W natłoku komentarzy i propozycji po brytyjskim głosowaniu za wyjściem z Unii Europejskiej wyróżnić można kilka głównych narracji – od skrajnych 'Super – niech UE się rozwali!' ze strony części skrajnej prawicy i ultra-libertynów ekonomicznych, po lamenty i rozpacze naszych lewicowych liberałów, którzy nie mogą uwierzyć że ktokolwiek chciałby z własnej nieprzymuszonej woli opuścić ucieleśniającą najwyższe lewicowo-postępowe humanistyczne ideały, świecką świętą Unię Europejską.
Traktowanie UE jako bytu religijnego – ucieleśnienia Najwyższego Zła czy też Wcielonego Dobra na Ziemi – świadczy tylko o ograniczeniach umysłowych wyznawców obu typu ekstremizmów, zarówno euro-fobów jak i euro-fundamentalitów, którzy nie potrafią myśleć racjonalnie i pragmatycznie, w przeciwieństwie do pragmatycznych i racjonalnych do bólu Brytyjczyków, którzy właśnie obliczyli, że dalsza obecność w UE po prostu im się nie opłaca i nie kalkuluje.
Jednak to, co najbardziej jest interesujące w dyskusjach nt. Co dalej po BrExicie? - to pytanie dla całej Unii Europejskiej: Co dalej z UE?
Pierwsze ruchy i propozycje już się pojawiły. Niemcy i Francja, po 'uwolnieniu się' od Brytyjczyków, będą najprawdopodobniej starały się zacieśniać współpracę wewnątrz UE, by tworzyć coraz bardziej scentralizowane Państwo Europa, z mniej czy bardziej dyskretną władzą Berlina i Paryża w tle. Stąd propozycja 'Unii elastycznej', co oznaczać będzie stworzenie twardego jądra wokół Niemiec, Francji, krajów Beneluksu i Włoch, resztę krajów UE traktując jako 'Europę B', czyli peryferia. Zresztą Niemcy metodą brutalnych faktów dokonanych, łamiąc 'europejską solidarność', rozpoczęły pospiesznie realizowanie tego scenariusza, organizując w Berlinie spotkanie władz Niemiec, Francji, Holandii, Włoch, Belgii i Luksemburga.
Szybką i ciekawie zareagowały na to polskie władze, które zaproponowały podobne spotkanie w Warszawie tym wszystkim 'gorszym' krajom UE, którzy nie były 'wystarczająco godne', by zostać 'zaszczycone' przez Niemcy zaproszeniem na berlińskie rozmowy.
Być może polskim władzom uda się zmontować silny blok państw, które będą zainteresowane przekształceniem UE w organizację prawdziwie demokratyczną, która szanuje interesy każdego z jego członków, a nie jest przede wszystkim narzędziem realizowania egoistycznych i partykularnych interesów Berlina i Paryża. Jeśli jednak tak się nie stanie, winę za zniszczenie UE będą ponosić władze Niemiec i Francji, i ich aroganckie, brutalne i egoistyczne działania.
Sądzę, że w perspektywie tworzenia UE jako konfederacji Europy Narodów, wartym rozważenia byłoby pomysł zaproszenia do Polski jako gości-obserwatorów także tych państw, które aspirują do wstąpienia do Unii Europejskiej, w szczególności zaś Ukrainy, która pomimo daniny krwi za Europę, nie została przyjęta do grona państw godnych bycia członkiem UE, przez egoistycznych i samolubnych Holendrów.
Ale jeśli najważniejsze kraje Europy Zachodniej nadal będą zachowywać się z podobną arogancją i butą, która spowodowała bunt przeciwko Brukseli i wyjście ze struktur UE przez Brytyjczyków, to być może za jakiś czas przyjdzie nam stworzenie własnej Konfederacji Europejskiej, Nowej Rzeczpospolitej Wolnych i Suwerennych Narodów.
