Samo słowo „polityka” oznacza – między innymi – sposób podejścia, sposób traktowania czegoś. Polityka wobec uchodźców – to sposób ich przyjmowania, ich traktowania, sposób odnoszenia się do zjawiska. Polityka wobec klienta (gdziekolwiek i jakiegokolwiek klienta) oznacza podejście: traktujemy klienta jako dobro nadrzędne (bo z niego żyjemy) czy raczej jako marudzącego intruza, z którym tylko kłopoty, więc trzeba go „przekonać”, że wiemy lepiej, czego mu potrzeba.

I tak dalej i tak dalej.

„Polityka historyczna” to termin podejrzany. Bo historia niby jest, jaka jest: coś się stało lub nie. A jednak ten termin robi dziś na świecie zawrotną karierę. Mówi się przede wszystkim o polityce historycznej Niemiec, czyli de facto o manipulowaniu historią tego kraju, która w XX (a i w XXI) wieku nie była raczej – i nie jest – powodem do chwały. A jednak Niemcy – za pieniądze i dzięki potężnemu aparatowi propagandy – prawie wmówiły już światu, że to, co wiemy np. o latach 1933 – 1945, w rzeczywistości wyglądało zupełnie inaczej…

A no właśnie…

„Polityka historyczna” to zatem proces manipulacji historycznymi faktami, proces eksponowania i nagłaśniania faktów z niemieckiego punktu widzenia korzystnych, a skrzętnego chowania pod dywan tego, co Niemców jako naród i państwo hańbiło, plamiło. To właśnie jest niemiecka „polityka historyczna” AD 2016. Wynika z niej, że II wojnę światową wywołali i prowadzili przez 6 lat jacyś „naziści”, jacyś „hitlerowcy”, nie Niemcy; Niemcy jako naród byli cały czas w opozycji wobec Hitlera. A w takim razie Niemcy nie były agresorem, a ofiarą, to tylko jakaś część tego społeczeństwa, tego narodu, została „uwiedziona” demagogią pokojowego malarza Adolfa Hitlera i doprowadziła do największej hekatomby w dziejach świata.

Ładne? No jeszcze jak!

Cichutko siedzą dziś Francuzi, którzy też mają na sumieniu rzeczy brzydkie. Ochoczo opowiadają o Resistance, ruchu oporu w czasie ostatniej wojny. Milczą zaś przede wszystkim o tym, o czym w poruszającej, niewielkiej książce pt. „Kolabo-song” napisał Jean Mazarin jeszcze w latach bodaj 80.: oto pewnego dnia wszyscy francuscy Żydzi zostali zwiezieni do Paryża na największy stadion sportowy, stamtąd zaś przewieziono ich na któryś z dworców kolejowych, i dalej pociągami wprost do Treblinki. Przyglądał się temu biernie Paryż…

O wyczynach kolonialnych Francji wobec krajów Maghrebu pisać nie będę, to jest, zdaje się, powód, dla którego Francja ma dziś gigantyczny, nierozwiązywalny problem z ciągłym napływem kolorowej ludności z północnej Afryki. Francuzi próbowali tym appeasement, tą polityką gościnności i tolerancji leczyć swoje sumienia. Skutki znamy: „Obóz świętych” Jeana Raspailla, „Uległość” Michela Houlebecqua… Trzeba przeczytać te książki, choć to lektura szarpiąca, bolesna.

A Polacy?

Dla światowej opinii publicznej jesteśmy dziś – w wyniku gigantycznej oszczerczej kampanii środowisk syjonistycznych i ich poputczików, wspieranej niemałymi pieniędzmi – narodem antysemitów, ksenofobów, narodem odpowiedzialnym za rozpętanie II wojny światowej i wymordowanie Żydów w „polskich obozach koncentracyjnych”. To są skutki „polityki historycznej”, prowadzonej przez tych, którzy na sumieniu mają tak dużo rzeczy tak wstydliwych, że muszą ciężar przerzucić na kogoś innego. Do tego dochodzi jeszcze brzydki element finansowy – Polska wciąż nie chce przystać na wypłacenie środowiskom żydowskim gigantycznej kwoty 65 mld dolarów w ramach „odszkodowań za utracone mienie żydowskie”.

Dlaczego doszło do takiego załgania historii? Dlatego że Polacy nie prowadzili i nie prowadzą własnej „polityki historycznej”? Nie, dlatego, że polscy politycy, polskie elity nie dbają o polską rację stanu i polską (czyli obiektywną) prawdę historyczną. Polska nie potrzebuje żadnej „polityki historycznej”, Polska ma do zaoferowania światu PRAWDĘ. Po prostu PRAWDĘ. Nie musimy wywracać faktów do góry nogami, nie musimy niczego ukrywać pod dywanem, bo np. w kwestii Żydów nie mamy się doprawdy czego wstydzić. Ratowaliśmy ich z narażeniem życia (nie tylko własnego!) jak mogliśmy i wielu uratowaliśmy. II wojna światowa, wywołana przez Niemcy, kosztowała nasz kraj niemal całkowitą ruinę gospodarczą, cywilizacyjną, ale nie moralną. Tu zdaliśmy egzamin. Zapłaciliśmy za to ponad 6 mln ofiar.

To jest polska „polityka historyczna”, czyli po prostu PRAWDA.

Dlatego protestuję i apeluję: nie mówmy, że Polska nie prowadzi własnej „polityki historycznej”, czyli nie manipuluje własną historią. Polska po prostu nie broni naszej historycznej racji, czyli nie broni polskiej racji stanu.

Bo to jest racja stanu! Unurzani w bagnie cudzych kłamstw tracimy i będziemy tracić wiarygodność, dobre imię, czysty wizerunek. A to się przekłada na różne rzeczy, które się z racją stanu wiążą!

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl