Jeszcze kilka uwag o audycie z 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej. Może nie tyle o samym audycie, ile o tym co nastąpiło potem, reakcji na audyt. Na początek trzeba przyznać, że fakty i statystyka, podane przez kilku ministrów, robiły wrażenie. Te dotyczące pracy służb specjalnych, prób manipulacji tożsamością narodową poprzez żonglowanie pieniędzmi na kulturę, informacje na temat stanu państwa, stosunku władzy do obywateli, łamanie praworządności i demokracji. Nawet dla dziennikarza konserwatywnego, który wcześniej nie miał specjalnych złudzeń i jasno widział wady klasy rządzącej, jej cynizm, niekompetencję, marnowanie pieniędzy podatników, brak szacunku dla prawa, był to prawdziwy szok poznawczy! Z audytu wyłania się obraz kraju bez gospodarza – gorzej, jeśli przyjmiemy, że jednak jest, to gospodarz ten dawał przyzwolenie, i nie za darmo, na ingerencję obcych państw i rozkradanie majątku narodowego. Nie reagował na sygnały zagrożenia zewnętrznego, ani na patologie w samym kraju. Widać było jak na dłoni jakie grupy interesów były zblatowane z władzą, i kto za zgodą kierownictwa mógł spokojnie szkodliwe dla budżetu państwa i kieszeni obywateli interesy robić, kto to robił i za ile. Utkwił mi także w głowie passus z wystąpienia ministra kultury Piotra Glińskiego, który mówił o tym, że każda wspólnota, lokalna, rodzinna, narodowa musi – jeśli chce przetrwać – musi opierać się na wartościach. O tym, że myśmy już ten pakiet wartości dawno, ponad 1000 lat temu wybrali, i jak przez te 8 ostatnich lat próbowano nas tego systemu pozbawić, albo zamienić na inny, liczący sobie trochę ponad 200 lat, lewicowo – liberalny, obcy polskiemu myśleniu, historii i tradycji.
Społeczeństwo dostało dość informacji, aby wytworzyć sobie własny obraz ubiegłego 8-lecia, i bardzo jestem ciekawa, co z tym zrobi? Interesująca jest jednak reakcja opozycji, zwłaszcza Platformy Obywatelskiej na audyt. Zadnego bicia się w piersi, kajania się - nawet gdyby miała być to jedynie hipokryzja - po to aby dać sygnał ludziom, że rozumie co się stało, i że przeprasza. Taki akt ekspiacji pojawia się zwykle w sytuacji ujawnienia skandalu tam, gdzie mamy rządy demokratyczne, i gdzie obywatele znają swoje prawa. A jedną z tych zasad jest służebność władzy wobec społeczeństwa i jej działanie na rzecz dobra państwa. To co zrobiono u nas, to, z przeproszeniem, gówniarskie odszczekiwanie się audytorom, zresztą w bardzo złym stylu, którego symbolem może być wystąpienie Ewy Kopacz. Kiedy pojawiła się na mównicy, zaniedbana, rozkociudłana, agresywna, i powiedziała „zrobię wszystko, by przywrócić Polsce normalność”, powiało i „Królem Ubu” i powiatem. A już dowcip, bo to miał być chyba dowcip, „premier Beata Szydło zasłużyła nawet na całusa od prezesa” - no sami Państwo widzą! Było jasne, że PO próbuje przejąć inicjatywę, ale co to jest za inicjatywa?
Posłowie opozycji podjęli jedyną narracje, która przyszła im do głowy – iść w zaparte. Pamiętam jak w moich więziennych czasach, podczas śledztwa życzliwe kryminalistki z celi radziły:” im śledzie bliższe prawdy, tym bardziej idziesz w zaparte”. Jak widać zasada żywa do dziś jak „nauki Lenina”! Twierdzili, że wszystko co zostało powiedziane, to kłamstwa, niedomowienia, brak konkretów, dane z sufitu. „Audyt? To raczej akt oskarżenia” – twierdził Grzegorz Schetyna.” Inwigilacja? Ja w to nie wierzę” - to z kolei sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski. „To co się odbywa, to jedna wielka hucpa. Sugestie, insynuacje i pomówienia” - dowodził inny mandaryn opozycji. „Pojawił się nowy talent aktorski, minister Macierewicz. Szkoda tylko, że komediowy, a tu mamy dramat” - próbował dorównać dowcipem swemu poprzednikowi Tomasz Siemoniak. A Andrzej Celiński sięgnął do swoich nieograniczonych zasobów pretensjonalności i patosu i zagrzmiał: „Materiał ogólnikowy … obraźliwy dla słuchaczy, obraźliwy dla państwa polskiego … polityka palenia mostów”. Wspomniał jeszcze o limitach czasowych: 10 godzin dla partii rządzącej do 45 minut dla opozycji, na co potem, bodaj w TV Info, Zbigniew Girzyński odpowiedział: „ PO jest sama sobie winna, bo czując się pewnie w siodle, wprowadziła niedawno nowy regulamin obrad, mniej korzystny dla opozycji”.
I nie ma się co dziwić tym proporcjom czasowym, bo podobne standardy panują na świecie. Np. w Izbie Gmin podczas cotygodniowej „środy premiera” znacznie więcej czasu na wypowiedzi, a potem zadawanie pytań mają posłowie partii rządzącej, a mniej opozycja. Tak samo dzieje się, kiedy władzę przejmuje nowe ugrupowanie. Robi się „protokół otwarcia”, aby można było potem, przed kolejnymi wyborami powszechnymi, porównać w jakim stanie zastało się państwo, i co zrobiło przez cztery kolejne lata. Chodzi o rodzaj sprawozdania dla wyborców, by wiedzieli co ustepująca partia jest warta, i co może zaoferować. Tak już w demokracjach jest - i w gruncie rzeczy to wszystko jedno czy nazwie się to audytem, „protokołem otwarcia” czy „raportem o stanie państwa”. Rzecz druga: aby można było przejść do terapii, potrzebna jest diagnoza. I to, co zostało zaprezentowane podczas niedawnego audytu, jest taką właśnie diagnozą, „raport o stanie zdrowia państwa”. I sprawa kolejna: Platforma, która oskarżała PiS o łamanie demokracji i siedem innych grzechów głównych, kiedy okazało się, że sama tkwi z głową w szambie, powinna jednak zająć się raczej odbudowywaniem swojej reputacji, bo w roli sędziego czy mentora jest po prostu niewiarygodna. Czy impeachment, wiszący nad głowa prezydent Brazylii Dilmy Rousseff, kiedy okazało się, że była prezydentem niegospodarnym, łatała budżetowe dziury pieniędzmi pożyczonymi od banków, dozwalała na fałszowanie danych, korupcję i łamanie prawa nie powinien być dla Platformy grożnym ostrzeżeniem? Okazuje się, że demokracja działa skuteczniej w Brazylii, uznawanej do niedawna za trzeci świat, niż w Polsce. A Brazylijczycy, wychodzący na ulicę i domagający się jej ustąpienia – obywatelami bardziej świadomymi swoich praw niż wciąż skołowani postkomuną Polacy.
Elżbieta Królikowska-Avis. 16 maja 2016
