Brytyjska prasa – konserwatywna i liberalna – pełna jest,  i tak będzie do 8 listopada,  artykułów na temat Donalda Trumpa.  Ton lewicy – znamy, lecz zaskakujące bywają wypowiedzi  konserwatystów. Głosy lewicy i prawicy prawie się  pokrywają, że zacytuję dwie wypowiedzi, obie pomieszczone na łamach  konserwatywnego „Daily Maila”. Oto „ Mail On Sunday” i komentarz byłego ambasadora Zjednoczonego Królestwa w Stanach Zjednoczonych, sir Christophera Meyera. „Wyobrażcie sobie – pisze dyplomata – że możecie głosować tylko na Farage’a albo Corbyna”. Przy czym Farage, to przywódca anty-establishmentowego UKIP-u, a Corbyn, lider Labour Party, to twardogłowy lewak, który nie dostrzegł klęski komunizmu i wciąż wdzięczy się do Putina. „Nic dziwnego – pisze dalej -  że Stany Zjednoczone boją się przyszłości. To moment, kiedy świat potrzebuje w Gabinecie Owalnym silnej i zrównoważonej ręki, czego nie można się spodziewać ze strony Trumpa czy Cruza, z ich biało-czarnym obrazem świata, ksenofobią i twardą wojenną retoryką.  Ani też od Berniego Sandersa, którego doświadczenia nie sięgają poza małe stany New Hampshire czy Vermont”. A czego można się spodziewać po naszej stronie Atlantyku? „ – Tutaj wyborcy  są  także  zmęczeni establishmentem politycznym – odpowiada sir Christopher -  powstaje  coraz więcej partii – reakcji na przesunięcie w lewo ideologii  politycznych elit, łącznie z konserwatywnymi. UKIP w Wielkiej Brytanii, Front Narodowy we Francji, Podemos w Hiszpanii, przegrana Labour Party w Szkocji na rzecz narodowej SNP, to część tego fenomenu.  Ale wciąż mamy nadzieję, że ostatecznie Amerykanie wybiorą >bezpiecznego< kandydata jak Jeb Bush lub Hillary Clinton.  Jednak przypuśćmy, że na fali nowego entuzjazmu ktoś taki jak Trump czy Bernie Sanders znajdzie się w Białym domu?” – kończy dość histerycznie, zwłaszcza jak na dyplomatę. Najwyraźniej widać, że wolałby nawet demokratkę Hillary Clinton, za którą ciągną się stare  korupcyjne  kłopoty i nowe, „niedyskretne” maile,  niż Donalda Trumpa czy nawet Teda Cruza, którego wyrazista prawicowość najwyrażniej go irytuje. Przewidywalność wydaje się dla niego ważniejsza niż światopogląd i program przyszłego prezydenta USA.

  Ciekawe, że nie tylko politycy, ale i dziennikarze konserwatywni traktują Donalda Trumpa jak hydraulika, który wyrwał się z łazienki, gdzie naprawiał rurę odpływową na salony, gdzie upił się i  zwymiotował na drogi dywan. Oto znany publicysta z pewnością prawicowego „Daily Maila”, Stephen Glover, który tak zatytułował swój komentarz.”Jest próżny, wulgarny i kłopotliwy. Ale nie brać Trumpa serio, byłoby infantylnym szaleństwem”. I w swoim długim na cała kolumnę artykule, właściwie nie wychodzi poza ten przekaz. Padają epitety jak „prawicowe dziwadło”, „miliarder – bufon” i supozycje, że sprowadzi na świat klęskę  nuklearną. Glover posuwa się nawet do stwierdzenie –„Nigel Farage przy Trumpie, to nieśmiały liberał” - i porównuje  Trumpa i Teda Cruza do Dżingiz Chana – cokolwiek by to miało znaczyć.  Lamentuje nad aliansami miliardera i znęca się nad głosem Sary Palin, który podobno „przypomina piłę mechaniczną”.  Wytyka miliarderowi trzy żony, „Playboya”  w biurze, twierdząc, że  nie powinien się zatem wypowiadać na tematy moralne. I boleje, że „za każdym razem, kiedy Trump  manifestuje swój zły gust, dostaje w badaniach opinii publicznej kilka punktów więcej.   Co znaczy ten „zły gust”? „Twierdzi jak szalony – odpowiada publicysta Glover -  że Obama nie urodził się na amerykańskiej ziemi, że Meksyk przesyła Ameryce handlarzy narkotyków i gwałcicieli,  proponuje, aby wznieść wysoki mur, oddzielający Meksyk od USA i nie przyjmować muzułmanów”. Przecież taki wysoki mur zbudowali w  206 roku p.n.e Chińczycy, aby chronić się przed Ludami z Wielkiego Stepu i okazał się skuteczny, całkiem niedawno Izrael na granicy z Gazą, który okazał się mniej skuteczny, mury rosną jak na drożdżach w samym sercu Europy. Na koniec Glover zachęca, choć bez przekonania: ”Donald Trump może sobie być kłopotliwy, wulgarny, ale spieszmy się do niego przekonać! Może być lepszy niż się dziś wydaje. Choć wszyscy mamy nadzieje, że nie stanie się przyszłym prezydentem Stanów Zjednoczonych, nadszedł czas, abyśmy wzięli to pod uwagę” – kończy dramatycznym tonem konserwatywny publicysta Stephen Glover.

