Jakoś bez specjalnego echa przeszedł wywiad, którego tygodnikowi „Newsweek” udzieliła prof. Jadwiga Staniszkis. Czekałem, aż ktoś zareaguje zdecydowanie, ale ponoć ostro zareagowali tylko internauci, „hejtując” ostro. Innych, merytorycznych reakcji nie było, zdecydowałem więc napisać coś na temat tej publikacji, bo była zbyt ważna (z wielu względów!), żeby ją po prostu przemilczeć.

„Czuję się głupio – wyznaje prof. Staniszkis – bo nie przewidziałam, że to wszystko zajdzie tak daleko.” Istotnie, triumf wyborczy PiS był miażdżący, ale Pani Profesor najwyraźniej nie o to idzie. W ogóle o co jej idzie, trudno tak naprawdę dociec, bo jej wypowiedzi pełne są dziwnie ostrych inwektyw i epitetów, o które naukowca tej klasy raczej by się nie podejrzewało. Tym bardziej, że ów naukowiec był przez lata mózgiem PiS, współtwórcą programu tej partii, który ta partia, zdobywszy pełnię władzy, zdecydowanie wciela w czyn.

Tak naprawdę zresztą nie jest to rozmowa o PiS i programie naprawczym państwa. Rozmowa z J. Staniszkis to gołosłowny, a chwilami kłamliwy atak na Jarosława Kaczyńskiego, atak, którego siła chwilami zdumiewa, a który da się porównać jedynie z nienawiścią, wypełniającą serca i umysły elit PO z powodu, tego, że – jak mawia ulica – „odebrano im zabawki”, czyli – w dyskursie politycznym – pozbawiono ich władzy, odrzucono ich.

W dziwnej pozycji stawia to Panią Profesor, która od czegoś takiego jak nienawiść powinna stronić ze wszystkich sił. Tymczasem padają z jej ust słowa i zwroty zaskakujące: „Kaczyński /…/ wydobywa z ludzi najgorsze cechy, zmienia Polaków na gorsze /…/ Pogardza własnym zapleczem /…/ Nie podoba mi się instrumentalne traktowanie ludzi, łamanie ich, utrzymywanie w strachu /…/ Sztucznie narzuca społeczeństwu konflikt /…/ Ośmiela lumpów /…/

I pomyśleć, że to wszystko Pani Profesor sobie… wydedukowała. Jak sama bowiem wyznaje „Nie tyle go znam, ile obserwuję bardzo, bardzo długo. Ale nie utrzymuję z nim prywatnych kontaktów/…/ i dalej „Kontaktowałam się z nim głównie przez media”. No tak… Wizerunek medialny Jarosława Kaczyńskiego rzeczywiście idealnie nadawał się (i wciąż nadaje) do stawiania na jego podstawie diagnoz na temat cech osobowości, dyspozycji intelektualnej, codziennej praktyki w kontaktach z ludźmi… Toteż owych diagnoz i słów Pani Profesor powinna się zwyczajnie wstydzić, bo nie licują z powagą naukowca najwyższej klasy (za jakiego uchodziła).

Co się zaś tyczy diagnoz i analiz politycznych praktyki Kaczyńskiego i w ogóle PiS, to tu jest jeszcze gorzej. „Jest jasne – mówi Pani Profesor – że tzw. ustawa naprawcza , którą przygotowało PiS, miała na celu sparaliżowanie Trybunału. Uderzyło mnie to cwaniactwo /…/. No, tu już mamy do czynienia ze zwykłym, pospolitym kłamstwem. Wiadomo, że poprzednia koalicja przygotowała pułapkę na ew. zwycięskie PiS w postaci wybrania awansem 2 sędziów TK na wypadek, gdyby jednak tandem PO-PSL przegrał. Zaprzysiężenie owych 2 sędziów przez prezydenta spowodowałoby całkowity paraliż nowo wybranej władzy: po prostu każda jej decyzja byłaby uznawana przez TK za niezgodną z Konstytucją. PiS nie dał się złapać, a mając większość w Parlamencie wszczął prace nad tym, by zagrożenie owo raz na zawsze usunąć. To właśnie owa wymieniana przez Panią Profesor ustawa naprawcza.

Tego było już możnowładcom z PO i PSL za dużo, a ich gniew, ich furię prof. Staniszkis wzięła za dobrą monetę, za obywatelską niezgodę. Mówi zresztą o tym, solidaryzując się w znacznym stopniu z tezami KOD, czyli zrewoltowanej przez wyborczą klęskę „elity”. Posłuchajmy: „Powiedziałam mu (Mateuszowi Kijowskiemu – WPK), że ruchy społeczne /…/ służą głównie temu, żeby człowiek budził w sobie coś nowego, broniąc wartości i pewnego poziomu wolności w samym sobie. I że możliwość zmiany historycznej przez sam ruch obywateli nie jest duża, ale jest to proces formowania jednostki, a czasem całego pokolenia. KOD pełni podobną funkcję/…/.

