Marnie jest ze światem, w którym banalny, hałaśliwy i w gruncie rzeczy tandetny konkurs piosenki staje się wydarzeniem o kontekstach politycznych. Ale cóż – naprawić świata nie możemy, możemy jednak obserwować i wyciągać wnioski.

Szwedzi, jako gospodarze, pokazali widowisko z gigantycznym rozmachem. Chwilami odnosiło się wrażenie, że te świetlno-laserowe bajery, ten jarmarczny chwilami sztafaż, były ważniejsze od piosenek. Właściwie nie był to festiwal piosenki, a elektroniczny megashow, w którym przez pomyłkę co i rusz pojawiał się ktoś usiłując przykuć uwagę do swej prezentacji. Reakcja licznej publiczności, identyczna w każdym przypadku, wskazywała, że istotnie te produkcje – zazwyczaj mało się od siebie różniące – nie budziły większych emocji (bo o takie w jazgocie i powodzi efektów specjalnych byłoby raczej trudno). Do tego owe piosenki były w 4/5 napisane przez szwedzkich kompozytorów i udostępniane do wyboru wokalistom. Trudno doprawdy o większy idiotyzm! Może gdyby prezentowane utwory miały więcej cech indywidualnych, np. narodowych, łatwiej byłoby je oceniać. A tak – oceny dotyczyły raczej rzeczy zupełnie innych, nie piosenek. Pokazało to wyraźnie głosowanie tzw. jurorów, czyli niby specjalistów.

Głosowanie odzwierciedliło „układ sił” w krajach Eurowizji. Przyznawano punkty kierując się ewidentnymi sympatiami polityczno – sąsiedzkimi: Dania na Szwecję, Białoruś na Rosję… Na Polskę spośród zespołów jurorskich nie zagłosował niemal nikt, do chwili oddania głosu słuchaczom mieliśmy na swoim koncie 7 punktów… Widać opinia, że „w Polsce dzieje się źle”, formowana i forsowana przez różne kręgi polityczne, znalazła w muzycznych gremiach Europy posłuch na zasadzie, którą pierwszy sformułował niejaki Alfred Jarry, francuski dramaturg, w swej sztuce „Król Ubu”: „rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie”. Polski komentator telewizyjny Artur Orzech skamlał więc do Polaków poza Polską (polscy Polacy na swego wykonawcę głosować nie mogli, tak stanowił regulamin), aby głosowali na Michała Szpaka, reprezentanta Lechistanu. No tak, przecież to dramat, że  n a s z a   piosenka się nie podoba, że my się nie liczymy… w świecie showbusinessu… Straszne… Tylko się obwiesić z rozpaczy… Ta PRL-owska jeszcze mentalność zakompleksiałych małych ludzików jest, jak widać, wiecznie żywa…

Dopiero gdy podano wyniki głosowania słuchaczy, Artur Orzech odetchnął z ulgą i drżącym ze wzruszenia głosem dziękował Szpakowi. Za co? Nie wiem. Ale z miejsca przedostatniego awansowaliśmy na miejsce 8, więc honor Polaków został uratowany!

Mój Szacowny Sąsiad z tych łamów, Stefan Truszczyński, wysnuł nawet z tego społeczno-polityczną teorię: że prędzej czy później koniunkturalne elity pójdą w odstawkę, a na świecie zapanuje ludowa sprawiedliwość, bowiem, jak wiadomo, lud się nie myli, a do tego jest sprawiedliwy. Perspektywy są więc świetlane. Co prawda nie wiadomo, kiedy to nastąpi, moim zdaniem raczej już na tamtym świecie, ale poczekać warto.

Leczenie polskich kompleksów metodami iście znachorskimi ma, jak wspomniałem, co najmniej tradycję PRL-owską, o ile nie dłuższą: „może w tej Polsce faktycznie jest bałagan i bezhołowie, ale przynajmniej w piosence jesteśmy potęga. Ósmą co prawda, ale dobre i to!”

Nikt jakoś nie zwrócił uwagi na Niemcy, które w tym konkursie poniosły klęskę sromotną: nie upomniało się o ich piosenkę ani żadne jury ani nikt ze słuchaczy, przez co dla Niemiec festiwal zakończył się naprawdę żałośnie – jak by tych Niemiec w ogóle nie było. Z pewnością jest tu silny element polityczny: w związku z problemem „uchodźców”, którym pani kanclerz Angela uraczyła całą Europę, nie ma dziś ten kraj tzw. dobrej prasy i słusznie mu się to należy. Nie słyszałem jednak, by „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Welt”, „Frankfurter Rundschau”, „Der Tagespiegel” czy nawet „Deutsche Welle” ogłosiły z tego powodu upadek prestiżu ich kraju. Niemcy zresztą i tak są w „dużej czwórce”, jako jeden ze stałych współorganizatorów festiwalu Eurowizji i miejsce w konkursie mają zawsze zagwarantowane. A poza tym mają potężny, sprawny i ekspansywny przemysł, takież banki, znaczący dochód narodowy, zasobne społeczeństwo, wysoką markę w świecie i parę innych podobnych drobiazgów. Nie muszą więc leczyć kompleksów walcząc o piosenkarskie podium.

Konkurs wygrała nieszczęsna Ukraina. Morale jej obywateli umocni się z pewnością od tego jak diabli!

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl