Przez kilka dni przebywałem w Austrii, a dokładnie w Kraju Salzburskim, gdzie właściwie przez cały rok można jeździć na nartach. W wolnych chwilach poczytywałem austriacką prasę. A że było to tuż po zamachach terrorystycznych w Brukseli, to ciekaw byłem, co na temat terroryzmu, uchodźców i środków bezpieczeństwa piszą tamtejsze media.

Od 1848 roku wychodzi liberalny dziennik „Die Presse” (nakład ok. 75 tys. egz.) Jest to ponadregionalna gazeta codzienna należąca do Styria Media Group AG. W piątek 25 marca na pierwszej stronie znalazł się artykuł zatytułowany „Atak na twierdzę państwa islamskiego”, przedstawiający walki o odzyskanie zajętych przez islamistów terytoriów - Mosulu i Palmiry. Na kolejnych stronach ciekawe artykuły o: powiązaniach muzułmańskich terrorystów z państwem islamskim, islamskiej video-propagandzie (klip wzywał do walki z niewiernymi i pokazywał m.in. Donalda Trumpa), nowej fali uchodźców z Libii, rozmowach europejskich ministrów na temat koniecznych środków bezpieczeństwa, a także o Papieżu, który miał w czasie Świąt obmywać nogi uchodźcom. W tym ostatnim artykule znalazły się informacje, że od 2015 roku we Włoszech pod zarzutem terroryzmu aresztowano 306 osób. Problemem jest obecnie radykalizacja osadzonych w więzieniach muzułmanów pochodzących z Północnej Afryki. Autor z niepokojem pisze o sytuacji w Libii, którą jeden z przywódców ISIS nazwał „awangardą islamskiego kalifatu”. Właśnie w Libii na podróż do Europy czeka około 800 tysięcy imigrantów.

W części felietonowej kolumnista „Die Presse” Christian Ortner wzywa prowokująco „Więcej pracowników socjalnych dla biednych terrorystów, proszę!”. Autor przytacza słowa najwyższego rangą austriackiego funkcjonariusza policji Konrada Koglera, który powiedział, że terror wynika głównie z braku pracy dla młodych ludzi z rodzin imigranckich, a nie z faszystowskiej i religijnej ideologii nadludzi. Dowiedzieliśmy się – kpi Ortner – że biedni imigranci muzułmańscy cierpią w swoich szarych osiedlach z bezrobocia, wykluczenia, biedy i braku perspektyw. Tym samym – zdaniem kolumnisty – sugeruje się, że sami jesteśmy winni i odpowiedzialni za terroryzm, albowiem w niewystarczającym stopniu walczymy z jego społecznymi korzeniami. Wina przypisywana jest nie sprawcy, ale społeczeństwu, co jest ulubionym motywem islamskiej propagandy. Autor wskazuje na fałsz tej tezy, albowiem wielu sprawców ataków pochodzi z klasy średniej lub wyższej islamskiego społeczeństwa, a po drugie w społeczeństwach niemuzułmańskich żyjących w opłakanych warunkach bytowych nie pojawili się terroryści. Zachód sam się oskarża w obłudny sposób, a taki „meaculpizm” pozwala nie dostrzegać związków pomiędzy religią islamu a motywami zamachowców. Autor pyta, czy tolerowanie przez wiele miesięcy przez Berlin i Wiedeń emigracji setek tysięcy ludzi bez znajomości ich tożsamości nie przyczyniło się do sukcesów terroryzmu islamskiego. Nadmienia również, że w więzieniu w Salzburgu siedzi 6 osób ściśle związanych z IS. Dlaczego zakłada się – pyta - że integracja nowo przybyłych będzie lepsza niż tych z Molenbeek, którzy zaatakowali policję, bo uważają terrorystów za „local hero”. Na koniec ostrzega, żeby nie dawać posiadaczom tureckich paszportów możliwości bezwizowego wjazdu do EU. Niedawny sondaż wykazał, że 20 procent obywateli tureckich uważa, że w pewnych okolicznościach użycie siły w imię religii jest dopuszczalne.  Ortner przywołuje także słynne już powiedzenie francuskiego pisarza i dziennikarza politycznego, byłego reportera La Figaro Erica Zemmoura: „Francja powinna zbombardować Molenbeek, a nie Rakkę”.

