Dawno, dawno temu w stadninie ogierów w Bogusławicach „Dziada” obługiwał masztalerz Jan. Przez lata – jak to u koniarzy bywa. Tam nie rozłącza się par. „Dziad” to był bardzo ważny w stadninie rozpłodowiec. Aż nagle zmarło się Panu Janowi.
Cmentarz był bardzo blisko ujeżdżalni i gdy konie swobodnie wypuszczano „Dziad” podchodził do cmentarnego płota i stał tam długo.
Panie Ministrze Krzysztofie Jurgiel, coś Pan zrobił Pani premier Beacie Szydło i Panu wice premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Zmień Pan decyzję albo podejdź do płota. Personalne rozporządzenia bywają trafne i takie właśnie - kulą w płot. To się zdarza. Najgorsze jednak jest upieranie się przy postanowieniach niesłusznych. Niestety, wiadomo: chłop żywemu nie przepuści. Mogę więc tylko powiedzieć odpuść im Panie, bo czasem nie wiedzą co czynią. Chociaż minister to już powinien wiedzieć.
Sto dni minęło jak jeden dzień. Wokół czyhają, by się przyczepić. Po co ułatwiać wrogom i wywoływać protesty. Rząd rzeczywiście idzie jak burza. To i pioruny trzaskają. Wszystkie parasole ochrony władzy zabrała, bo nadużyła, poprzednia ekipa. Nie ma teraz lekko. Atak non stop od samego początku trwa.
Na szczęście przyjdzie wkrótce wiosna, spadną majowe deszczyki. One nie straszne. No, ale gdyby zdarzyła się powódź to już może być gorzej. Tym bardziej, że tusko-kopaczowe bractwo niewiele zrobiło, choć troska o wały powinna im być bliska.
Tak to u nas już jest – od jednej draki do drugiej. Ostatnio było sucho więc o niebezpieczeństwie powodzi zapomniano. Grasują sobie natomiast tematy zastępcze. Choćby „Bolek”. Dobrze, że tych szaf z teczkami tajemniczymi jest jeszcze sporo. Ekipa odkrywców ma przed sobą dużo roboty. Tym bardziej, że córki, żony i wszyscy krewni likwidować będą trefne dokumenty. Jeśli szafy zostaną opróżnione trzeba będzie chyba pokopać w ogródku, albo popatrzeć pod węglem w piwnicy. Tam niektórzy w strasznych czasach chowali dolary. Pokopać na pewno warto byle nie tak płytko jak robiła to Pani K. w Smoleńsku. Trzeba głębiej, znacznie głębiej. Wylezą wówczas najpewniej duchy zapomnianych przodków. I znowu biedne będą dzieci resortowe. Kania i Targalski ruszą do dzieła.
Pałac Kultury w Warszawie zbudowano ponoć za rudę uranową z Kowar. To i tak był dobry interes, bo ze Stocznią Gdańską było gorzej. Za produkowane kadłuby statków musieliśmy jeszcze dopłacać silnikami z Huty Cegielskiego w Poznaniu i Huty „Zgoda” w Świętochłowicach. Teraz byłoby to już niemożliwe bo huty rozwalone. W „Zgodzie” nawet mur okalający zakład się przewrócił. Nie ma. Tak jak i wszystkich kopalń w tym miasteczku tętniącym niegdyś pracą. Jasne, że ociągano się długo ze zgodą na odbudowę stoczni. Same kadłuby nie popłyną. No, ale coś wreszcie drgnęło. Minister Gospodarki Morskiej odważny Marek Gróbarczyk i wizjoner wice premier Mateusz Morawiecki wierzą w reindustrializację Polski.
Po co więc nam kłopoty z końmi, np. z Janowa Podlaskiego. Oby – jak to konie – nie poszły po betonie.
02.03.2016 Stefan Truszczyński