Wielka musi być zadra w duszy Pani Profesor i wielka radość w KOD z powodu takiej diagnozy. A o kształcie owego „budzenia w sobie czegoś nowego” najlepiej świadczą marsze KOD, kampanie nienawiści w wykonaniu jego liderów, ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno, będąc przy władzy, mieli w pogardzie wszystko, z polskim prawem i polskim obywatelem na czele. Wygrana partii Kaczyńskiego przyszła być może nawet i za późno, w każdym razie aby kraj od pełnej wyprzedaży i degrengolady prawnej i moralnej uratować, potrzebne są działania radykalne i jedność, bez hamletyzowania i oglądania się na zapisy prawne, które tak naprawdę nigdy respektowane nie były, a znalazły się w kodeksach prawnych i aktach normatywnych tylko dla tzw. pucu. Jeżeli nawet Kaczyński wymusza dyscyplinę partyjną, robi to, bo wie, co jest alternatywą (A. Rosiewicz: „Jak się nie uda, to wróci tu Ruska Buda”); toteż jego ludzie „wiedzą, iż muszą się trzymać wyznaczonej przez prezesa linii”. To ma być w pojęciu prof. Staniszkis zarzut, zarzut, którego nie formułowała pod adresem PO, prowadzącej ewidentnie rządy totalitarne, miażdżącej i marginalizującej opozycję, zamykającej przed nią drogę do mediów. Tzw. zwartość szeregów partii rządzącej jest dziś nakazem chwili i czynienie z tego zarzutu jest hipokryzją lub demagogią wspierającą rebeliantów, nie umiejących się pogodzić z przegraną.

Najwięcej zastrzeżeń budzi u Pani Profesor konflikt wokół TK. „/…/ od razu uznali (PiS-owcy – WPK), że Trybunał Konstytucyjny będzie zmiany blokował. I postanowili go sparaliżować, pozbawić niezależności”. Czyżby prof. Staniszkis nie zauważyła, że cały wysiłek sędziów TK, tych z poprzedniego rozdania, nastawiony był i jest głównie na blokowanie zmian?!! I gdyby nie szybkie i radykalne działania legislacyjne, mielibyśmy bezhołowie stokroć większe, niż obecne? Pani Profesor zresztą przeszkadza wyraźnie demokratyczny werdykt Polaków. Próbuje go deprecjonować („Pamiętajmy, że zostali wybrani tylko przez 18 proc. Polaków uprawnionych do głosowania”) uważając, że to może być argument na rzecz dopuszczania innych niż PiS-owskie rozwiązań. Aż dziw, że naukowiec tej klasy wysuwa takie żenujące argumenty – ordynacja wyborcza to nie jest coś, z czym można by (w jej aktualnym kształcie) dyskutować.

Równie źle jest, gdy Pani Profesor przechodzi ze swymi diagnozami na grunt międzynarodowy, europejski, unijny. Choć gołym okiem widać kryzys UE, prof. Staniszkis widzi w niej probierz demokracji. Toteż mówi: „Jesteśmy traktowani jako głęboko irracjonalni, obcy, budzi się poczucie, że Polska to jednak >>dziki kraj<<, wschodni.” Tymczasem papież Franciszek po Światowych Dniach Młodzieży powiedział: „Polska jest nadzieją”. Uczestnicy ŚDM byli zachwyceni bądź zadziwieni wolnością religijną i osobistą w naszym kraju, bo u siebie (a przybywali często bardzo z tzw. rozwiniętych demokracji) wolności takich już prawie nie ma; jest za to terror poprawności politycznej, przymusowa laicyzacja, ofensywa wszelkich dewiacji, strach… Profesor nie odnosi się w rozmowie nijak do prób wywierania na Polskę rozmaitych presji, szantażu przez Niemcy i Francję, co w prawdziwie demokratycznym porządku powinno być absolutnie niedopuszczalne. Z obrony przez Jarosława Kaczyńskiego i polski rząd naszej suwerenności czyni ona Kaczyńskiemu kolejny zarzut, mówiąc: „ Jemu się prawdopodobnie wydaje, że kategoria suwerenności, rozumianej w tradycyjny sposób, jest bardziej nośna emocjonalnie, lepiej przemawia do ludzi.” I dalej: „PiS rozumie suwerenność po chłopsku, że nikt nam się nie będzie wtrącał do naszych polskich spraw”.

Warto byłoby może wysłuchać, jak suwerenność pojmuje prof. Staniszkis, ale może szkoda czasu?

Dziwny to wywiad. Kryją się w nim emocje znacznie silniejsze, niżby wynikało to z rozwoju wewnętrznej sytuacji w Polsce. Jakie jest ich źródło? Pewnie się tego nie dowiemy. Ale miejsce dla Pani Profesor na trybunie honorowej KOD podczas kolejnego „marszu w obronie demokracji” znajdzie się na pewno.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl