Naparzać do woli, przedrzeźniać i w ogóle jaja sobie robić – tak mają opozycjoniści. Oczywiście, to łatwa robota. Ci, którzy popierają władzę mają znacznie gorzej. Krytykę – to się czyta, a chwalenie jest nudne.
I co tu robić jeśli kretynów, zdrajców i złodziei rzeczywiście się nienawidzi. Jeśli chciałoby się ich ukarać. Odebrać choćby część tego co nakradli. A oni teraz pod ochroną. Wiedzą, że demokratyczne i praworządne państwo krzywdy im nie zrobi. Wszystkiego dochodzić trzeba spokojnie i zgodnie z prawem. Są jak kocury, które puszą się z zadartymi ogonami przed psem – jeśli ten za wysokim płotem.
Siłą i pałą nie wolno. Nawet klapsa dać nie można. Pozostaje perswazja, siła argumentów tłumaczenie i proszenie. Jednak tego gadania nikt już nie słucha. Trzeba więc sposobem.
Oto telewizja. Odzyskana, która teraz sama odzyskuje widza. Jednak, by nie stracić go ponownie musi być sprawiedliwa. W żadnym wypadku taka tylko dla swoich. To już było. Telewizja zgodnie z przewidywaniami wcale nie musi zwalniać masowo pracowników. Wiadomo, że „oni” szybko się przestawią. Nowy pan – nowe poglądy. Już zaczęli opowiadać jak ich niedawno jeszcze gnębiono. I właśnie ci kolesie są bardzo niebezpieczni. Po prostu są niewiarygodni. Ale zanim telewizja dorobi się nowych rozpoznawalnych twarzy musi trochę czasu upłynąć.
Ratunek jest w … obrazkach. Aż dziw, że nie ma ich nadal - teraz przy nowym otwarciu – nawet krótkich (10 – 15 minutowych) reportaży z kraju. Na przykład tuż po Wiadomościach. Jest przecież co pokazywać: księżycowy obraz po rozbabranych fabrykach, zaorane zakłady przemysłowe, straszydła – konstrukcje niedokończonych inwestycji. Zaraz potem można by wskazać jak próbować to wszystko wskrzesić, odbudować. To jest właśnie istota REINDUSTRALIZACJI.
Minister Gospodarki Morskiej zrobił długą listę. Bo i długie mamy wybrzeże. Idąc ze wschodu na zachód, czy odwrotnie – od Świnoujścia do Pasłęki Starej. Zadanie jest bardzo łatwe – chodzi o wyliczankę – było, a teraz nie ma. Łatwizna dla redaktorów. Niech gaduły wylezą ze studia, bo już prawie wszystko zostało powiedziane po wiele razy. Buzie się opatrzyły. Idzie wiosna. Będzie dużo światła i kraj w obrazkach prosi się o utrwalenie.
W telewizjach regionalnych, gdzie najbardziej brak pieniędzy można tanio i skutecznie uzyskać efekt programowy. Po prostu trzeba otworzyć studia na jedną, na dwie godziny dziennie i wpuścić ludzi, mieszkańców. Byłoby to takie otwarte studio dla społeczeństwa, programy tanie i łatwe do zrobienia. Nazbierało się wszędzie sporo pretensji. Można by w ten sposób upuścić złego powietrza, wylać żółć nagromadzoną i trującą. W studiach otwartych można by prowadzić konfrontację z władzą. Niech się tłumaczy. Dobry prowadzący, ważny temat i nieskrepowana dyskusja. Nawet jeśli ktoś komuś ostro powie – nie szkodzi. Wystarczy jeden sprawny ochroniarz.
Oszczędności może dać również wymiana programów miedzy ośrodkami, taki barter – my wam poradnik medyczny, a wy – abc majsterkowicza. Można by również pomyśleć o cotygodniowym podsumowywaniu wiadomości z regionu i wymienianiu tego typu materiałów z innymi. Za pół godziny programu przychodziłoby osiem godzin.
W ośrodkach regionalnych miejscowi politycy mają oczywiście ochotę porządzić mediami. Nagminne jest, że dążą do wyboru sobie posłusznych ludzi. Ale to krótkowzroczność. Jeśli centrala warszawska dopuści, by telewizja regionalna lub radio uzależnione zostało od miejscowego, umownie mówiąc barona, ludzi nie rozumiejących demokratycznych zasad – oznaczać będzie koniec oglądania i słuchania. Oczywiście prawdziwego, rzetelnego dziennikarstwa nie zagwarantuje ani konkurs ani łatwo deklarowane chęci. Jak będzie naprawdę okaże się dopiero po jakimś czasie. W mozolnym działaniu, z odwagą, sprawiedliwością i rozumem – tylko tak jest możliwy sukces. Niech Warszawa czuwa i przypatruje się uważnie. Teraz niech mądrze wybiera.
19.02.2016 Stefan Truszczyński