Od 1945 roku wychodzi w Austrii (pod różnymi tytułami) dziennik „Kurier”. Nakład wynosi pomiędzy 150 a 300 tysięcy egzemplarzy, zależnie od tego, czy jest to wydanie powszednie czy świąteczne. Prezentuje się jako „niezależny dziennik dla Austrii”. Wydawany jest przez Kurier Zeitungsverlag und Druckerei GmbH. W numerze z 25 marca na pierwszej stronie znajdował się artykuł zatytułowany „Dzień refleksji”, odnoszący się oczywiście do Świąt Wielkanocnych. Zarazem jednak jeden z nagłówków wskazywał na zwiększenie gotowości alarmowej w związku z podejrzeniem związków pomiędzy wiezionymi w Salzburgu dżihadystami a zamachowcami z Brukseli. W numerze ponadto m.in.: o praktykantach wiedeńskiego pensjonatu, którzy codziennie przygotowują posiłki dla uchodźców; o Papieżu, który będzie mył uchodźcom stopy; informacja, że jedną z ofiar brukselskiego ataku był uciekinier z Syrii; o walkach o Mosul i Palmirę; oraz o tragicznych warunkach i chaosie panującym w obozach dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos. Ale najwięcej miejsca, bo całe dwie kolumny, gazeta poświęca związkom pomiędzy przebywającymi w Austrii islamistami a terrorystami z Brukseli. Droga przez Austrię była ważna dla terrorystów, bo tu mieli miejsce kontaktowe, a Salah Abdelsam (zamachowiec z Paryża) z Syrii do Belgii jechał właśnie przez Austrię. Policja wiedziała o tym, ale nie zareagowała.

W komentarzu odredakcyjnym Josef Votzi pisze o wojnie religijnej, która stwarza nowe nieszczęście. Według niego stawianie tezy, że „Wszyscy muzułmanie (potencjalnie) są terrorystami” dolewa oliwy do ognia. Takie tezy – pisze autor komentarza - służą populistom i mogą doprowadzić do wojny religijnej pomiędzy chrześcijanami, muzułmanami i ateistami. Siewcy nienawiści są wśród nas, a nawoływanie do wojny – jak to zrobił premier Francji – nie pomaga. Votzi uważa, że pokój we własnym domu zaczyna się od rozbrojenia słów. Potrzebne jest jasne określenie granic wobec fałszywie pojmowanej tolerancji, zaostrzenie kontroli i mocniejsza europejska współpraca.

Votzi uważa za kpinę z ofiar to, że zabójcy z Brukseli od lat znajdowali się na belgijskiej liście najbardziej niebezpiecznych islamistów, ale mogli bez przeszkód podróżować przez Austrię i pół Europy. To skandal – pisze – że w Wiedniu działają w ponad stu przedszkolach wątpliwe stowarzyszenia islamskie niekontrolowane przez austriacką biurokrację, która dała im wolną rękę.  To skandal, że dziesiątki tysięcy dzieci z brakiem podstawowej wiedzy do życia  w społeczeństwie nie znajdą nigdy pracy i staną się ofiarami siewców nienawiści. Autor wzywa do częstszych i dokładniejszych kontroli, lepszej współpracy tajnych służb, ale też do tego, żeby nie tolerować „kaznodziejów nienawiści po obu stronach nowego frontu terroru”.

W sobotę 26 marca przeczytałem gazetę „Kronen Zeitung”, wydawaną od 1900 roku. Wydawcą jest Mediaprint, nakład wynosi około 800 tysięcy egzemplarzy dziennie. Jest to bulwarówka przedstawiająca się jako „niezależna”. Na pierwszej stronie przykuwał uwagę tytuł „Terroralarm auch in Deutschland”. Pierwsze siedem stron spośród 80-ciu sobotniego wydania zawierały informacje i artykuły dotyczące terroryzmu, imigrantów i uchodźców. Między innymi o udaremnieniu przygotowywanych ataków terrorystycznych w Paryżu, o zatrzymaniu w Niemczech (w Dusseldorfie) popleczników terrorystów z Paryża i Brukseli, o przepełnionych obozach dla uchodźców na granicy grecko-macedońskiej oraz o 260 bojownikach państwa islamskiego, którzy pochodzą z Austrii, i spośród których około 80 może dziś z powrotem przebywać w Austrii. Przerażające jest to – stwierdza autor tego ostatniego artykułu – że więcej niż tysiąc osób w Austrii zadeklarowało się jako sympatycy IS.

W dziale opinii „Profile Pointen” Kurt Seinitz pisze, że im bardziej będzie okrążane państwo islamskie, tym bardziej będzie agresywna piąta kolumna dżihadystów w Europie. Autor stwierdza, że Europa musi się wreszcie bronić, mając wspólną strategię – „Ale nie tak, jak belgijskie pseudo-państwo, które samo z siebie robi durnia”.

Trzy austriackie gazety i trzy różniące się, choć nie tak bardzo, punkty widzenia na sprawę walki z terroryzmem. To, co wspólne, to świadomość, że problem narasta i potrzebna jest większa mobilizacja wszystkich europejskich sił.

Prasę austriacka przejrzał i opisał Marek Palczewski

31 marca 2016

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl