Dwa dni temu Wielka Brytania rozpoczęła uroczystości, związane z 90-leciem urodzin  Elżbiety II, które się będą ciągnęły do czerwca.  Był czas na „Long live the Queen!” i na „Happy birthday to you”,  dowiedzieliśmy się, że ma około 450 public engangements, czyli  450 spotkań publicznych rocznie, że jest patronką 600 fundacji charytatywnych, w kraju i państwach Wspólnoty Narodów, i że brytyjska monarchia jest najdroższa w Europie. Przy okazji statystyka, zamieszczona w „Independencie” wyjawiła, że wprawdzie „monarchia w złotej karocy” kosztuje brytyjskich podatników 40 mln funtów rocznie, ale podobno nowoczesna holenderska „monarchia na rowerze”, jest tylko o 4 mln funtów tańsza. A jeśli idzie o wysokość kosztów na głowę ludności, najdroższa jest rodzina królewska z Norwegii,  najtańsza hiszpańska, a brytyjska ze swym 0.62 funta mieści się w połowie tabeli.  Zważywszy, że jest ok. 30 mln podatników, to wraz z  ukrytymi kosztami / m.in. ochrona/  monarchia kosztuje rocznie podatnika 1.26 funta, mniej niż  filiżanka kawy w Costa Coffe. Oto jak jedna statystyka obala kilka mitów naraz.

  Urodziny Elżbiety II to dla brytyjskiej prasy lewicowo – liberalnej świetna okazja do polowania na królową i monarchię. Od kilku tygodni codziennie na łamach „Guardiana”, „Independenta” czy tabloidów z grupy The Mirror, ukazują się jakieś rewelacje, zdarza się, że prostowane potem przez Buckingham Palace. Kilka tygodni temu  tabloid  „Sun”, własność Ruperta Murdocha, ogłosił grubym drukiem i na czerwono ”Queen backs Brexit”, „królowa popiera Brexit”.  Wkrótce się okazało, że  żródłem tej wiadomości  był jakiś anonimowy informator, który opowiedział „Sunowi”, że w 2011 roku podczas nieoficjalnego lunchu w Pałacu Buckingham Elżbieta II wyraziła podobno swój eurosceptyczny punkt widzenia na temat  miejsca Wielkiej Brytanii w Unii.  Królowa się zirytowała, bo bardzo pilnuje neutralności  swoich publicznych wypowiedzi, i  sztab prawników i specjalistów ds. wizerunku złożył oficjalną skargę  do regulatora prasy IPSO.  Ciekawa była ich argumentacja: nie bawili się w politykę, tylko zwrócili uwagę, że  „w roku 2011  nie istniało jeszcze przecież słowo Brexit”.  Widać, że  królowa doskonale pamięta, co zrobiono z jej jednozdaniową wypowiedzią przed referendum w sprawie secesji Szkocji. Jej „hm, ludzie powinni się poważnie zastanowić się nad przyszłością, zanim wrzucą swój głos do urny”,  zostało zinterpretowane jako ostrzeżenie przed rozpadem kraju, poczym nastąpiło oskarżenie Elżbiety II o mieszanie się w sprawy polityczne.

   Wiele hałasu narobił news, że prezydent Barack Obama  zostanie przez królową przyjęty nie w Pałacu Buckingham,  jej oficjalnym biurze, ale  na prywatnym obiedzie w zamku Windsor, w  jej domu.  Z sugestią, że Obama „zostanie przez doradców dworu pouczony, aby nie bawił się w indoktrynację  gospodyni, która – jak podawał >Sun< popiera Brexit”.  Znowu jeden fakt prasowy,  obnażony jako kłamstwo, posłużył zbudowaniu kolejnej konstrukcji zbudowanej z kłamstw.  I znów  bicie piany przez lewicową prasę, bo w 1982 roku prezydent Reagan  także  został przyjęty w zamku Windsor, podobnie jak w 2008 roku George W. Bush. A prezydent  Eisenhower w 1959 był nawet przyjmowany w zamku Balmoral czyli letniej siedzibie  rodziny  królewskiej, gdzie spędza sierpień i wrzesień.

  Głośny był także wywiad w „Independencie” z liderem republikanów, Grahamem Smithem.  Najpierw Smith zganił BBC,  że ta dokładnie relacjonuje  uroczystości urodzinowe królowej.  Nawoływał do krajowego referendum, gdzie Brytyjczycy – zaraz po śmierci Elżbiety II - mieliby się wypowiedzieć na temat ewentualnej abolicji monarchii.  Twierdził, że „królowa nie jest jedynie niewinną turystyczną atrakcją, jak niektórzy sądzą, że regularnie wtrąca się w sprawy polityczne i jest poważnym obciążeniem dla podatników”. „To niewłaściwe – ciągnął – mamy XXI wiek i ludzie nie są monarchią zainteresowani!” Jakże się Graham Smith myli!  Otóż jego ugrupowanie liczy 5 tys. członków, około 35 tys. entuzjastów, to razem 40 tys., a jak pokazują ostatnie badania opinii publicznej, poparcie dla monarchii utrzymuje się na stałym poziomie 68%!  Ile to milionów obywateli?  Są to cyfry niewspółmierne, ale brytyjska lewica wciąż próbuje swoich sił, wedle recepty „Guardiana”: „są, bo są, ale tylko do chwili, kiedy Wielka Brytania stanie się republiką”. Prawda, trudno powiedzieć co stanie się po śmierci  90-letniej  Elżbiety II, bo następca tronu książę Karol należy do najmniej popularnych członków rodziny Windsorów i praktycznie wszystko może się zdarzyć. Ale jeśli  uda mu się rządzić  bez specjalnych skandali i względnie szybko przekaże koronę księciu Williamowi, monarchia może przetrwać, i to w niezłej kondycji.

  A uroczystości  urodzinowe trwają ich zwieńczeniem obchodów ma być  11 czerwca. Najpierw msza dziękczynna  w katedrze św. Pawła, potem malownicza defilada wojskowa Trooping the Colour, a następnie Patron’s Lunch, obiad charytatywny na ulicy The Mall na 10 tys. biesiadników. Przy stolikach zasiądzie więc 10 tys. gości,  każdy z nich dostanie koszyk piknikowy od Marksa i Spencera z eleganckim letnim napojem Pimm’s,  kawałkiem sera Cheddar i lodami Wall’s,  a także płaszczem przeciwdeszczowym i tubką kremu chroniącego przed słońcem.  W  specjalnej loży widać będzie królową wraz z  księciem Filipem  i wnuczkami, Williamem i Harry’m.  A  wszystkie te atrakcje  za jedyne 150 funtów za bilet - zyski zostaną przekazane na organizacje charytatywne, którym patronuje Elżbieta II. Tak więc tymczasem  każdy robi swoje. A zwycięzca tych kilkusetletnich zmagań monarchia - republika? Ja stawiam na monarchię. Przynajmniej tak długo, jak długo Elżbieta II  będzie prowadziła Firmę w swój dyskretny, stanowczy i zdroworozsądkowy sposób, nie bojąc się ustępstw ni kompromisów.

                                                                              Elżbieta Królikowska-Avis. 23 kwietnia 2016   

    

   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl