwaga dociekliwego Zarembę i cierpię razem z nim. On jest oczywiście za tym, by podjąć prawdziwe śledztwo w sprawie Tupolewa. Ale odważnie i zdecydowanie deklaruje na wstępie, że w wybuchy wątpi. Przecież nie ma ostatecznych dowodów ani za, ani przeciw. Redaktor mówi nam co mówi. Z jego buzi słyszę te poglądy nie po raz pierwszy. Oczywiście, każdy myślący człowiek po wypowiedzeniu kategorycznych sądów w obojętnie jakiej sprawie może mieć gdzieś tam głęboko w głowie wątpliwości. Tyle, że większość ludzi nie mówi tylko po to żeby mówić. Otwiera się gębę, gdy ma się coś nowego do powiedzenia.
Dobrze by było gdyby domorosłe adwokaty diabła, czy kogo tam bądź, lepiej ugryzłyby się we własny ogon zanim podejmą - ich zdaniem - bohaterski trud. Dobrze by było, by smoleńska męczeńska śmierć 96 ludzi wymuszała ciszę na tych, którzy chcą publicznie deklarować, że wiedzą iż … nie wiedza jak było. Niech milczą i czekają grzecznie na wynik śledztwa, które po raz pierwszy ma szansę być uczciwe.
Adwokaci diabła idźcie sobie po prostu do diabła. Białe niech będzie białe, a czerwone – czerwone. Rozbiegane oczka, pokrętne mowy. Gmatwanina słów. Właśnie dla tego, że można mówić wszystko co się tylko chce, mówić należy rozumnie. Nie ma cenzury, ZOMO nie zastuka do drzwi. No, najwyżej co jakiś czas ktoś popełni samobójstwo. I wiadomość ta rzeczywiście pada jak grom z jasnego nieba. Potem zwykle długo czekamy, by dowiedzieć się co i jak. Wtedy też najwięcej mówią ci, którzy mają wątpliwości. Najczęściej zamiast wyników śledztwa słuchamy adwokatów diabła. Mogliby sobie darować.
16.02.2016 Stefan Truszczyński