    Czym ta wypowiedż podobno konserwatysty różni się od opinii lewaków? Niczym, ta sama koncepcja  doprowadzania problemu do absurdu, która próbuje ośmieszyć poglądy przeciwnika, ten sam mentorski ton, poczucie wyższości lewicowych elit i grymas, jakby w tajskiej knajpce  przez pomyłkę dostał  filet ze szczura garnirowanego szarańczą. I on, podobnie jak polityk – sir Christopher Meyer – z żalem wspomina, jak to łudził się nadzieją, że nominację otrzyma „bardzo doświadczona” Hillary Clinton lub Jeb Bush, „stara dobra szkoła republikańska”. Co do Jeba Busha, też byśmy chcieli – ale czy  potrafiłby stanąć oko w oko z nową, dramatyczną rzeczywistością, amerykańską i nie tylko, i dać sobie z nią radę? A z drugiej strony – co stało się z Ameryką, skoro do politycznego establishmentu wdarli się tacy mało konwencjonalni kandydaci jak z jednej strony Donald Trump, a z drugiej Bernie Sanders, który na miesiąc miodowy zabrał swoją żonę na wycieczkę do Związku Sowieckiego, do dziś chwali osiągnięcia ekonomiczne Kuby, broni Korei Północnej i kokietuje Castro i Putina?

  Fala niezadowolenia z rządów dotychczasowych politycznych elit zalewa Europę i Stany Zjednoczone. Mainstreamowe partie przestały być dla wyborców atrakcyjne, bo nie potrafią rozwiązywać nowych problemów. Putinowska Rosja, zajmuje kolejne tereny suwerennej Ukrainy, terytorialne ambicje Chin grożą konfliktem w rejonie Morza Południowo-Chińskiego, ISIS wyznacza nowe granice na Bliskim Wschodzie, a islamscy terroryści dotarli już do samego serca Europy. Problemy Unii Europejskiej z ledwie dyszącą gospodarką i niekontrolowaną lawinę imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zagrażającą stabilności całej Europy.  A instytucje, stworzone po II wojnie – NATO, ONZ, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska – najwyraźniej osłabione, zdarza się, że skompromitowane,  i świat na granicy anarchii.  Więc być może wyborcy czują, że nowa sytuacja, Europy, Ameryki wymaga nowych, zupełnie innych przywódców? Jakże infantylna w tym kontekście była inicjatywa 50 posłów brytyjskiej lewicy, która wniosła projekt uchwały, zabraniającej Trupowi wjazdu do Zjednoczonego Królestwa! Stare, dawne elity nie dotrzymują kroku zmieniającemu się gwałtownie, coraz bardziej niebezpiecznemu i grożnemu  światu. Nowi ludzie na nowe, trudne czasy? Wymiana elit politycznych jako wynik nieskuteczności, indolencji obecnych? Koniec epoki lewicowych elit, które już zainfekowały prawicowe, a z pewnością zdominowały instytucje, organizujące porządek naszego świata? Dziś trudno jeszcze odpowiedzieć na te pytania.

                                                                     Elżbieta Królikowska-Avis. 4 kwietnia 2016

   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl