„Raport o mowie nienawiści”

 

Wkrótce minie 15 lat od ukazania się jednej z najbardziej wstrętnych książek III RP - zarazem ewidentnego donosu („raportu” – do kogo?), wymierzonego w niezależną polską prasę prawicowo – niepodległościową. Idzie o wydaną w 2003 r. przez Wydawnictwo WAB publikację Sergiusza Kowalskiego i Magdaleny Tulli „Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści”. By ceremonii stało się zadość, dodać trzeba, że książkę wsparli finansowo Fundacja Batorego oraz Instytut Studiów Politycznych PAN, a zawarty w niej materiał to pokłosie badań Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita” nad zjawiskiem „mowy nienawiści” w polskiej prasie. Badania sfinansowała Ambasada Królestwa Niderlandów w Warszawie.

O czym mówimy?

Książka to specyficzna, instrumentalnie przeprowadzona „analiza” zawartości 5 tytułów prasowych: „Naszego Dziennika”, „Naszej Polski”, „Najwyższego czasu”, „Głosu” oraz „Tygodnika Solidarność”. Badaniem objęto publikacje w ww tytułach w roku 2001. Twórcy (kompilatorzy) skoncentrowali się niby na wielu segmentach zjawiska „mowy nienawiści”, naprawdę jednak publikacja zawiera gros przykładów czegoś, co nazywają oni „antysemityzmem”. Gdyby jednak ktoś zechciał wziąć publikację do ręki (nie jest już łatwo osiągalna!), szybko zorientowałby się, że klasyfikacja analizowanych materiałów odbywa się w myśl dawno już sformułowanej zasady, iż antysemitą jest ten, kogo za antysemitę uznają Żydzi. Nie jest zatem istotne meritum sporu; najważniejsze to napiętnować każdego, kto ośmiela się podważać żydowskie racje.

Z takim stanowiskiem trudno dyskutować, równie efektywny może być spór z tzw. zaciętą płytą.

Nie przypadkiem zatytułowano powyższy tekst „Donos na prawdę”. Czy się bowiem tego chce czy nie, między środowiskami żydowskimi w Polsce (a i nie tylko) a społecznością polską istnieją zasadnicze różnice w bardzo wielu kwestiach. Trudno zgodzić się ze stanowiskiem, że rację ma jedynie żydowski punkt widzenia. Autorzy cytowanych i „analizowanych” tekstów nie byli (nie są) umysłowymi odmieńcami, oderwanymi od życia i historii, to publicyści często znani i wybitni, można - a nawet trzeba – zatem przyjąć, że tego, co pisali, nie wyssali sobie z palców. Ich „winą” było to, że ośmielili się negować żydowskie racje, obnażać hipokryzję, agresywność, podwójne standardy moralne. Zatem ludzie ci prezentowali jakąś prawdę, dla nich prawdę obiektywną, popartą faktami, doświadczeniem, własnym bądź cudzym dorobkiem intelektualnym. Gdyby było inaczej, publicyści ci trafiliby raczej na ławy oskarżonych za kłamstwa.

Oczywiście tytuł „Zamiast procesu” sugeruje, że procesy odbyć się powinny (wiadomo, kto pisałby akty oskarżenia i wydawał wyroki!), ale autorom publikacji nie chodzi o to, by karać! Skądże znowu! Im idzie tylko o prawdę. Z tym, że o ICH prawdę. ICH prawda jest ex definitione ważniejsza, to prawda bardziej prawdziwa. Prawda ich oponentów, obrońców polskiego punktu widzenia, jest prawdą gorszą, a więc, logicznie rzecz biorąc, nieprawdą. Więc napisali (skompilowali) swój donos na nieprawdę.

Tym samym napisali donos na prawdę naszą, polską.

Trzeba przyznać, że od strony „metodologicznej” rzecz zrobiona jest fachowo. Książka ma i aparat naukowy i stosowne objaśnienia, ma też rozdział poświęcony owej „metodologii”. Nosi on tytuł „Charakterystyka mowy nienawiści” i zawiera liczne podrozdziały, np. „Obcość jako wymiar podstawowy”, „Obcość Żydów i innych mniejszości”, „Obcość Europy”, „Obcość obyczajowa: libertyni, homoseksualiści, feministki, sekty”, a w innej części owego wykładu metodologicznego, pt. „Dyskurs”, spotykamy podrozdziały: „Walka z cieniem”, „Wspólnota sensów”, „Symetrie i asymetrie”, „Gry komunikacyjne”, „Relacje osobiste”, „Ironia” itd. itd. Dobra naukowa robota, tyle że oddana w służbę złej sprawy.

Autorzy zadbali też o to, by czytelnik nie miał żadnych wątpliwości co do meritum „donosu”. Każde przytoczenie piętnowanego fragmentu publicystyki wyposażone jest w „komentarz wyjaśniający”, mający formę tzw. żywej paginy. Tu autorzy tłumaczą, co jest złego, „nienawistnego” w cytowanym fragmencie. Czytelnik nie musi się więc zastanawiać, czy to mowa nienawiści czy niekoniecznie. Autorzy wiedzą lepiej.

„Zamiast procesu” to publikacja bezprecedensowa w „odnowionej” III RP, publikacja pokazująca, że nie o wolną debatę czy wolny spór tu idzie, a o stygmatyzację patriotycznej, niezależnej myśli, wolnej prasy. Idę o zakład, że książka ta, leżąca zapewne w szufladach biurek różnych decydentów medialnych i nie tylko, służyła i może nadal służyć pomocą w ocenie „przydatności” tego i owego publicysty, naukowca, dziennikarza w razie, gdyby jakaś aplikacja zawodowa pojawiła się w grze o stanowisko, udział w rozmaitych przedsięwzięciach, dostęp do stypendiów, grantów, wyjazdów etc. To swoista „czarna lista”, index authorum prohibitarum XXI w.

 

Wojciech Piotr Kwiatek




 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl