Za czasów mego smarkatego dzieciństwa i szczeniackiej młodości na rodzinnej Pradze tytułowego zwrotu używano w sytuacji, gdy ktoś podchodził niepoważnie do rzeczy poważnych. Nawet więc w kręgach praskiej żulii rozumiano, że jak serio, to serio, a jak jaja, to jaja.
Dziś czasy inne, dziś „kpiny z pogrzebu” to codzienność, i to codzienność bardzo, ale to bardzo codzienna. Nie będzie dużo przesady w stwierdzeniu, że nasz „nieszczęsny kraj” (jak zwykł mawiać Stanisław Michalkiewicz) to są jedne wielkie „kpiny z pogrzebu”. Jakże bowiem można myśleć inaczej o kraju, gdzie durnostwo, bylejakość, hucpa, humbug, pozory i inne żałosne zjawiska spotykają się z odbiorem chwilami wręcz natchnionym, zaś sprawy naprawdę ważne, ba, zasadnicze, toną w oceanie szyderstw, kłamstw, manipulacji, awantur, prześmiewstwa, jazgotu, pieniactwa i pozorów?
Każdy, komu polski los i polskie sprawy bliskie, patrzy dziś na media, bo tam Dobra Zmiana ma być zauważalna najszybciej, a do tego traktowana jest jako coś superważnego. To podejście słuszne, obywatelskie, dość się bowiem przez lata rządów Platformy i „arbuzów” nacierpieliśmy, nazżeraliśmy nerwów widząc, jak rzeczywistość jest dzień po dniu, godzina po godzinie zakłamywana, jak uczciwi są wyszydzani i opluwani, a cwaniacy, manipulatorzy i szkodniki porastają w piórka i dumnie obnoszą się z etykietami w rodzaju „reformatora”, „męża stanu”, „energicznego przywódcy”, „nowoczesnego polityka” e tutti quanti.
Okazuje się jednak, że ową Dobrą Zmianę łatwiej zadeklarować niż urzeczywistnić.
Dosłownie przed kilkoma dniami przypadkiem trafiłem w TVP Historia (w ramach Dobrej Zmiany dyrektorem został tam Piotr Gursztyn) na spektakl najdelikatniej rzecz ujmując kuriozalny: na film dokumentalny „Akcja >>Wisła<<”, scenariusz i realizacja niejaka pani Jadwiga Nowakowska. Patrzyłem sparaliżowany. Przez godzinę z górą wypowiadający się w tym „dokumencie” Ukraińcy mówili o polskich zbrodniach na ich narodzie: o rzeziach, torturach, zsyłkach do obozów koncentracyjnych, o szykanach, głodzeniu Ukraińców przez PRL-owską władzę. Szczytem kłamliwego obrzydlistwa były opowieści o „obozie koncentracyjnym” dla Ukraińców w Jaworzu, który to obóz od Oświęcimia (tej nazwy używali „bohaterowie” Jadwigi Nowakowskiej) różnił się tylko tym, że nie było tam komór gazowych i krematoriów. Ale zasieki z drutu kolczastego pod prądem - już tak. „Polską rację stanu” reprezentowali w tym filmie dwaj… milicjanci – jeden, który do MO trafił z… Armii Krajowej (sic!), a drugi – z dobrowolnego zaciągu. Co oni mówili? Mówili, że tak było trzeba, bo mordy UPA nie ustały wraz z końcem wojny. Czyli mówili oczywistości. Zresztą – kto by tam słuchał byłych milicjantów…
Czekałem, aż pojawi się „narracja” z drugiej strony. Nie doczekałem się. Potok oskarżeń Polaków płynął wartkim strumieniem. Ot, jakaś kobiecina raz czy drugi wspomniała, żeby już dać spokój, że to było tak dawno… Że w końcu byli i dobrzy Polacy…
Film się skończył, a z tzw. tyłówki, czyli z napisów końcowych, dowiedziałem się, że „dokument” Jadwigi Nowakowskiej wyprodukowała TVP w roku… 1992. 24 lata temu… To był, jak sobie ten i ów zapewne przypomni, czas, gdy „demokraci” spod znaku „Gazety Wyborczej” uruchamiali machinę tzw. pedagogiki wstydu, czyli chlastania Polaków oszczerczymi oskarżeniami o wszelkie świństwa, draństwa, a nawet zbrodnie.
Zgasiłem odbiornik i pomyślałem sobie, że za emisję tego filmu dyrektor Gursztyn powinien stracić stanowisko. Bo właśnie robi sobie „kpiny z pogrzebu”. Powie ktoś: trudno nad wszystkim zapanować… Odpowiem: nie potrafisz – zmień pracę, bo niejednego jeszcze takiego szpasa wytną ci pracownicy TVP, którzy na słowa o Dobrej Zmianie dostają białej gorączki.
Niedługo potem w innej audycji z poletka Dobrej Zmiany – programie publicystycznokulturalnym „Tanie dranie” (główny animator – red. Krzysztof Kłopotowski) w TVP Kultura (szefem w ramach Dobrej Zmiany został dyr. Mateusz Matyszkowicz) debatowano na temat roli tabu w kulturze. Był tam m.in. prof. Klaman z gdańskiej ASP, specjalista od bluźnierczych instalacji „artystów” w rodzaju Kozyry czy Nieznalskiej i innych wyczynów oraz jakiś „młody zdolny”, nazwiska nie pamiętam. Myśl główna – trzeba rozwalać polski zaścianek, uczyć innego myślenia o sprawach spleśniałych ze starości (jak wiara, tradycja, etos). W ramach owego nowego myślenia pokazano np. pracę jakiegoś świadomego artysty naszych czasów; młody mężczyzna spleciony był w namiętnym, ba, niemal seksualnym uścisku z… krucyfiksem, pieszcząc figurę Chrystusa. „Tak też można uwielbiać Zbawiciela” – skomentowano w programie. A całość zakończył red. Kłopotowski odważnym stwierdzeniem, że bez rozwalania różnych tabu nie będzie postępu w kulturze.
Dyr. Matyszkowicz też pewnie nie miał czasu, żeby program obejrzeć, bo „kto da radę dopilnować wszystkiego…”.
Jak widać, Dobra Zmiana wkracza do TVP szeroką strugą. A że ktoś nazwie to wszystko, te niby reformy i „odnawianie” TVP „kpiną z pogrzebu”? Niech sobie nazywa…
A tak na marginesie to z tym pogrzebem coś może być na rzeczy…
