Oszuści nie muszą być brzydcy. Przeciwnie – często to piękni i sympatyczni ludzie. Złapana na dopingu tenisistka mówi, że nie wiedziała co brała, winą obarcza lekarza. A on też nie wiedział co dozwolone a co zabronione. Jasne, miliarderka zatrudniała durnia.
Ale dlaczego idole w krótkich majtkach mieliby nie brać zakazanych środków, skoro ich nieusuwalni prezesi–prezydenci zgarniają co się da pełnymi garściami. Wszystko odbywa się w błysku fleszy przy rozdziawionej z zachwytu gębie ogłupianej systematycznie widowni.
Tak samo postępują zawodowi obiecywacze. Pyszczy to przed wyborami a potem kombinuje jakby się na raka wygramolić z pochopnie podjętych zobowiązań. Póki co zatrudnia nepotycznie krewniaków i znajomych. I to bez wstydu, bez żenady. Pominięci w rozdawaniu tych dóbr trochę pokrzyczą i przestaną.
Tylko upierdliwy reporter coś tam ciągle wytyka. Siadają więc społem radcy i doradcy krytykowanego kombinując jakby tu załatwić takiego np. Gmyza. Jak giez krowi krąży to uparcie i brzęczy. Polityka najłatwiej ubić gazetą, a dziennikarza - czym?
Młodego, nieznanego chłopca ambitnie zaczynającego dopiero karierę zawodową zamordować kazał najprawdopodobniej bandyta chodzący na co dzień w białym kołnierzyku. Tysiące prokuratorów w naszym kraju dostaje regularne przelewy. Mamy sto tysięcy policjantów. Panuje jednak zmowa milczenia. Zbrodnicza solidarność zawodowa powoduje, że ojciec latami nie może dowiedzieć się kto mu zabił syna. Generał policji okazał się pionkiem dla podwładnych, a premier rządu rzucał groźby na wiatr. I tak to się toczy.
Czy nowa ekipa to zmieni? Słyszymy już, że zmiany odczuwalne będą, ale dopiero po dłuższym czasie. Pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz przypomniał szewca Kilińskiego i szubienice stawiane przez samosądy Warszawy. U nas zakodowani nie boją się skarżyć na własny kraj. Jeden - na oko dobrze odżywiony – przestał nawet przyjmować pokarmy.
Dokumentalistka filmowa obnaża kulisy zbrodni na świętym kapłanie. Ale mordercy śmieją się w kułak. Główni inspiratorzy nie zostali prawomocnie skazani. Wykonawcy zbrodni odpękali krótkie odsiadki i żyją sobie bezkarnie. Nie chcą również powiedzieć jak było naprawdę. Ręka sprawiedliwości to proteza.
Ciągle w mediach za dużo ple-ple i czekania na naprawdę dobrą zmianę. Gadulstwo. Mądrale choć sami niewiele wiedzą i niewiele przeżyli - udzielają chętnie życiowych porad. Do tego serwują nam kokieteryjnie uśmieszki i dowcipasy. Jasne, każdy chce się przypodobać. W telewizyjnym studio odwaga potaniała.
Wśród opiekunów pierwszego obywatela kraju, bałagan, niechlujstwo a może i sabotaż. Czy opona wybuchająca to ostrzeżenie, że są w pobliżu długie ręce, które mogą zrobić co chcą, z każdym i zawsze?
- Jak się nie będą bali to będą się śmiali – pouczał ojciec niewysokiego Wołodyjowskiego. I ten nauczył się fechtować.
U nas widzę ciągle facetów, których głównym problemem jest zaczesanie łysiejącego łba. A przecież to normalne, ze faceci łysieją. Czego się tu wstydzić? Niektóre panie mówią nawet, że jeśli łysy - to dobry kochanek.
Bandytów wszelkiej maści tropią dziennikarze śledczy. Pod kule na różnych frontach wystawiają się korespondenci wojenni. Ale kupony odcina studyjna pseudodziennikarska gawiedź, której aż dymi się z czerepów od kombinowania komu opłaca się przywalić a kogo chwalić. Są tacy po jednej i po drugiej stronie. Bawią się słowem i prawdą. A ich szefowie w trosce o własne z trudem zdobyte stołki - udają, że tego nie widzą.
Miliarderka, idolka od tenisowej rakiety to teraz mała oszustka. Reklamowy złoty strumień nagle wysechł. Rodzinnym złodziejom, ponieważ już wszystko sprzedali lub oddali, też zabrakło źródeł. Nie ma – nie ma. Wiec teraz niech rządzi Prawo i Sprawiedliwość. Może by z tego co zrabowane odzyskać co najmniej połowę. Żydzi nie darowali. W końcu Adolfa Eichmanna dopadli. Deputaty deputowanych są osiągalne. Oni też. Ratują się w dość szczególny sposób – plując na Polskę.
21.03.2016 Stefan Truszczyński
