Film „Niewygodna prawda” reklamowany jest jako mocniejszy od „Spotlight” i „Big Short”. Tego drugiego nie widziałem, pierwszy jest świetny. A „Niewygodna prawda”? Ma wady i zalety. Zawiera prawdy i mity. Warto je prześwietlić.
Film jest oparty na książce Mary Mapes, która jest główną bohaterką filmu (gra ją Cate Blanchett). Mapes przez wiele lat była dziennikarką i producentką programu CBS News, w tym słynnego programu śledczego 60 Minutes. To ona ujawniła w telewizji informacje o torturach w więzieniu Abu Ghraib, przeznaczonym dla islamskich terrorystów lub osób podejrzanych o terroryzm (wcześniej pisała o tym agencja Associated Press). Za tamten materiał otrzymała Peabody Award. „Niewygodna prawda” opowiada historię amerykańskich dziennikarzy, którzy przed wyborami prezydenckimi w 2004 roku postanowili opisać kulisy służby Georga W. Busha w Gwardii Narodowej. Według programu CBS, wyemitowanego 8 września 2004 roku, Bush uchylał się od służby wojskowej, a pomagać mu w tym miał m.in. jego ojciec. Prowadzącym 60 Minutes był wtedy Dan Rather (gra go Robert Redford), który wziął na siebie dużą część odpowiedzialności za ten przekaz.
Telewizja przytoczyła dokumenty z kartoteki byłego dowódcy Busha w Teksańskiej Gwardii Narodowej, nieżyjącego już ppłk. Jerry'ego Killiana, Wynikało nich m.in., że Bush nie zgłaszał się na badania lekarskie konieczne do lotów szkoleniowych. Miał też ochronę ze strony wpływowych osób, co pozwoliło mu uniknąć udziału w wojnie w Wietnamie. Zgodność treści dokumentów z intencjami autora potwierdziła była sekretarka Killiana, ale za fałszywe uznali je członkowie najbliższej rodziny zmarłego. Powołani eksperci częściowo podważyli autentyczność dokumentów, a częściowo ją potwierdzali. Dokumenty te stacja CBS otrzymała od byłego oficera Gwardii Narodowej Billa Burketta, aktywnego działacza Partii Demokratycznej w Teksasie, zaangażowanego w kampanię przeciw reelekcji Busha.
Autentyczność dokumentów została zakwestionowana: wskazywano m.in., że można je było napisać na komputerze (a na pocz. lat 70. XX wieku nie było to możliwe), oraz że są pisane takim rodzajem czcionki, który w dokumentach z tamtych lat nie występował. Ostatecznie, stacji CBS nie udało się obronić swojego stanowiska i Dan Rather 20 września 2004 roku oświadczył na antenie, że If I knew then what I know now, I would not have gone ahead with the story as it was aired, and I certainly would not have used the documents in question – czyli, w wolnym tłumaczeniu, że gdyby wiedział to, co wie teraz, to nie przedstawiłby tej historii w taki sposób, jak to się stało, i z pewnością nie użyłby tych dokumentów w wyemitowanym programie.
CBS News powołała specjalną, niezależną komisję pod kierownictwem byłego szefa agencji Associated Press i byłego prokuratora generalnego, związanego z Republikanami, która ustaliła, że reporterzy nie dokonali należytej weryfikacji i nie sprawdzili dokładnie wiarygodności swego źródła oraz autentyczności dokumentów (dokumenty Killiana były faksami i fotokopiami). Zwolniono wówczas z pracy trzech producentów programu oraz wiceprezeskę stacji. Pracę zachował Dan Rather, ale odszedł z CBS w 2005 roku. Później wystąpił przeciw CBS z pozwem sądowym, żądając od stacji 70 milionów dolarów, lecz ten pozew przez sądy amerykańskie został oddalony.
Reżyser filmu (debiutujący w tej roli) James Vanderbilt zawierzył książce Mary Mapes Truth and Duty: The Press, the President, and the Privilege of Power tak bardzo, że nie próbował przyjąć bardziej bezstronnej postawy. Film usiłuje przekonać widzów, że istotą sprawy były nadużycia popełnione przez G.W. Busha i przez osoby chroniące go przed udziałem w wojnie w Wietnamie, a nie to, czy dziennikarzom udało się dowieść autentyczności dokumentów Killiana. Taka optyka była zgodna z intencjami producentki programu, Mary Mapes.
Można zapytać, o jakiej prawdzie mówi film, bo „Truth” to jego oryginalny tytuł. Czy o prawdzie Mary Mapes, czy o prawdzie Busha, czy o prawdzie, którą ustaliła komisja CBS? Bo niezależnie od tego, jak było naprawdę, trzeba wyraźnie powiedzieć, że „prawda” ustalona przez dziennikarzy nie miała mocnych podstaw dokumentalnych i metodologicznych. Film pokazuje, że konsekwencją pośpiechu, pobieżnej weryfikacji źródeł, motywów i intencji informatorów oraz pogoni za sensacyjnym materiałem, jest historia niewiarygodna, niesprawdzona, łatwa do zakwestionowania, zatem „nieprawdziwa”.
Można się dziwić, że taka wpadka przydarzyła się porządnym dziennikarzom. Że nawet taka ikona amerykańskiego dziennikarstwa, jak Dan Rather, nie ustrzegł się pomyłki. Myślę, że „zawiniła” sytuacja, w której znaleźli się dziennikarze – presja czasu, polityczne uwarunkowania kampanią prezydencką w USA, chęć udowodnienia atrakcyjnej (sensacyjnej) tezy, w dobie stabloidyzowanych mediów, bez jej szczegółowego zbadania. Nie rozmywa to odpowiedzialności reporterów, którzy nie dochowali należytej staranności w procesie zbierania i weryfikowania informacji. Ten film powinien być przestrogą dla tych wszystkich dziennikarzy, którzy zbyt łatwo, często bez namysłu, angażują się w bieżącą walkę polityczną.
Co do ról, to godna podziwu jest Cate Blanchett, zdobywczyni dwóch Oskarów, jako Mary Mapes – dziennikarka poszukująca prawdy, lecz w swojej pasji drążenia tematu tracąca kontakt z rzeczywistością, choć do końca przekonana o swojej racji. Z kolei Robert Redford, jako ikona amerykańskiego dziennikarstwa, pokazał tą rolą, że nie jest ona tej samej siły i jakości, co rola Boba Woodwarda w filmie „Wszyscy ludzie prezydenta”. W tamtym filmie, młody wiek aktora okazał się atutem, synonimem autentyczności i wigoru. W „niewygodnej prawdzie” starszy o 40 lat Robert Redford grający 73-letniego Dana Rathera nie wyróżnił się na tle innych aktorów. Zresztą film jest w zasadzie popisem jednego aktora - Cate Blanchett.
Summa summarum: „Niewygodna prawda” jest filmem słabszym niż „Spotlight”, ale mimo to zasługującym na uwagę. Warto zobaczyć, czego dziennikarze robić nie powinni, żeby nie rozmienić na drobne kariery, którą buduje się latami. Dan Rather, doskonały dziennikarz telewizyjny, jeden z najlepszych w historii USA, zostanie zapamiętany przez opinię publiczną jako bohater afery Rathergate. Szkoda, bo zasłużył na więcej.
Marek Palczewski
27 kwietnia 2016
