Przy defekacji jest najlepsza pozycja kuczna – twierdzą naukowcy. Kucanie przed władzą jest najefektywniejszą formą prowadzącą do awansu – dowodzą praktycy. Jako, że jednak cel uświęca środki pierwsi do mety dobiegają potulni. Zwykle tłumaczą się: teraz jestem lizuskiem, ale jak dostanę nominację to – ho, ho – pokażę jeszcze wszystkim co mogę. Zwykle jednak na zapowiedziach się kończy.

    Na szczęście nie zawsze jest tak źle. Przykłady? O to pierwszy z brzegu ale bardzo ważny, bo towarzyszy nam na co dzień. „Wiadomości” w Pierwszym Programie TVP. Brawo Pani Redaktor Marzena Paczuska. Upłynęło dni mało-wiele, a tu metamorfoza. Nowa Naczelna codziennie pokazuje, że jednak można wydawać dobry telewizyjny dziennik. Nie na kolanach, ciekawie. Można sprawnie redagować główny, telewizyjny przekaz informacyjny. Gdyby ktoś z dnia na dzień obejrzał obecny serwis a potem prowadzone przez całe lata Kraśkowe wypociny – przeżyłby pewnikiem szok. Za tamtymi „Wiadomościami” tęskni już tylko Pani Kopacz.

    Niemcy kilka lat temu nakręcili film fabularny jak to synek  „matki-aparatki”, wpływowej decydentki reżimowej, produkował wybudzonej z długiej nieobecności chorobowej starszej pani telewizyjne wiadomości w stylu w jakim ona pamiętała - po to, by nie przeżyła szoku dowiedziawszy się o politycznych zmianach w kraju.

    Może by i u nas powołać redakcję, powiedzmy sentymentalną. Naczelnym zostałby Piotr Kraśko, albo Tomasz Lis. Wszystko jedno który. Niech zagrają o stołek w marynarza. Prowadzący – mogą być również wyżej wymienieni, a także panie - Lewicka, Tadla, można też dobrać kokoś dowolnie. W Gdańsku przy ulicy Sobótki jest ongiś wspaniałe wielkie studio telewizyjne, ba jest tam nawet cały dawny ośrodek. Trochę to ruina, bo od kilkunastu lat porzucony – marnieje. Chłopaki – idole zarobili przecież przez te ostatnie lata nieźle (po kilkadziesiąt tysięcy za program). Zrzucą się na pewno chętnie na odbudowę. A potem fru. Wszystko już będzie łatwe. Na pierwszy ogień powinny iść wywiady. Długie, nie przerywane, takie uśmiechnięte. Po prostu milutkie – sympatyczne pytania, zupełnie nie konfrontacyjne odpowiedzi. Rąsia – rąsia. A potem będzie buźka – buźka. Klapa – klapa. A na końcu obowiązkowy goździk. Na pierwszy ogień mogłaby pójść wspomniana Pani Kopacz. Nawet kilka razy pod rząd. No bo przecież rząd jej nie obcy. Ma Pani Ewa sporo strojów wytwornych – jak nam to w swoim czasie pokazała Viva. Będzie dobrze. Potem – Pan Tusk. Na pewno ustąpiłby pierwszeństwa Pani Ewie, bo to gość dobrze wychowany (choć ponoć chowany na gdańskim podwórku, co mu niesłusznie wypominano). Ostatnio nabył dodatkowo ogłady dzięki bliskim kontaktom z Panią Merkel. Potem można by pójść szerzej – w świat unijny. Na przykład taki duet Pan Donald i Pani Bieńkowska. Ileż oni mogliby nam naopowiadać. Właściwie to w ogóle nie wiemy co w tej Brukseli robili. Mogliby mówić po angielsku, co dla wszystkich stanowiłoby darmową lekcję nauki języków. I obowiązkowo Pani Minister powinna wystąpić w górniczym stroju. Pamiętamy jak ładnie w nim wyglądała.

    Kto jeszcze: oczywiście Lewandowski, Rostkowski,  Siemoniak. Można by też układać listę na życzenie. Ci „byli”, którzy dość długo zresztą byli, sporo narobili. Ile? Można odczytać na balcerowiczowskim zegarze umieszczonym na dachu pawilonu przy ulicy Marszałkowskiej niedaleko ronda. Ten zegar tyka jak bomba zegarowa. Tik – tik – tak, tik – tik – tak. Można z tego zrobić przerywnik w kraśkowo-lisowym dzienniku (bo warto przy okazji wrócić do starej nazwy). Starzy instruktorzy jeszcze żyją: Woźniak, Stefanowicz, Tumanowicz, Bilik. Byliby wspaniałymi nauczycielami. Tu i teraz. Bo Biura Prasy dawno już nie ma, a jeden z jego szefów – pan Stefan – jest adwokatem w Nowym Jorku.

    Pozycja kuczna przyda się każdemu. Rozciąga mięśnie tu i tam. Doceniają to mieszkańcy bliższego i dalszego wschodu. Ci co maszerują już k’nam. Byłem na spotkaniu PSL-owców. Jeden z mówców stwierdził, że „ Merkel nie jest głupia, ona wie co robi”. Researcherzy „Dziennika Telewizyjnego” łatwo go znajdą. Na pewno wszyscy w rozwijającej się chłopskiej partii znają tego spostrzegawczego pana.

    A inne partie? Do koloru, do wyboru. W studio drzwi nie będą się zamykały. Będzie nowocześnie i na wysokiej platformie. Oczywiście należałoby też – i to często – zapraszać Pana Komorowskiego, a może i Lecha Wałęsę, o którym teraz tak dużo się mówi. Elektryk z Gdańska poradzi jak oblać reżimy, a jego doświadczony europejsko synek powie jak to naprawdę jest w tej Unii.

    Oddzielny temat to przewietrzanie szaf – Lesiaka, Kiszczaka. Pełno ich jest jeszcze. Niech się otworzą. Nie wiadomo nawet czy wówczas obronią się różni redaktorzy i redaktorki. Może by wprowadzić wywiady „krzyżowe”, rodzaj pojedynków  Holecka-Lewicka, Durczok-Tadla, Gugała-Ziemiec. Oj by się działo.

    Już się dzieje. Nie zawsze zresztą po naszej myśli. Osobiście nie kucam, ale smutno mi się zrobiło ponieważ na portalu „wPolityce” gdzie wydrukowano mi kilkaset felietonów (za co jestem wdzięczny i bardzo dziękuję) ostatnio zdjęto mi felieton pod tytułem „ Adwokat diabła” (do przeczytania na stronie SDP). W środę 17 bm. o godzinie 17:00 był jeszcze na portalu, a o 22:00 już go nie było! Najwyraźniej nie podobało się redakcji, że skrytykowałem, zresztą bardzo leciutko, Łukaszów - Adamskiego i Warzechę oraz Piotra Zarembę. Wraca cenzura, czy to jakaś robota diabelska?

        18.02.2016            Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl