Władze Sejmu i Senatu chcą jeszcze bardziej ograniczyć dostęp dziennikarzy do parlamentarzystów i przenieść ich do pomieszczeń Straży Marszałkowskiej, naprzeciw wejścia głównego. Od połowy stycznia dziennikarze, fotoreporterzy i operatorzy nie mogą już wchodzić do wąskiego korytarza otaczającego salę plenarną ani czatować przed drzwiami marszałków. Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa klubu PiS tłumaczy to tak: „Prawdą jest, że czasami trudno przejść obok państwa w parlamencie. Ale prawdą jest również to, że czasami przejście obok państwa jest prawdziwa przyjemnością”. Dziennikarze solidarnie krytykują kolejne, planowane obostrzenia.

Jacek Czarnecki, Radio ZET:

Restrykcje wobec dziennikarzy w Sejmie rozpoczął marszałek Ludwik Dorn, pogłębił je Bronisław Komorowski. Zaczęło się od zamknięcia nam dostępu do Nowego Domu Poselskiego. Teraz ograniczenia są kontynuowane: zamknięto nam kuluary. Z tych regulacji posłowie potrafią się jeszcze wytłumaczyć, wyjaśnić, dlaczego to robią, ale zapowiedzi, że chcą nas zepchnąć do bocznego korytarza na parterze Sejmu nie dadzą się obronić.

To jest próba odebrania nam wolności, którą dostaliśmy w 1989 roku. Od tego czasu dziennikarze mogli wejść wszędzie i kontrolować posłów. Jak Aleksander Kwaśniewski uciekał oknem, jak chlali wódkę czy się bili, mówiliśmy o tym. W kuluarach nagraliśmy pijaną posłankę PiS Elżbietę Kruk, chwiejącego się na nogach Ludwika Dorna czy posłankę SLD Małgorzatę Ostrowską, która śpiewała nam w barze „Za kratą”: „Jeszcze idzie pierwsza para …”. Teraz posłowie mogą robić, co chcą i nikt się nie dowie, bo nie mamy dostępu do Nowego Domu Poselskiego. Pretekst do zamknięcia kuluarów pojawił się za czasów marszałka Radosława Sikorskiego. Tłumaczono, że dziennikarze blokują kuluary i w na wypadek pożaru ewakuacja byłaby utrudniona, tym samym naruszają normy bezpieczeństwa. Bzdurna argumentacja. Ale rozumiem, że politycy nie chcą tam dziennikarzy. Nam najwygodniej było czekać na polityków w kuluarach, w korytarzu okalającym salę plenarną. Tam najczęściej nagrywaliśmy wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jeśli w ogóle chciał się wypowiadać.  Teraz wymyślają restrykcje, aby posłom dać więcej wolności, odciąć ich od nas. Dla mnie, dziennikarza pracującego w Sejmie od dwudziestu lat,  jest to stopniowe ucinanie naszej swobody, niszczenie symbolu dziennikarskiej wolności, możliwości kontrolowania polityków. Jeśli restrykcje wejdą w życie, nie będziemy mogli tego robić.

Agnieszka Rucińska, Informacyjna Agencja Radiowa:

Nie jest tak, że dziennikarze mogą robić wszystko. Zdarzało się, że nadużywaliśmy wolności w Sejmie, ale przekraczanie granic nie było wynikiem braku kultury, tylko nieuwagi, przypadku. Operatorzy często poruszają się tyłem i bywa, że kogoś potrącą, ktoś komuś nadepnie na stopę, szturchnie, zawadzi kamerą o głowę. Takie sytuacje jednak w niczym nikomu nie zagrażają. Nie ma w tym niczego dramatycznego. Swobodne poruszanie się dziennikarzy po korytarzach Sejmu miało na celu spokojną obserwację tego, co robią politycy. Nie jest najważniejsze, że czasami przyłapaliśmy ich pod wpływem alkoholu, ale takie sytuacje też dowodzą, kogo do Sejmu wybieramy, z kim mamy do czynienia. Kolejne, planowane ograniczenia nie pozwolą nam już takich przypadków zaobserwować. Może to mieć znamiona delikatnej cenzury. Tymczasem ważne, aby współpraca była obopólna, bo wiadomo, że politycy bez mediów nie istnieją i będzie to utrudnienie szczególnie dla opozycji.

Wykonujemy swoją pracę, ale politycy swoją. Jestem za utrzymaniem zakazu wstępu dziennikarzy do restauracji, który obowiązuje od dawna, a także kuluarów – niechaj to będą miejsca, w których politycy mogą spokojnie porozmawiać bez mikrofonów. Ale wyrzucanie dziennikarzy do innego budynku czy na koniec korytarza może utrudnić dostęp polityków do mediów i odwrotnie. Nie widzę żadnego uzasadnienia, aby aż tak drastycznie z nami postępować. Myślę, że dla wspólnego dobra jesteśmy w stanie z kancelarią Sejmu się porozumieć, aby nie utrudniać nam pracy i znaleźć rozwiązanie w ramach kultury.

Łukasz Jankowski, Radio WNET:

Nie od dziś politycy uważają, że Sejm jest zbyt demokratyczny, za bardzo otwarty na dziennikarzy i powinno się to ukrócić. Nie sądziłem jednak, że ktoś będzie chciał te zapowiedzi wcielać w życie. Ograniczenia, jak wiadomo, już wprowadzono. Dziennikarze nie mogą wchodzić do kuluarów. Zamknięty jest też korytarz, gdzie są gabinety marszałków. To już utrudnia pracę korespondentom, coraz trudniej odnaleźć miejsca, w których można spokojnie porozmawiać. W tym tygodniu dowiedzieliśmy się od marszałka Sejmu, że planuje się zamknięcie wszystkich korytarzy i przeniesienie dziennikarzy do pomieszczeń zwalnianych przez Straż Marszałkowską. To zakrawa na skandal, bo zamknie możliwość rozmowy z posłami, ministrami. Pewnie chodzi o to, aby skończyły się gonitwy dziennikarzy za politykami, co znamy z telewizji, ale to często była jedyna szansa, aby cokolwiek uszczknąć rąbka tajemnicy o tym, co się dzieje w rządzie. To są złe pomysły, ograniczające dotychczasowy model demokracji przyjaznej dla dziennikarzy. Całe środowisko dziennikarskie powinno dać wyraźny głos, że nie ma zgody na odseparowanie się od członków parlamentu, bo to szkodzi polskiej demokracji. Mam tylko jedno pytanie: ciekawe, jak marszałek będzie chciał rozwiązać udział dziennikarzy w komisjach sejmowych, skoro planuje zamknąć korytarze.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl