W terminologii wojskowej istnieje termin rozpoznanie bojem, określany także czasem jako rozpoznanie walką. Ta taktyka działań wojennych polega na uderzeniu na nierozpoznane pozycje przeciwnika w celu równoczesnego rozpoznania sił i pozycji zajmowanych przez nieprzyjaciela, oraz jednocześnie próba przełamania linii wroga.
W polskim życiu publicznym takie rozpoznanie bojem/walką przeprowadzane jest regularnie przez tzw. stronę liberalno-lewicową wobec konserwatywno-prawicowej części sceny politycznej. Tematy i preteksty do ataku mogą być różne: Pierwsza i Druga Rzeczpospolita, Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, Żołnierze Wyklęci, etc, itd. Forma takiego rozpoznania bojem przybiera najczęściej formę rozpoznania przez oplucie – to znaczy za każdym razem, gdy strona prawicowo-patriotyczna zaczyna promować jakieś instytucje w rodzaju Muzeum Powstania Warszawskiego czy działania takie jak Śpiewy Patriotyczne, rozpoczyna się huraganowy atak opluwania przez polskich lewo-liberałów, rozdzierania szat i zawodzenia, że ‘oto znowu mamy do czynienia z polskim kołtunem’, ‘zaściankiem’, ‘moherem’, itd., itp.
Jednak przeważnie po jakimś krótszym czy dłuższym czasie, kiedy okazuje się, że ataki, krytyka i napomnienia nie przynoszą skutku i większość społeczeństwa popiera patriotyczne inicjatywy, działania historyczno-obywatelskie i obchody ważnych w historii Polski rocznic, wówczas polska tzw. lewica liberalna rozpoczyna działania zaborczo-inkorporacyjne, i zamiast opluwania i ziania nienawiścią rozpoczyna się faza próby zawłaszczania przez przytulanie. W tej fazie ‘broniona jest pamięć’, ‘honor’ i ‘godność’ Armii Krajowej, Powstania Warszawskiego, Żołnierzy Wyklętych, etc, itd.
Jednak to co najciekawsze, to nie dobrze już rozpoznany sposób 'jak to się robi' - wspomniany mechanizm opluwania czy zawłaszczania – ale przyczyna gębsza: dlaczego ‘oni’ to robią? Czy nie potrafią wytworzyć własnych akcji, działań, wartości, bohaterów?
Ciekawy trop można znaleźć w wywiadzie ‘Gazety Wyborczej’ z Antonim Ferencym, dramaturgiem i reżyserem: ‘Problem właśnie w tym, że ta liberalna – niechętnie tak ją nazywam, bo nie lubię etykiet, zwłaszcza że mało kto i z prawa, i z lewa ma jeden sztywny system poglądów z odpowiedziami na wszystko – no więc ta liberalna Polska nie ma takiej potrzeby. Uznaje symbolikę narodową za niemodną, wsteczną albo po prostu nieważną, więc zostawia ją samą sobie. Teraz to się mści. Kompleks nowoczesności sufluje nam, że symbolika, barwy, bohaterowie, są już passe i rezygnując z nich tracimy wspólny język ze społeczeństwem.’ (‘Odzyskać Polskę Walczącą’, rozmowa z Antonim Ferencym, ‘Gazeta Wyborcza’, 02.08.2016).
Cóż, jeśli odcedzić wewnętrznie sprzeczny i infantylnie politycznie poprawny bełkot, wychodzi że tak naprawdę chodzi przede wszystkim o ‘wspólny język ze społeczeństwem’ - czyli o nadzór, wpływanie, kontrolę i władzę nad tymże społeczeństwem. I pomimo tego, że przecież zadekretowane zostało - przynajmniej przez lewo-liberałów - iż się ‘uznaje symbolikę narodową za niemodną, wsteczną albo po prostu nieważną’, to jednak wspomniana symbolika dla Polaków niezmiennie pozostaje ważna i istotna.
Okazuje się, że same tylko symbole i znaki, takie jak np. flaga Unii Europejskiej, nie wystarczają, jeśli nie stoją za nimi twarde, realne wartości takie jak wspólnota i jej dorobek historyczno-cywilizacyjny, wyznawana wiara i wspólny system etyczno-moralny, tradycja i język, poczucie współtworzenia wspólnoty i odpowiedzialność za nią - czyli patriotyzm, itd.
Śmieszności tym pospiesznym nadrabianiu zaległości ‘patriotyczno-kombatanckich’ mogą osiągnąć stan skrajny, od organizowania od jakiegoś czasu śpiewów patriotycznych i powstańczych przez ‘Wyborczą’ i 'odkrycia' Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz że to ona już od dawna chciała zbudować Muzeum Powstania Warszawskiego, aż po błazeńskie deklaracje ‘Szanowni Państwo z PiS, powstanie warszawskie i AK to my’ Wojciecha Maziarskiego.
Chyba najlepiej podsumował te podchody i próby przytualnia-przyssania-zawłaszczenia były powstaniec gen. Jan Podhorski: ‘- Po latach zwalczania tradycji niepodległościowych, oczerniania kombatantów, widząc, że fali powrotu do prawdy historycznej nie powstrzymają, próbują się pod nią podpiąć, przywłaszczyć ją. To hipokryzja.’ (za: „Nowa strategia ‘Wyborczej’ ”, ‘DoRzeczy’ - str. 29, 8-14VIII.2016)
Scenariusz dla przywódców polskich lemingów jest prosty: jeśli nie da się polskiej tradycji obrzydzić i ośmieszyć, no to trzeba się będzie znowu dostosować - i walczyć teraz o to, by ‘Odzyskać Polskę Walczącą’, bo jeśli nie uda się podkleić i podłączyć pod normalne i naturalne odruchy i nastroje patriotyczne, to naszym nadwiślańskim lemingom pozostaną tylko wspomniane ‘Psy’ i ‘Świry’…
