Kolesie groźni i groźni mniej!
Nawet – jeśli macie rację – odczepcie się już od Lecha Wałęsy.
Patrzę na tego grubaska i robi mi się go żal. Mam przeczucie, że już tylko cienka czerwona linia trzyma to wszystko w kupie. A jak nagle żyłka pęknie? Oj wstyd będzie i głupio. Wałęsa kręci, ale nie rozpłacze się publicznie prosząc o przebaczenie. Żaden chłop tego nie zrobi. Raczej pójdzie w zaparte. Trzeba mu stworzyć jakieś wyjście z sytuacji. Po prostu przestańcie już wszyscy. Basta. Dość. Już wszystko napisano. Zajmijmy się teraz odzyskaniem „papierków” od innych. Na pewno tam po szafach sporo tego. I ciekawe bardzo.
Osobiście chciałbym zająć się jedną sprawą. Bardzo konkretną. Poświeciłem temu 42 lata. Napisałem właśnie o tym do „Kuriera Wnet” - pisma Krzysztofa Skowrońskiego – mam nadzieję, że artykuł ukaże się w najbliższą sobotę.
Dużo jest tego do załatwienia. Oczywiście „obca dłoń tych strasznych win i grzechów – nie przekreśli”. Sami musimy się z tym wszystkim uporać. I nie trzeba posługiwać się żadnym kodem. Należy powiedzieć jasno o co chodzi, zapytać i czekać cierpliwie na odpowiedź. Bez prokuratorów. To też urzędnicy. To też subiektywnie oceniający ludzie. Zbadają dogłębnie sprawę albo i nie zbadają. Odważą się, albo przestraszą. Wezmą coś tam w coś tam – albo i nie (wierzę, że już rzadziej biorą).
Przydałby się dobry spowiednik. A ten owszem, wysłucha, ale powiedzieć nikomu nie może. Tymczasem warto by było wyjaśnić wszystko (!) i to głośno i powszechnie.
A pytań jest mnóstwo.
Jest kapitalizm. Zacznijmy więc od pieniędzy. I to od tych grubych. Jest liberalizm – zacznijmy więc od najważniejszych libero.
Panie Januszu Lewandowski co pan zrobił z pieniędzmi za statki. Np za te 175 korabli Polskich Linii Oceanicznych.
Już kiedyś przytaczałem tę „historyjkę”, ale zrobię to jeszcze raz. Pyta śledczy wartowników kolejowych:
- Szto wy zdziełali ze spirytom z etowo pojezda?
- Prodali!
- A diengi?
- Propili!
Może nie napisałem zbyt poprawnie, ale i sprawa brzydka, niepoprawni to byli stróże. Podobnie jest z zatopioną flotą. Where is the money, sir?
A teraz Pan Jan Krzysztof Bielecki. Dali Panu ładny orderek. Za co właściwie – się pytam.
I anegdotka o górniku, co pytał się zbyt natarczywie na zebraniu partyjnym:
- Ja górnik z kopalni Bytom (dawno już jej nie ma) się pytom… I potem było o BHP, pieniądzach wyrobników i pieniądzach dyrekcji. Zarządzono przerwę w obradach. A po niej wstał inny i mówi: - A ja się pytom, gdzie jest ten górnik z kopalni Bytom?
Więc i ja się pytam - Panie Bielecki za co dostał Pan ten order?
A pan, Panie Balcerowicz – broni Pan teraz Lecha i cudacznie atakuje nie wiadomo za co obecnego Prezydenta. Lepiej siedź Pan cicho. Zegar, który Pan wystawiłeś na pokaz w centrum stolicy pokazuje bilans pańskiego dzieła. Niech Pan wyjrzy spod grzywki na wąskim czółku. Nawet wasz były kolega – Karol Modzelewski – pisze dziś, gdy jest już po herbacie – że przeraził się onegdaj usłyszawszy co mówił jeszcze jeden geniusz ekonomii – Kuczyński – o konieczności szybkiego zamknięcia stoczni. I Modzelewski to teraz pisze, w książce, grubej! Z kobyłą w tytule. A powinno być z bykiem, bykami, błędami waszymi niewybaczalnymi. Kuczyński, redaktorek (wprawdzie nie bardzo wiadomo czego) – mógł się nie znać. Ale Pana wysłał do Ameryki profesor, bardzo wtedy ważny i wpływowy. Miał Pan wymyślić jak połączyć socjalizm z wolnym rynkiem. I co Pan zrobił? Wolnoamerykankę! Więc milcz waść, wstydu oszczędź!
To była „trójca” - bynajmniej nie święta. Ale za nią stąpały zastępy archaniołów diabła. Będzie się to całe towarzystwo pewnikiem w piekle smażyć. Ale cóż nam z tego za pociecha.
A tu w kółko o elektryku z Gdańska, który trochę się dorobił. Ale znowu nie tak wiele. Niech sobie jeździ po świecie, niech się opala i opowiada dyrdymały (wstęp na spotkania – 10 dolarów). Gadaj zdrów – dziadku. I zdrów bądź!
Mimo wszystko.
22 II 2016 Stefan Truszczyński
