Sekretarz obrony USA Ashton Carter w jednym ze swoich najnowszych przemówień uznał dzisiejszą Rosję Władimira Putina za jedno z największych zagrożeń dla międzynarodowego pokoju oraz zadeklarował zdecydowaną wolę powstrzymywania rosyjskiej agresji przez Stany Zjednoczone.
O ile w ostatnim czasie wiele mówiło się w mediach o rosyjskiej deklaracji wycofania sił lądowych z Syrii – po zabezpieczeniu przez rosyjską armię interesów i sojuszy w tym regionie oraz odwróceniu uwagi opinii międzynarodowej od wojny na Ukrainie oraz zarobienia u elit zachodnich kilku punktów (oraz idących za tym strumieni euro czy dolarów) za 'wspieranie pokoju' – to jakoś mało padło pytań gdzie Rosjanie wyślą teraz swoją najlepiej wyposażoną i przeszkoloną w warunkach bojowych militarną szpicę, wycofywaną z Syrii? Dokąd tym razem Rosja przerzuci i gdzie dla odmiany zaangażuje militarnie swoje wojska? Czy będzie to kolejny kraj Bliskiego Wschodu albo basenu Morza Czarnego; czy też będzie dla odmiany Naddniestrze i Mołdawia; czy też rejon Krajów Bałtyckich i Polska; a może powrót do Ukrainy i dokończenie przebijania lądowego korytarza z Donbasu do Krymu, a może i jeszcze dalej, aż do samego Naddniestrza?
Putin wie, że praktycznie został mu tylko jeden rok na jakiekolwiek zdecydowane ruchy na światowej geopolitycznej szachownicy, tak długo bowiem będzie jeszcze prezydentem USA Barack Obama – jeden z najgorszych, najsłabszych i najbardziej nieodpowiedzialnych prezydentów amerykańskich w przeciągu ostatnich stu lat, jeśli nie w całej historii Stanów Zjednoczonych. Wiadomym powszechnie jest, że jakikolwiek kolejny amerykański prezydent, czy to z obozu republikanów, czy też demokratów, będzie prowadził dużo bardziej zdecydowaną i mocną politykę międzynarodową, co powstrzyma i zablokuje jakiekolwiek potencjalne rosyjskie ruchy i ew. kolejne agresje wobec sąsiadów.
Także dramatycznie pogarszająca się sytuacja gospodarcza rosyjskiej gospodarki, opartej głównie na eksporcie ropy i gazu, których ceny w ostatnich miesiącach dramatycznie spadają, powoduje że rosyjskie władze będą zdecydowane szukać siłowych metod wyjścia z impasu, co oznacza kolejne wojny i konflikty.
Rosja w dzisiejszym stanie, będąc toksycznym miksem kleptokracji, rządów autorytarnych i propagandowego amoku, nie jest mentalnie zdolna do zajęcia się samą sobą i swoimi wewnętrznymi problemami poprzez takie naturalne i oczywiste dla normalnych krajów działania jak budowa wolnej gospodarki wolnorynkowej, autentycznego wielopartyjnego i wielonurtowego systemu demokratycznego czy rozwój społeczeństwa obywatelskiego, dlatego musi szukać jakiegokolwiek wroga zewnętrznego dla ucieczki przed narastającą frustracją społeczną i kryzysem gospodarczym.
Kiedy Rosja zaczyna przygotowywać się do wrogich działań wobec swoich sąsiadów - tak jak w Gruzji czy na Ukrainie - zanim przystępuje do bezpośredniej agresji militarnej z udziałem rosyjskiej armii, rozpoczyna najpierw od szpiegostwa, by przejść następnie do prowokacji i prób zastraszania, po czym następuje etap dywersji i terroryzmu.
Być może jednym z sygnałów, że władze i służby rosyjskie zaczynają obecnie przyglądać się bliżej naszemu regionowi geograficznemu była sytuacja, jaka przydarzyła mi się w ubiegły weekend, kiedy podczas publicznej imprezy w Warszawie podeszło do mnie w tłumie ludzi kilka osób mówiących z rosyjskim akcentem i wszystkich ubranych z jednakowe zielone paramilitarne kurtki tzw. parki, po czym jeden z tej grupy 'WiRusów' bez jakichkolwiek wstępów w agresywny sposób poinformował mnie, że jest rosyjskim komandosem oraz że moja działalność publiczna jest pod czujną obserwacją i że mam zaprzestać dalszej krytyki Rosji, bo inaczej mnie zabije - po czym pod widoczną metodyczną i zaplanowaną ochroną reszty grupy 'zielonych ludzików', rosyjskojęzyczny 'komandos' zniknął w tłumie.
Jako jeden z grona osób w Polsce publicznie wypowiadających się negatywnie o władzach rosyjskich i analizującaych kolejne posunięcia Kremla, takie jak wojna w Gruzji, na Ukrainie, czy też kontaktujących się z rosyjską opozycją w osobach np. Władimira Bukowskiego, Borisa Niemcowa czy też Garego Kasparowa, mogę być jednym z potencjalnych celów ataków rosyjskiej agentury - bądź to KGB, bądź to GRU. Wnioskuję z całego tego zdarzenia, iż prawdopodobnie rosyjskie przygotowania do ewentualnej interwencji w naszym kraju i całym regionie coraz bardziej przyspieszają, a wywiad rosyjski zaczyna przechodzić od rozpoznania i szpiegostwa do etapu prowokacji i gróźb.
Tym bardziej pilnym staje się uważniejsze przyjrzenie się działalności rosyjskiej agentury w Polsce, w tym także takim potencjalnym źródłom zagrożenia jak bezwizowy ruch z obwodem kaliningradzkim, czy też zbliżające się prestiżowe międzynarodowe imprezy i wydarzenia jak Światowe Dni Młodzieży w Krakowie czy też planowany szczyt NATO w Warszawie, które mogą być obiektami ataków i prowokacji ze strony służby wywiadowczych wrogich czy nieprzyjaznych nam krajów.
